niedziela, 30 grudnia 2012

Ogólnie rzecz ujmując

Miałam nie robić podsumowań.. miałam, ale jakoś tak postanowiłam 
WAM PODZIĘKOWAĆ!

Szepty Wyobraźni istnieją już od pół roku.. kochani czy naprawdę tylko tyle czasu minęło?
Pierwszy post ukazał się 14 lipca.. to naprawdę bardzo dawno temu.
Nigdy nie przypuszczałam, że tak bardzo zakocham się w blogosferze.. w ludziach.. w książkach jakie polecacie we wszystkim.. nie przypuszczałam, że aż tak się uzależnię..

Trudno mi określić ile książek przeczytałam...
Ile filmów obejrzałam.. nie przepadam za suchymi cyferkami
Wszystko co pojawiło się na blogu możecie zobaczyć spoglądając na Etykiety...
Wiem jedno.. pojawiło się 96..(z tym 97) postów.. może nie jest to wielka liczba, ale mnie tak cieszy;)

Szepty Wyobraźni odwiedziło już  6 339 osoby !
Szepty Wyobraźni ma 73 obserwatorów !
Najbardziej popularnym postem jest Komnata-tajemnic-została-otwarta wyświetlane 326 razy 
Szepty Wyobraźni doliczyły się 746 komentarzy..

Każdego dnia blog przynosi mi wiele radości.. 
Oczywiście były momenty kiedy nie miałam czasu by go prowadzić, kiedy traciłam wiarę i nadzieję, że to ma sens, aż nagle coś się ruszyło i WY  tu zaglądacie komentujecie... i zrozumiałam, że ma to sens.

Chciałabym wam z całego malutkiego serduszka podziękować. Za wszystkie opinie, rozmowy, znajomości, za wszystko, za naszą szarą rzeczywistość. Oby książki spływały do was w podzięce. 


Korzystając z okazji.. chciałabym również złożyć wam noworoczne życzenia ... 

Oby ten nadchodzący był rokiem pełnym miłości, nadziei  dobra, czułości, szczęścia, szaleństwa, dobrego humoru, a jeśli ktoś uzna, że limit szczęścia się wyczerpał to, żeby chociaż obdarzył was wiarą w lepsze jutro.
Życzę wam również szampańskiej zabawy, ubawu po pachy w tą wyjątkową noc, rozbolałych nóg i pleców po Sylwestrze, i dobrego humoru przez cały rok!




Pozwolę sobie również zacytować coś co cały dzień mnie bawi ..

"Piękna kobieta to raj dla oczu, piekło dla duszy i czyściec dla kieszeni"


Bawcie się dobrze...czy tylko ja mam ochotę już dzisiaj tańczyć? 



piątek, 28 grudnia 2012

Tolerancja czym ona jest?

Tolerancja w książce "Gildia Magów"


"Co roku magowie z Imardinu gromadzą się, by oczyścić ulice z włóczęgów, uliczników i żebraków. Mistrzowie magicznych dyscyplin są przekonani, że nikt nie zdoła im się przeciwstawić, ich tarcza ochronna nie jest jednak tak nieprzenikniona jak im się wydaje. Kiedy bowiem tłum bezdomnych opuszcza miasto, młoda dziewczyna, wściekła na traktowanie jej rodziny i przyjaciół, ciska w tarczę kamieniem - wkładając w cios całą swoją złość. Ku zaskoczeniu wszystkich świadków kamień przenika przez barierę i ogłusza jednego z magów. Coś takiego jest nie do pomyślenia. Oto spełnił się najgorszy sen Gildii: w mieście przebywa nieszkolona magiczka. Trzeba ją znaleźć - i to szybko, zanim jej moc wyrwie się spod kontroli, niszcząc zarówno ją, jak i miasto"




O kolejnej książce Trudi Canavan słyszałam już dawno. Byłam bardzo ciekawa pierwszej części Trylogii Czarnego Maga. Udało mi się z nią zapoznać dzięki uprzejmości pewnej pani.. i szczerze powiedziawszy dzięki wydawnictwu, które postanowiło wydać książkę w formie kieszonkowej, wcale gorzej się jej nie czyta, no może troszkę bolą oczy, ale ogólnie treść ta sama tylko cena inna. 

Ale nieważne. Wydanie było dość przyjemne, więc czytanie też musiało takie być prawda?

Początkowo nie mogłam wczuć się w książkę. Odrobinę przeszkadzał mi język, ale tylko przez moment, bo nagle uświadomiłam sobie, że nie ma to dla mnie znaczenia, bo już czułam oczarowana światem, stworzonym  przez Canvan. "Gildia Magów" zachwyca czymś, czego nawet nie potrafię zmaterializować. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest to fantasty dla każdego, nie zależnie od wieku. Nie jest tak tak nużące, jak to czasami bywa z książkami tego gatunki. Nie jest również skomplikowane. Trudi stworzyła nowy, inny świat, ale świat, w którym szary śmiertelnik z łatwością się odnajdzie. 

Nie będę się zagłębiać w treść, bo macie wszystko wyżej ładnie, zgrabnie streszczone. Chciałabym pokazać tylko to, że "Gildia Magów" to nie tylko książka, opowiadająca historię "magicznej" dziewczyny. "Gildia...." to książka opowiadająca o różnicach społecznych, o wielkiej przepaści między biednymi, a bogatymi. To opowieść o elitarnym stowarzyszeniu, do którego mają wstęp tylko ci najlepiej urodzeni. Ci, którzy są na to szykowaniu od dziecka, a nie dziewczyna, która pochodzi ze slumsów, śpi w obskurnym gościńcu, nie myję się i nie wie co to znaczy dobrze się najeść. Magia to sprawa dla elity, dla wybrańców.. nie dla szarego człowieka!

Tak wiem znowu będę filozofować i opowiadać o wszystkim tylko nie o książce, ale chyba o to chodzi w lekturze, żeby dała nam do myślenia, żeby zmusiła do myślenia. Jeśli ten problem jest ubrany w piękne słowa, zagnieżdżony w dobrej historii to powinniśmy się tylko cieszyć, bo zapowiada si uczta dla zmysłów. 

"Gildia Magów" dała mi chwilę do namysłu. Do zastanowienia się nad pojęciem tolerancji i różnic społecznych.. nad myślą.że bogate dzieci mają łatwiej w życiu, że wszystko jest podane im na tacy. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy każdy bogaty to snob? Czy każdy biedny to złodziej? 

Książka Canavan porusza drażliwy temat. Śmiało widzę jego odniesienie do życia codziennego, ale pisarka sprawiła, że przez chwilę widziałam świat z obu perspektyw. Przerażonej biednej dziewczyny i snobistycznych, ale jeszcze bardziej przerażonych magów. 

Jaki z tego wniosek? Wszystko może się zmienić. Proszę państwa fortuna kołem się toczy. 
Jeśli macie chwilkę sięgnijcie po "Gildię magów", a później jak ja po resztę Trylogii. Zapewnia, że spędzicie miło czas, z lekkim niezobowiązującym fantasty.. ale czy na pewno? 


Książka :Trudi Canavan "Gildia Magów" wyd.Galeria Książki 

czwartek, 27 grudnia 2012

Nowa interpretacja starej bajki?!

Świąteczny okres to nie tylko... rodzina, prezenty, jedzenie i kolędowanie  to również czas dla wszystkich tych, którzy go nie mają na co dzień.
Święta to czas kiedy siadam przed telewizorem.. i oglądam filmy. To czas kiedy zakopuję się w kocu i czytam książki. To czas kiedy mam chwilę dla siebie.

Wczoraj postanowiłam obejrzeć KRÓLEWNĘ ŚNIEŻKĘ I ŁOWCĘ w reżyserii Rupert Sanders'a. Jednak wydaję mi się, że taki szary widz jak ja będzie kojarzył film po aktorach.. znakomitej Charlize Theron i niedorastającej jej do pięt Kristen Stewart.

Długo nie mogłam zebrać się w sobie, żeby zmierzyć się z tą historią. Jestem wychowana na Śnieżce Disney'owskiej i jakoś tak nie byłam w stanie tego zmienić. Jednak chyba każdy musi kiedyś dorosnąć i zdać sobie sprawę, że historia księżniczki i złej królowej wcale nie musiała być tak piękna i kolorowa.


Dorosłam i sięgnęłam po mroczną opowieść Sanders'a. Wystarczyła chwila i wiedziałam, że pokocham również i tą wersję.

W skrócie można opowiedzieć to tak :
"Zła królowa po przejęciu władzy nad królestwem rozkazuje Łowcy zabić Śnieżkę. Ten jednak pomaga królewnie zorganizować ruch oporu, w którym szczególny udział będzie miało siedmiu krasnali."

Zaś używając więcej słów opowiem to tak... 
"Królewna Śnieżka i Łowca" to powieść o silnych kobietach. O przemijaniu urody, o histerycznej walce o piękno ludzkiego ciała.. o władzy.. o namiętnościach . o strachu.. o miłości.. o uczuciach głębszych niż możemy to sobie wyobrazić.. o dobroci.. i o złu w postaci jakiej nikt się nie spodziewał. 





 Nie wiem dlaczego ten film wywołał  mnie takie emocje. Z niecierpliwością czekałam co stanie się z królewną.. czekałam aż w końcu się zakocha, jak zła królowa ją pokona i ciągle zastanawiałam się jak taka Kristen może być piękniejsza od Charlize?

Byłam bardzo zadowolona z przedstawionej historii. Mroczny las.. magiczna kraina.. średniowieczne klimaty.. potwory.. wróżki.. jelenie i Łowca.

Łowca, który zaciekawił mnie od pierwszej chwili.. Niepozorny . lekko szalony mężczyzna z wielkim bagażem doświadczeń. Chris Hemsworth dał naprawdę pokaz niezłej gry aktorskiej. W jakiś dziwny sposób zgrał się z Kristen i stworzyli naprawdę ciekawą parę.


Ale Kristen to mnie zdenerwowała. Dlaczego.. jej gra aktorska niczym się nie różni niż w "Zmierzchu"? Dlaczego tak samo krzyczy.. stęka.. ucieka.. biega.. nawet na tym zdjęciu wyżej czy nie ma takiej samej miny, jak za każdym razem gdy coś ją atakowało w "Sadze"? Może jestem krytyczna.. może nie.. ale bardzo mi się nie podobała, bo wiecie co... królowa jest tylko jedna!

Chylę czoło przed wspaniałą Charlize Theron, zachwyciła mnie, urzekła.. zakochałam się w niej.
Zła królowa.. ba cały film bez niej byłby mdły. Boże jak ona krzyczy.. jak płacze.. jak cierpi . jak bardzo pragnie zwycięstwa.. i jaka jest piękna... Naprawdę film wystarczy obejrzeć dla samej kreacji aktorki.



Film jest dobry. Tradycyjna produkcja na wielką skalę, z kilkoma niedociągnięciami, wieloma skandalami w tle, ale godna polecenia. Spędziłam naprawdę miło dwie godziny... chociaż końcówka bardzo mnie zawiodła.. nie lubię nierozwiązanych wątków.. chociaż może o to właśnie chodzi, by widz miał świadomość, że nie będą żyć długo i szczęśliwie, że życie bywa nieprzewidywalne, że nigdy nie poznamy odpowiedzi, a może specjalnie tak zakończyli, by dać sobie furtkę do kolejnej części(w to akurat wątpię), ale nie miałabym nic przeciwko, by spotkać się ponownie z bohaterami. 

Polecam. Jeśli naprawdę macie chwilkę czasu, obejrzyjcie. Nie jest to może film wnoszący do naszego życia dużo dobrego, ale zapewne daje do myślenia. Mi dał. ...
Czy ludzie naprawdę są gotowi zrobić wszystko dla zemsty? Czy chcemy być perfekcyjni? Do piękna.. czy kobiety boją się starości? Czy miłość zmienia ludzi?  
Sami musicie sobie odpowiedzieć na te pytania.. jeśli obejrzycie "Królewnę Śnieżkę i Łowcę" zrozumiecie dlaczego je zadałam.. 


Widzieliście ten film? A może nie mieliście okazji? 
Oczywiście jeszcze standardowe pytanie.. jak tam po świętach? Dużo prezentów? Pełne brzuchy? 

Film : "Królewna Śnieżka i Łowca" reż Rupert Sanders 2012

sobota, 22 grudnia 2012

Wesołych



Kiedy w radiu słychać kolędy.. 
I świąteczną piosenkę 

Kiedy w domu czuć pierniki.. 
Kiedy zapach kapusty z grzybami wypełnia całą kuchnię.. 
Kiedy mama biję ścierką po paluszkach, gdy podkradasz uszka.. 
Kiedy do salonu wchodzi wielka choinka...
Kiedy nagle wszyscy są tak podenerwowani, że masz ochotę ulotnić się na Księżyc..
Kiedy siedzisz z zadowoloną miną i pakujesz prezenty..
Kiedy padasz zmęczona na łóżko.. 
Kiedy uśmiechasz się z myślą, że za chwilę będziesz mogła zjeść te wszystkie potrawy.. 
Wiesz, że nadchodzą
ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA






Z tej okazji chciałabym życzyć wam... 
Wszystkiego co najlepsze...
Cierpliwości i radości.. 
Wiary i nadziei
Uśmiechu i miłości...
Prezentów i niestrawności.. :)
Wszystkiego tego czego sobie życzycie.. 
Szaleństwa i odrobinę domowego ciepła... 





Mam jeszcze dla was piękny filmik.
Zakochałam się w nim.. a jak cudownie wpasuję się w ten świąteczny klimat.
Zatrzymajcie się na chwilkę i go obejrzyjcie.
Szkoda, że u nas w Polce nie ma takich pięknych reklam...


piątek, 21 grudnia 2012

Trudi Canavan

"Szepty dzieci mgły i inne opowiadania"



"Po raz pierwszy na świecie, opowiadania Trudi Canavan zebrane w jednym tomie. Książka zawiera teksty z różnych okresów twórczości autorki, w tym tytułowe opowiadanie od którego rozpoczęła się jej pisarska kariera.

> SZEPTY DZIECI MGŁY
> SZALONY UCZEŃ (opowiadanie ze świata Czarnego Maga)
> MARKIETANKA
> PRZESTRZEŃ DLA SIEBIE
> BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH"





Średnio lubię opowiadania. Zawsze podziwiam autorów, którzy potrafią w cudowny sposób ująć w kilkunastu zdaniach sens swojej historii. Mi to zajmuje wiele stron, a zazwyczaj tak są nic nie warte. 

To było moje pierwsze spotkanie z Canaval. Muszę powiedzieć, że bardzo owocne. Po przeczytaniu opowiadań, z czystym sumieniem sięgnęłam po "Gildie Magów", którą jestem zachwycona, ale o niej kiedyś napiszę, obiecuję. 

Wracając do opowiadań... 
Każde z nich miało swój nieodgadniony czar. Zaznaczę jednak, że pierwsze trzy były zdecydowanie lepsze. Może dlatego, że autorka w nich stworzyła swój własny świat. Świat fantastyki i magi. W "Przestrzeni dla siebie" i "Biurze rzeczy znalezionych" mamy do czynienia ze światem na pozór realnym, normalnym. 

"Szepty dzieci mgły" to opowieść o Sorze Velarin, która dzięki swoim umiejętnością znana jest w całym królestwie. Przez kilka stron poznałam jej historię i zastanawiałam się dlaczego autorka nie rozwinęła wątku Valernin w oddzielną powieść? 

"Szalony uczeń" to świetne uzupełnienie lub jak w moim przypadku wstęp do "Gildii..." poznałam odrobinę świat Czarnego Maga z innej perspektywy. Spojrzałam na niego oczami  Indrii i Tagina(nie wiem za bardzo jak odmienia się imiona bohaterów :() Opowiadanie poruszyło moim sercem. Zmusiło mnie do myślenia. Co bym zrobiła gdyby ukochana osoba okazała się mordercą? Trwała bym przy nim? Czy zdradziła w imię dobra? 

"Markietanka" pozostanie chyba moim ulubionym opowiadaniem. Miało w sobie coś innego, czego w pewnym sensie zabrakło w poprzednich. Poznajemy Kalę. Kala jest markietanką-czyli kobietą do towarzystwa, ale musimy pamiętać, że kobieta ma wiele twarzy i nie zawsze mówi o sobie całą prawdę. 

"Przestrzeń dla siebie" to opowiadanie w formie pamiętnika. Z pozoru proste, ale właściwie dla mnie dość nudne i nużące. Poznajemy kobietę, niespełnioną malarkę, czytamy, że odnalazła magiczny pokój, w swoim nowym domu.. co się stanie? Przekonajcie się sami. 

Czy mam nie mówiła wam... żebyście nie zabierali rzeczy, które nie należą do was? To samo powiedział Trinity, mężczyzna w Biurze Rzeczy znalezionych. Nie posłuchała go, a kara była sroga. 
Opowiadanie z nutką ironii, z pomysłem i ciekawym wykonaniem.. jak najbardziej polecam. 

Opowiadanie Trudi Canavan mają coś w sobie. Właściwie to nie powalają na kolana, ale równocześnie też sprawiają, że zaczynamy tęsknić za twórczością autorki.  Canavan ma jakiś dziwny dar zaciekawiania czytelnika. Już nie mogę się doczekać kiedy skończę czytać całą serię "Czarnego Maga" nie mogę się doczekać spotkania z Magami w Gildii. 
A wszystko zaczęło się przez niepozorną książeczkę w twardej okładce, z dziwnie grubymi kartkami i intrygującą okładką, na przecenie w Biedronce. Człowiek czasami nie wie co może go spotkać prawda?

"Szepty dzieci mgły i inne opowiadania" to książeczka, która umili wam czas. Polubicie ją, nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami fantastyki, bo przecież dwa ostatnie opowiadania są z pozoru całkiem normalne. 
Jeśli jednak lubicie Canavan.. książka obowiązkowa na waszej liście czytelniczej. 

Znacie Canavan? Jakie jej książki czytaliście? Znacie jej opowiadania? 

A może macie ochotę przeczytam moje opowiadanie, które kiedyś nie wiem dlaczego dodałam... Klik







wtorek, 18 grudnia 2012

Ciekawość to przez nią sięgamy po książki!


Ach.. jak ja tego nie lubię. 

Spoglądasz na półkę pełną książek u koleżanki i widzisz kontynuację powieści, którą przeczytałaś i właściwie nie zrobiła na tobie piorunującego wrażenia, ale mimo wszystko co chwilę spoglądasz na dwie kolejne książki, z tak utęsknionym spojrzeniem, że twoja przyjaciółka nie wie co z tobą zrobić. Pyta się czy chcesz pożyczyć? Szybkie zastanowienie ... oczywiście nie możesz powiedzieć tak! Zastanów się ile masz nieprzeczytanych książek w domu.. stosy powieści piętrzą się już od września.. kochana nie ma szans.. przecież wiesz, że odłożysz wszystko byle tylko szybciutko przeczytać i oddać książkę...
Wykręcasz się więc głupio. Mówisz, żebyście poplotkowały na jakiś inny temat. Po godzinie wychodzisz.. z czym wychodzisz? Oczywiście z dwiema częściami  z jednej strony z wielkim zadowoleniem, a z drugiej z wielkim poczuciem winy, wobec stosu książeczek, które znowu będą musiały poczekać. 

Już żeby was nie zamęczać moimi dziwnymi opowieściami ..  zdradzam wam jakie to książki ..tadadam ...




"Klątwa tygrysa. Wyzwanie "

"Serce Kelsey zostało złamane, pradawne zaklęcie - nie.

Po powrocie do domu dziewczyna próbuje zapomnieć o indyjskim księciu Renie i poukładać sobie życie na nowo. Jednak mroczne siły nie zostały pokonane, a niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku. Kelsey musi wrócić do Indii - tym razem z niepokornym bratem Rena, Kishanem, nad którym również ciąży klątwa.Czy Kelsey zdnajdzie odwagę, by uwierzyć w miłość i stanąć do walki ze złem? Czy to wyzwanie przybliży całą trójkę do złamania zaklęcia, czy przeciwnie - pozbawi ich złudzeń?"



Mieliście już okazję poznać moją opinię na temat książki  Colleen Houck "Klątwa tygrysa"[Recenzja]
I doskonale wiecie, że nie byłam jakoś szczególnie powalona na kolana! Może odrobinkę zafascynowana, ale tak tylko troszeczkę. Dlaczego? Bo mimo wszystko tygrysy to coś nowego. Oczywiście czy wspominałam również o tym, że kocham Indie? 

Aj.. ależ dzisiaj się rozgadałam.. wybaczcie ...

Na samym wstępie muszę zaznaczyć, że druga część o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Sama nie wiem dlaczego? Może po prostu wolę czytać o silnych charakterach, o postaciach, które już nie są tak idealne, o tygrysie, który jest tym złym. Muszę przyznać, że Kishan jest ciekawszą postacią niż Ren. Idealny, szamański  totalnie oddany Kelsey biały tygrys.Chyba mam słabość do czarnych charakterów. 

"Wyzwanie" to zdecydowanie lepsza opowieść. Na początku rzeczywiście mnie denerwowała i nie dawałam jej zbyt dużych szans, ale za to końcówka okazała się o wiele ciekawsza. Totalnie wyłączyłam się.. starałam się nie zwracać uwagi na denerwującą narrację i jeszcze gorsze, płytkie i sztuczne dialogi. Kiedy już przestałam czepiać się tego w jaki sposób jest napisana książka, a skupiłam się o czym jest, "Klątwa tygrysa. Wyzwanie" przypadło mi do gustu.

Zadanie głównej bohaterki i jej towarzysza okazało się o wiele ciekawsze. Brak zahamowań i zasad Kishana sprawiły, że cała historia nabrała troszkę pikanterii. Naturalnie równie szysbko uciekła jak się pojawiła, bo nawet się nie obejrzała jak dotarłam do końca, a tam to już nic, a nic mi się nie podobało.. 

Ale oczywiście nie poddaję się tak łatwo, bo właściwie autorka stworzyła sobie fajne i gładkie przejście do kolejnej części. Wszystko się w niej wyjaśnia? Zobaczymy! 

                                         


"Klątwa tygrysa. Wyprawa"

"Choć Kelsey udaje się wyrwać Rena z rąk Lokesha, nie odzyskuje ukochanego.

Jedno pozostaje niezmienne: zło nie zostało pokonane, pradawna klątwa trwa. Rozpoczyna się nowa, pełna niebezpieczeństw podróż do świata pięciu przebiegłych smoków. Czy wszyscy wyjdą cało ze starcia z mrocznymi siłami? Czy Kelsey znów rozkocha w sobie Rena, czy wybierze zapomnienie w ramionach Kishana?
Trzecia część bestsellerowej sagi „Klątwa tygrysa” łączy zawrotne tempo przygodowej powieści, nieprzewidywalność gatunku fantasy i emocje godne romansu wszech czasów."




A ta część mi się bardzo nie podobała. Prawda jest taka, że zmarnowałam na nią dużo swojego czasu i prawie w ogóle jej nie przeczytałam. Przerzucałam kartki, omijałam długie i męczące rozdziały, omijałam wszystko byle tylko dojść do końca. Zdecydowanie nie polecam.

I tak chyba zakończę moją przygodę z "Klątwą.."bardzo niezadowolona i rozczarowana. Nie mam nawet ochoty sięgać po kolejną część. 

A wy czytaliście którąś? Macie ochotę? A może stanowcze" Nie dziękuję?" 








środa, 12 grudnia 2012

12:12 .. 12.12.12?:D



Tak tak wiem.. 

Dawno mnie tu nie było... 
Wszyscy wiemy dlaczego.. problem zawsze ten sam.. 
Ale idą Święta więc postanowiłam zrobić taki mały post świąteczny ..
Bo właściwie pierogi już prawie ulepiliśmy.. krokiety zrobione.. stawiamy na organizację... bo w Wigilię znowu nie damy rady wszystkiego zrobić





I takie przesłanie na dzisiaj dla wszystkich kobiet!




Książki się czytają. Naprawdę.. powoli ale się czytają. obejrzałam również kilka filmów, ale na recenzję musicie troszkę poczekać. Dni lecą, a czas to śpieszy tak,że go nie mam. 

Wypowiedzieliście życzenie : 
o 12:12 12.12.12 ? :D 





czwartek, 6 grudnia 2012

Dla ciebie wszystko- Mikołajkowo

Nicholas Sparks "Dla ciebie wszystko" 


Piękny, śnieżny dzień. Świąteczne piosenki w radiu, Mikołaj przed sklepem, ludzie z torebkami wypchanymi prezentami, a gdzieś pośród tego mikołajkowego zamieszania ja z książką w ręce. Nawet nie zauważyłam jak szybko minął mi ten czas. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak długo czytałam powieść Sparks'a. Zaczęłam gdy spadały liście, skończyłam gdy na ziemi pojawiła się biała pierzynka. 



"Wzruszająca opowieść o spotkaniu po latach, potrzebie miłości i trudnych wyborach, z których żaden nie jest do końca właściwy. Dawson i Amanda czasy pierwszej młodości mają już za sobą. Obydwoje po czterdziestce, przyjeżdżają po latach do swojego rodzinnego miasta na pogrzeb starego przyjaciela i opiekuna. Kiedyś, lata temu, byli w sobie zakochani. Amanda pochodziła z dobrej, zamożnej rodziny, bliscy Dawsona należeli do przestępczego półświatka. Różnice społeczne, wychowanie, wreszcie nieprzychylni ludzie sprawiły, że tych dwoje nigdy nie mogło być razem. Dawson, który niegdyś niechcący zabił człowieka, nigdy się z tym nie pogodził i żyje samotnie, pokutując za dawne winy. Amanda, obecnie żona alkoholika, urodziła czworo dzieci i pochowała jedno z nich. Losy obydwojga naznaczone są tragedią. Teraz dawni kochankowie spotykają się ponownie i pogrzebane przed laty uczucie powraca"



Jestem mimo wszystko fanką twórczości Sparks'a. Fakt, że piszę bardzo nie równo i różnie, ale w ogólnym rozrachunku "daje radę". Lubię czasami pomarzyć o prawdziwej miłości, nawet jeśli jest banalna(chyba nadużywam w moich recenzjach słowa "banalny"). Muszę jednak zaznaczyć, że liczyłam na coś więcej! Miałam ogromną nadzieję na wielką przejmującą historię, ale niestety już w połowie zorientowałam się co za chwilę się stanie. Wyjątkowo przewidywalna. 

„Miłość zawsze mówi więcej o tych, którzy ją odczuwają, niż o tych którzy są jej obiektem.”

Domyślacie się prawda o czym jest "Dla ciebie wszystko"? Oczywiście, że tak.Kiedy kupiłam książkę moja mama zaśmiała się i powiedziała "Sparks zawsze równa się miłość". Możliwie, ale jako romantyczka uwielbiam takie historię i nawet jeśli mam czytać sto razy schematyczną opowieść nie odmówię...

Autor, dobrze znanym nam czytelnikom. językiem przybliża nam historię dwójki ludzi, którzy mimo upływu lat nadal się kochają. W książce wszystko jest przemyślanie, czyta się niewiarygodnie szybko(wiem, wiem czas w jakim czytałam nie dowodzi tego, ale to moja wina i braku czasu, a nie zawartości). Ona panna z dobrego domu, on facet z rodziny z podejrzaną historią w tle. Połączyła ich lekcja chemii, samochody, zrozumienie i jakaś niewyobrażalna siła. Spotykają się po latach ona to matka, żona, nieszczęśliwa kobieta. On niespełniony, ciągle samotny pracownik na platformie wiertniczej. Co ich połączyło? Śmierć przyjaciela. 
Co ich rozłączyło? Wielka miłość i obowiązki. 

Ostatnio coś mi nie idzie pisanie recenzji nie zagłębiając się w fabułę. Musicie znowu mi zaufać i sięgnąć po "Dla ciebie wszystko". Nie bójcie się tej historii, jest naprawdę dobra, chociaż kiedy dotarłam do ostatniego zdania czułam niedosyt. Nie żebym była nie czuła, ale rozszyfrowałam gdzieś w połowie co się wydarzy i nawet się nie wzruszyłam. Spojrzałam głucho w przestrzeń i pomyślałam "To było uroczo nieprawdopodobnie dobre"

Z czystym sumieniem polecam! Jak zawsze dla wszystkich którzy tego chcą. Książka idealna na zimowe wieczory, zdecydowanie dla kobiet, chociaż nie mówię, że mężczyzna nie może jej przeczytać. A może właśnie taką książkę potrzebuję dzisiaj wasza żona, siostra, mama, córka czy kuzynka? Śmiało.. napwno za taki prezent od Mikołaja by się nie obraziła. 

Książka: Nicholas Sparks "Dla ciebie wszystko" wyd. Albatros 

***

Nie jestem pewna czego się życzy w Mikołajki .. 
Może po prostu Wesołych!
Dużo prezentów i wielkiej radości z obdarowywania nimi! 







niedziela, 2 grudnia 2012

Forever!


"Saga Zmierzch. Przed świtem"

"Ostatnia część światowego fenomenu na podstawie książek Stephenie Meyer. Po narodzinach córki Renesmee, rodzina Cullenów postanawia bronić je przed oskarżeniami rodziny Volturi. Twierdzą oni, że przyjście na świat dziecka było niezgodne z ustanowionym przez nich prawem. Edward (Robert Pattinson) i Bella (Kristen Stewart) postanawiają zrzeszyć wampiry z całego świata, aby te broniły ich dziecko przed rodziną Volturi. Rozpoczyna się walka na śmierć i życie."




Chyba mogę przyznać się bez bicia, że w gruncie rzeczy czekałam na ostatnią ekranizację książek Meyer. Nie wiem czy z ciekawości czy raczej z jakiegoś dziwnego przywiązania do "Sagi Zmierzch". Mimo wszystko towarzyszyła mi przez wiele lat.. trzeba przyznać, że byłam kiedyś nią oczarowana, ale później zderzenie z rzeczywistością sprawiły, że przez chwilę wydawało mi się, że historia Belli i Edwarda jest taka banalna, ale dzisiaj wiem, że potrzebujemy takich banałów by chociaż przez chwilę uśmiechać się i mieć nadzieję, że świat może być lepszy niż jest. 

Trudno mi określić czy "Przed świtem część druga" jest najlepszą ekranizacją. Na samym początku troszeczkę przeraziła mnie komputerowa odsłona życia Cullen'ów.  Ale równocześnie zaskoczyło mnie troszeczkę inne spojrzenie na wampiryzm. Nagle w moim małym świecie pojawiły się wampiry z krwi i kości, no może w wersji "dla młodzieży", ale zawsze coś. 

Polubiłam Belle w tej części. Zdecydowanie nie jest już ciepłą bezbronną istotą. Świetnie denerwuję się na wilkołaki, ma niepohamowaną siłę.. i jakąś taką wewnętrzną radość, której jakby wcześniej brakowało. Może ma rację mówiąc "..."że urodziła się by być wampirem"? 
Edward.. w tej części zadziwiająco często się uśmiecha. Stał się bardziej ludzki, co wydawało by się odrobinkę dziwne. Nessie .. Nessie piękna .. Nessie.. właściwie nie dziwi mnie to, że Jakob stracił dla niej głowę, a wiele wampirów jest gotowych oddać za nią życie. Dziewczynka będzie/jest naprawdę świetna. 

Nawiasem mówiąc ostatnio czytając wywiad z Robem i Kristen chyba w Gali .. padło tam zdanie, że aktorka grająca córkę Belli i Edwarda miała Pattinsona za skończonego idiotę.. dziwi mnie to bo w tej części wydawał się całkiem zabawny. Ciekawe czy wytrzymała by z nim w roli ojca w "Zmierzchu'? 

Volturi.. czy wspominałam o tym, że naprawdę ich lubię? Za tą wielką czarną powłokę i te ich świetne peleryny. Za to, że bezwarunkowo świetnie grają czarne charaktery, za to jak świetnie dają radę w kulminacyjnym momencie, dzięki temu, że akcja przez tą włoską "rodzinę" płynie tak gładko, a świat nawet w filmie nie jest idealny! 

Chciałabym opowiedzieć o tym jak wiele wrażenie zrobiło na mnie zakończenie, ale boję się, że jeśli wam opowiem o nim stracicie całą frajdę z oglądania. Kto by pomyślał, że jakaś scena wręcz wgniecie mnie w fotel, z moich ust wydobędzie się cichy krzyk, a w sercu będę czuć wielkie niezadowolenie, by po chwili odetchnąć z ulgą? 

Nie potrafię nic więcej powiedzieć, bez tej końcówki. Kiedy skończyłam oglądać pierwszą myślą było "Wow". Drugą "To koniec", a trzecią " Co z tego nadal Edward i Bella będą żyć.. w sercach fanów".
Przyznaję bez bicia, że podobała mi się ta część. Podobała mi się chyba jednak cała "Saga Zmierzch" mimo tego, że już się znudziła to nadal idę do kina by obejrzeć zakończenie to chyba coś znaczy prawda? 

Polecam zdecydowanie chociaż nie mam żadnego racjonalnego argumentu. Po prostu warto.. warto po raz ostatni spotkać się z nieśmiertelną parą, by została w naszych sercach 
forever.... 



A wy widzieliście "Przed świtem część 2"? A może macie plany zobaczyć? A co w ogóle myślicie o Sadze zmierzch? O książkach i o filmach? 






wtorek, 27 listopada 2012

Krótko i na temat



Przyzwyczaiłam się, że posty na blogu umieszczane są co dwa dni. Jakoś nie mogę od tej tradycji się odzwyczaić. Niestety z braku czasu nie mam kiedy napisać czegoś przyzwoitego. Nie wspominając już o tym, że nie mam kiedy czytać książki, film(w ogóle telewizor)miałam włączony może z tydzień temu? Komputer udaję mi się dorwać tylko na chwilkę, zazwyczaj tylko po to by zaciągnąć informacji(ha..te kochane lekcje).

W skrócie nie żyję. Wstaję rano-ciemno, wracam ze szkoły-ciemno. Ciemność zdecydowanie nie motywuję do działania. A jak na złość wszyscy myślą, że nie mam co robić tylko zajmować się szkołą i ich sprawami. Zero skupiania się na sobie. Wybaczcie to narzekanie, ale po prostu strasznie mi głupio, że nie mam nic interesującego do przekazania. Nowe posty się nie tworzą, książki zalegają nieprzeczytane w kącie, a ja do tego łapię jesienną depresję. Codziennie myślę tylko o tym, że niedługo będą święta i odpocznę.

Marzy mi się chwila samotności i normalny obiad. Właściwie to normalne jedzenie też by było dobre. Kawą też nie pogardzę!



Prosząca o zrozumienie ciągle głodna maniaczka książek ! :D 


Miłego wieczoru! 









niedziela, 25 listopada 2012

"Księga wszystkich dusz"

Książka, którą mogę porównywać z niewielkim podręcznikiem do historii. 



"Diana Bishop, młoda doktor historii z czarnoksięskiej rodziny, i Matthew Clairmont, zagadkowy profesor biochemii,

połączeni zakazanym uczuciem rozpoczęli walkę o niebezpieczną tajemnicę, która być może zmieni świat. Teraz muszą przenieść się pięćset lat wstecz, do elżbietańskiego Londynu.

To świat szpiegów i podstępów, starych przyjaciół Matthew połączonych w nowe koterie i alchemicznych pracowni, tajemniczej Szkoły Nocy i jej równie tajemniczych „uczniów”, jak wielkie umysły epoki: poeta Christopher Marlowe i matematyk Thomas Harriot, stąpający śmiało po cienkiej granicy pomiędzy geniuszem a szaleństwem.

Idąc tropem zaklętej księgi, której poszukują wszystkie magiczne rasy, Diana zmierzy się ze swoją czarnoksięską

mocą, a Matthew – z demonami swojej przeszłości. Lecz żeby poznać sekret manuskryptu Ashmole 782, będą musieli znowu uciekać i wyruszyć w jeszcze dalszą i jeszcze bardziej ryzykowną wędrówkę – wśród spisków i intryg, niebezpiecznej magii i wielkiej, pięknej miłości"


Ostatnio nie miałam czasu na nic. Skupiłam się na nauce i w dziwny magiczny sposób znalazłam czas na czytanie. Niestety strasznie zaniedbałam komentowanie waszych wpisów  ale musicie mi wybaczyć, kiedy tylko siadam przed komputerem mam ochotę go wyłączyć. Dopadło mnie coś w stylu "Stop wirtualności" , okres ten trwał zaskakująco długo, ale w końcu musiałam się w sobie zebrać i napisać kilka słów.

"Księga wszystkich dusz. Wędrówka" leżała na mojej półce od września. Ciągle przekładałam ją z miejsca na miejsce, aż pewnego dnia postanowiłam przeczytać.  Oczywiście nie zawiodłam się! Przeniosłam się wraz z bohaterami w magiczną podróż do elżbietańskiej Anglii. Spędziłam tam naprawdę kilka miłych dni, a kiedy musiałam się pożegnać z Dianą już za nią tęskniłam. 

Autorka książki ma magiczny dar. W cudowny i bardzo przejrzysty sposób przeplata wątki historyczne z wątkami fikcyjnymi. "Wędrówka" nie jest zwykłą opowieścią o czarownicy i o wampirze, "Wędrówka" to doskonałe przedstawienie czasów, gdy na tronie zasiadała Elżbieta I . "Wędrówka" to książka, która nauczyła mnie więcej niż nie jedna lekcja historii w szkole. 

Zachwycałam się stylem Deborah już w poprzednich dwóch recenzjach. Właściwie nie mam nic więcej do dodania. "Wędrówka" zachwyca, tak samo jak inne książki "Księgi wszystkich dusz", pełna jest fascynujących faktów, historii, opowieści, dobrego smaku i stylu. Autorka przedstawia opowieść o Dianie naprawdę w dobry sposób. Książka nie przypomina tych wszystkich z reguły podobnych paranormal romance. Jest to opowieść, którą mogę chyba nazwać dojrzałą. Wszystko jest dopracowane i takie nie mam innego słowa jak dojrzałe. Opowieść nie dotyczy zakochanych nastolatków. Mamy do czynienia z dorosłymi, inteligentnymi ludźmi, którzy swoją wiedzą mogę naprawdę zszokować  ale to chyba w tej serii jest najfajniejsze. Wiedza bohaterów i całe to tło historyczne. 

Polecam całą serię z czystym sumieniem. Książka jest świetną odskocznią, naprawdę można w niej utknąć i nie wiedzieć jak się z niej wydostać. Idealna na ponure jesienne wieczory. 


A tutaj Recenzja poprzedniej części 

Znacie tą serie? Czytaliście jakąś książkę? Lubicie? A może macie ochotę dopiero poznać Dianę? 

Książka : "Księga wszystkich dusz. Wędrówka" Deborah Harkness wyd. Amber 




piątek, 23 listopada 2012

Porzuceni


„Więc posłuchajcie mojej rady: cokolwiek by się działo... nie mrugajcie.”


"Współczesna dziewczyna porwana w mityczne zaświaty w jednej z najbardziej oczekiwanych powieści roku ulubionej autorki wszystkich dziewczyn świata.
Meg Cabot:
Mit o Persefonie fascynował mnie już w liceum. Każdy z nas ma czasem poczucie, że jest inny, że nie pasuje do otoczenia. Marzysz, żeby spotkać kogoś wyjątkowego, kto zabierze cię do miejsca, do którego naprawdę przynależysz. O tym właśnie jest ta książka – o rzeczach tak niepokojących i magnetyzujących, jak pierwsza miłość.
Odkąd powróciła z Hadesu pojawia się przy niej on. Zawsze wtedy, gdy się go najmniej spodziewa i gdy go najbardziej potrzebuje. To tylko halucynacje – przekonują psychiatrzy. – Miałaś wypadek. Przeszłaś śmierć kliniczną. Cudem powróciłaś do życia.

Ale siedemnastoletnia Pierce im nie wierzy. Odkąd omal nie utonęła, czuje się dziwnie… jakby nie należała do tego świata. Może teraz, po przeprowadzce do nowego miasta, będzie inaczej. Nowa szkoła, nowy początek. I może wreszcie przestanie się bać.

Ale on znajduje ją i tu. Czego chce? Jaką tajemnicę kryją jego oczy - mroczne i piękne jak diament, który jej podarował? Czy chce ją przed czymś ostrzec i przekonać, że bezpieczna będzie tylko wtedy, gdy powróci z nim do jego podziemnego świata? Czy Diament Persefony przyniesie Pierce los mitycznej bogini czy miłość - potężniejszą niż śmierć…"



Wystarczyła jedna bezsenna noc, żebym połknęła w całości "Porzuconych". Dlaczego sięgnęłam po tą książkę? Nie wiem, po prostu spojrzała na mnie w bibliotece, ja sobie przypomniałam o ostatniej książce autorki jaką miałam okazję czytać i pomyślałam czemu nie dać szansy "Porzuconym"? Tym bardziej, że jestem wielką fanką mitologii.

„Wieczność to bardzo długo. Więc jeśli już trzeba ją z kimś spędzić, to ja chyba wolałbym z kimś niemożliwym... ale interesującym.”

Na samym wstępie muszę zaznaczyć, że nie jest to lektura dość ambitna. Raczej zwykła lekka powieść na takie jesienne dni,  na jeden wieczór.  Muszę zaznaczyć, że pomysł był całkiem fajny. Wykonanie średnie. Czegoś brakowało.  Kiedy skończyłam czytać czułam wielki niedosyt.  Chociaż właściwie nie spodziewałam się wielkiej rewelacji, ale może czegoś więcej. 

"porzuceni " to taka tradycyjna książka tego typu. Niczym się nie wyróżnia (może oprócz tematyki?). Została napisana, żeby bawić, zabić czas, pozwolić czytelnikowi przenieś się w inne miejsca, pozwolić mu zapomnieć o rzeczywistości. Doskonale spełnia swoje zadanie. 

Co do bohaterów? Trudno określić czy ich się lubi? Czasami bardzie irytowała mnie Pierce, za to John to typowy zły facet, więc fascynował od pierwszej chwili gdy się pojawił.  Wydawać by się mogło, że wszystko jest idealne, ale naprawdę książka przedstawia również zachowania nastolatków w grupie. Pokazuję jak strasznie boimy się(tak jeszcze mogę chyba nazywać się nastolatką?) inności, ludzi, którzy coś przeżyli, byli o krok od śmierci, są inny, od wszystkich z którymi się zadają. Pierce ma problemy, ale tak naprawdę część ich po prostu jej winą ludzi z jakimi miała wcześniej do czynienia. 

„Wybaczenie pozwala przestać rozpamiętywać sprawę  co nie zawsze jest zdrowe. Ale jeśli zapominamy, nie uczymy się na błędach. A to może być zabójcze.”

Trudno mi opowiadać o książce, nie zdradzając tego co się w niej działo. Prawda jest taka, że żeby dobrze odebrać "Porzuconych" trzeba zapoznać się z historią głównych bohaterów. Nie wiem dlaczego, ale przez chwilę porównywałam "Porzuconych" do "Spętanych przez bogów", ale jedyne podobieństwo to to, że książki poruszają temat mitologii.

Książka miła i przyjemna. Nie wymagająca zbyt dużego zaangażowania. Książka stworzona po ty by przy niej odpocząć. Świetnie bawiłam się czytając "Porzuconych" więc na pewno rozejrzę się za pozostałymi częściami serii. 

Muszę też wspomnieć o pięknej szacie graficznej książki, która tylko zachęcała by przewrócić kartkę. Wydawnictwo wykonało naprawdę kawał dobrej roboty!

Znacie "Porzuconych" ? Macie ochotę poznać historię Johna? 

Książka: "Porzuceni" Meg Cabot wyd. Amber.