sobota, 29 września 2012

Malowany welon

Jesienne wieczory służą oglądaniu filmów. Zdecydowanie. 


Kiedy za oknem taka pogoda, lubię zatopić się w innym świecie. Czasami bycie molem książkowym mi się nudzi, a wtedy sięgam po dziesiątą muzę czyli film. 

Ktoś się mnie zapytał czy mam jakiś ulubiony gatunek ? Czy gustuję w czymś konkretnym ? Nie oczywiście, że nie, ale chyba jak każda kobieta lubię komedie .. wszelkiego rodzaju .. począwszy od romantycznych skończywszy na czarnych .. lubię też dramaty .. dramaty są ciekawe. 

Tym razem mój wybór padł na melodramat. Zupełnie przypadkiem wśród mojej małej kolekcji znalazłam małą prełkę. Włączyłam i chłonęłam całą sobą "Malowany welon".

Zaczęło się bardzo niewinnie. Kobieta i mężczyzna. Pola ryżowe. Wspomnienia. A tam to co lubię najbardziej. Lata 20 XXw. Piękne stroje, tajemnicze spojrzenia , bankiety i końcówka jakbym to ujęła szlachetności w zachowaniu ludzi.

W skrócie "Malowany welon " 
"Opowiada historię lekarza i jego niewiernej żony, Kitty, którzy w latach 20. XX wieku przeprowadzają się do odległej chińskiej wsi, aby walczyć z tamtejszą epidemią cholery. Kitty przeżywa tam duchowe przebudzenie i paradoksalnie wreszcie zaczyna rozumieć sens poświęcenia się dla drugiego człowieka i potęgę prawdziwych uczuć."

I tu wszystko wydawało by się jasne. Typowy melodramat. Przemiana głównej bohaterki i tyle. 
Ja jednak odebrałam film na swój dziwny sposób.
Lubię takie nietuzinkowe opowieści, a jeśli jeszcze rozgrywają się w tak pięknej scenerii to nic jak tylko oglądać i polecać. 

Kitty od samego początku wydawała mi się piękną osobą, ale zewnętrznie, coś w jej spojrzeniu sprawiało, że wiedziałam, że to typowa panna z lepszego domu. Ale w jej spojrzeniu była magia. Nie wiem czy to sprawa charakteryzacji, urody aktorki czy światła, ale od pierwszych scen wiedziałam, że ją polubię. 
Z czasem jej zachowanie balansowało w moim odczuciu z lekkim irracjonalizmem i szaleństwem, ale nadal przez te oczy wszystko jej wybaczałam. Miałam wrażenie, że wraz z nią uczę się życia w Chinach, że razem uczymy się tego świata.. i razem poznajemy jej męża.


Walter... dla samego dźwięku tego imienia warto włączyć "Malowany welon". Miałam ciary na plecach kiedy żona tak go wołała , kiedy mówiła do niego czulę, gdy wszystko miało się skończyć, ale zacznijmy od początku. Edward Norton w roli mikrobiologa zapowiada niemały sukces. Dlaczego ? Bo aktor  niezaprzeczalnie ma w sobie to coś. 
Na początku opowieści wydawał się mi lekką niezdarą, ale do czasu. Do czasu gdy w chińskiej wiosce nie znalazł się na skraju wytrzymałości. Poradził sobie doskonale, a jego spojrzenie na grającą żonę w klasztorze mogłabym podziwiać godzinami z nadzieją, że ktoś będzie tak spoglądał na mnie. 

Na uznanie zasługują też bohaterowie drugoplanowi. Nietuzinkowy i lekko komiczny pan 
Waddington. Czy zakochana  w Bogu Matka przełożona. Ale chyba najbardziej polubiłam nic nie znaczącego miłego "ochroniarza" Kitty .

Koniec. Czy zawsze koniec musi mnie tak zaskakiwać ? Sięgając po melodramat wiem jakie będzie zakończenie, ale zawsze liczę na coś innego.Zawsze ma się cichą nadzieję, że ktoś nie umrze prawda ? 
Tym razem jednak śmierć nie jest tak smutna. Nie rozpłakałam się .. 
Ale jak zawsze pomyślałam. 
Zakończenie było dziwne, ale takie filmowe. I żyli długo .. i szczęśliwie mimo, że jedno umarło.
Czy poczułam rozczarowanie ? Sama nie wiem .. bo ostatnie słowa bohaterki pokazują jak bardzo się zmieniła.

Już teraz poszukuję z zapartym tchem książki "Malowany welon "William Somerset Maugham . Czy ktoś może ją czytał ? A może wie gdzie mogłabym ją znaleźć ? I czy warto? Oczywiście czuję, że książka będzie inna, ale mimo wszystko chciałaby poznać pierwowzór. 

Jesli macie chwilkę czasu .. chcecie obejrzeć historię jak ja to nazywam monotonną w swej prostocie, ale jakże ciekawą, "Malowany welon" jest dla was .

Gdyby ktoś wiedział gdzie można dostać książkę, będę bardzo wdzięczna !

Film : "Malowany welon" 2006 reż John Curran.

czwartek, 27 września 2012

Urodzinowa Zabawa !


Troszkę inaczej .


Dzisiaj jest dla mnie szczególny dzień. Zawsze zastanawiam się co dalej.? Co tym razem się wydarzy?Czy będę za rok w tym samy miejscu gdzie jestem?Czy może dorosnę ? O zdecydowanie za rok by wypadało.

Nie chwaląc się dzisiaj są moje urodziny.
Dzień jak każdy inny, ale mimo wszystko dzień dla mnie inny niż wszystkie .
Nie jestem zadowolona, ponieważ mija mi pod znakiem choroby, ale niestety ona nie wybiera i nie czeka, żebym zaprosiła ją do siebie. Dziwnie mi pisać o takim dniu. Czuję się troszkę niezręcznie, ale z drugiej strony dziwnie go pominąć na blogu, który zaczyna być już moim małym domem.





Chciałabym również zaprosić was do takiej małej urodzinowej  zabawy ! 

Zasady są bardzo proste ... 
Otwórz swoją ulubioną książkę, albo książkę którą macie pod ręką na 27 stronie i przeczytaj pierwsze 9 zdań.
Zapisz i zinterpretuj ! :D  


Zajrzyjcie jeszcze o tutaj !

środa, 26 września 2012

"Córka dymu i kości "


Co raz częściej brakuję mi słów. 

Nie potrafię opisać, zrecenzować książki, która tak bardzo przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że słowa nie chcą płyną. Zatrzymują się gdzieś w krtani i jak szalone obijają się o ścianki, ale nie chcą wyjść. Próbuję więc, zmusić palce do stukania w klawisze klawiatury, ale i te jak zaczarowane, ani drgną. Co w tedy robić?
Wystarczy zamknąć oczy. 
Pomyśleć przez chwilę.. 
Wyciągnąć wnioski i bez zastanowienia pozwolić słowom płynąć, jak rwąca rzeka nie zwracająca sobie głowy małymi przeszkodami. 
Trzeba poczuć wolność i smak każdego wypowiedzianego czy napisanego wyrazu. 
Poczekać pomyśleć. 


"Dawno, dawno temu, przed narodzinami chimer i serafinów, istniało słońce i księżyc. Słońce było przeznaczone Nitid, jasnej siostrze, ale to nieśmiała Ellai, zawsze ukryta za odważną siostrą, skradła jego serce. Walczyła, ale on był słońcem i myślał, że może mieć wszystko, czego zapragnie. Ellai dźgnęła go nożem i uciekła, a krew słońca jak iskry spadła na ziemię i powstali z niej serafini, nieślubne dzieci ognia. Tak jak ich ojciec wierzyły, że mogą wymagać, brać i posiadać. 
Kiedy Ellai powiedziała siostrze, co się stało, Nitid zapłakała, a jej łzy spadły na ziemię i powstały chimery, dzieci żalu. 
Kiedy słońce do nich ponownie przyszło, nie dostało żadnej z nich. [...] Błagało Netid, żeby mu wybaczyła, ale nie chciała i po dziś dzień słońce podąża po niebie za siostrami, chce nieprzerwanie chce, ale nigdy nie dostaję i to jest jego wieczna kara. "


Czasami najlepszymi słowami do opisania książki jest jej treść. Czasami trzeba uchylić rąbek tajemnicy, by móc cokolwiek powiedzieć. Trzeba pozwolić komuś kto książki nie czytał poczuć jej magię. 
Musisz sprawić by wchłonął każde słowo. 
Jeśli właśnie to zrobiłeś... wchłonąłeś słowa .. teraz możesz czytać dalej. 

Tak to już ze mną bywa, że powieści, które robią na mnie duże wrażenie trafiają w moje łapki przypadkiem. Zawsze później mam wrażenie, że ukrywały się tak długo bym mogła docenić ich treść. 

Chciałam powiedzieć tylko tyle, że "Córka dymu i kości "Laini Taylor zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Już od pierwszych stron chłonęłam całą sobą cudowny język, stopniowo zatapiając się w magicznej Pradze i świecie Karou. Wszystko zaczynało mnie fascynować. 
Tak bardzo, że nawet nie spostrzegłam kiedy skończyłam czytać. 

Inność, a za razem tematyka poruszana przez wszystkich. Lubię inne spojrzenie. Lubię kiedy w końcu nie mam do czynienia ze schematycznością. Lubię kiedy na moich oczach stwarza się świat, który tak bardzo rożni się od już poznanych. Lubię kiedy bohaterowie nie są nietuzinkowi , a ich charaktery mocne i pełne dynamizmu. 

Kiedy zaczynałam czytać.."Córkę dymu i kości" nie mogłam połapać się w świecie głównej bohaterki. Zalały mnie nowe informacje. O niej, o jej świecie, o wszystkich czym się otaczała. 
Ale później pojawiły się rysunki ...
Rysunki opisane w taki sposób, że miałam je przed oczami, tańczyły przede mną nawet gdy zasnęłam. 
Właśnie taka powinna być dobra książka .. zasypiasz z nią .. śnisz o niej i budzisz się z chęcią poznania jej dalej . 

Tajemnica. To chyba najlepsze słów by opisać książkę pani Taylor. Nie potrzebuję opisywać fabuły, nie chcę zdradzać nic co mogło by wam pomóc z decyzją czy warto przeczytać. Nie chcę zachęcać, nie chcę zniechęcać.. mam wrażenie, że "Córka dymu i kości " to moja prywatna książka, o której chcę tyle powiedzieć, a tak bardzo brakuje mi słów. 

Tym bardziej, że na odwrocie książki jest już tyle zachęt. Zdecydownie to lekka przesada. Spoglądając na nie nim jeszcze nie pochłonął mnie świat chimer i serafinów, czułam , że ktoś ze mnie kpi, że książka nie może być aż tak doskonała, a gdy zobaczyłam "Od czasu Harry'ego Potterra...." miałam ochotę rzucić nią o ścianę. 
Musicie zrozumieć, że byłam jeszcze bardziej wściekła kiedy skończyłam. Nienawidzę porównywania książek. A jeśli ktoś piszę, że" od czasów Harry'ego, która wciągnęła by tak głęboko w świat cudowności i fantastyki" od razu nasuwa mi się myśl, czy w ogóle przeczytał "Córkę dymu i kości " ? 

Zachwalanie wychodzi mi chyba najlepiej, ale naprawdę nie mam do czego się przyczepić. Już dawno czytanie czegoś nie sprawiło mi tyle radości. Nie chcę być kolejną ślepo zapatrzonym molem książkowym, który kocha każdą książkę, która przeczytał, ale teraz nie potrafię być inna. Nie potrafię być obiektywna. 

Mogę polecić tą książkę, mogę ją zachwalać, ale wiem, że jeśli sami z jakiegoś bliżej nie określonego powodu sami po nią nie sięgniecie moje słowa będą tylko nic nie znaczącym drogowskazem wśród wielu, sami musicie decydować co czytacie i dlaczego ! Ja mogę tylko mieć nadzieję, że dzięki takim wypociną pomyślicie przez chwilę o książce, nie mówię tu tylko o tej,mówię o wszystkich jakie przeczytałam i jakie mam nadzieję kiedyś dla was zrecenzować. 



Książka : "Córka dymu i kości " Laini Taylor wyd. Amber 2012 




wtorek, 25 września 2012

Chyba coś namieszałam i usunęłam ostatni post !
A byłam z niego taka dumna !
Jaki z tego wniosek ?
Nie siadaj ledwo żywa do pracy przy komputerze .. czytaj czytaj i jeszcze raz czytaj co usuwasz !

A tymczasem wściekła puszczę sobie starego dobrego Kurta :D

Miłego wieczoru



sobota, 22 września 2012

" Klątwa Tygrysa "Colleen Houck

Fenomen, a może kolejna książka z serii lubimy ją, bo każdy ją przeczytał ? 


Nie znoszę czuć, że przespałam wydanie jakiejś książki. Nie znoszę spoglądać na ludzi i słuchać jak bardzo są zachwyceni czymś o czym ja nie mam zielonego pojęcia. Co w tedy robię ? Usilnie staram się nadążać. Tak bardzo, że czytam coś do czego od samego początku byłam sceptycznie nastawiona.


" Klątwa Tygrysa "Colleen Houck

Literacki fenomen! Powieść odrzucona przez wydawców, ukochana przez setki tysięcy czytelników na całym świecie!


Nienawidzę takich słów na odwrocie książki. Nie znoszę brania czytelnika na litość, a może wystawiania opinii w stylu "Nie martw się ważni ludzie mieli ją za nic, ale ty prosty czytelniku ją docenisz". 

Od pierwszych stron powieści żałowałam, że dałam się wciągnąć w jej fenomen. Denerwowało mnie dosłownie wszystko. Najbardziej uciążliwy był język jakim jest napisana książka. Może przesadzam, ale miałam wrażenie, że "Klątwę tygrysa" stworzyła gimnazjalistka, a jej zasób słownictwa zakończył się zdawkowych słowach. 

Ale jak to mówią najcięższe są pierwsze rozdziały, więc zacisnęłam zęby i brnęłam dalej. Właśnie,a im dalej tym dziwniej. Nie wiem może ja jestem dziwną osobą, ale chyba nie wsiada się do samochodu nieznajomego faceta, nie leci się z nim do Indii tylko dlatego, że proponuję Ci opiekę nad tygrysem i niezapomnianą przygodę ? Dobrze, może ja jako siedemnastolatka, albo główna bohaterka rok starsza dziewczyna szarpnęła by się na taki pomysł, ale wiem na pewno, że moi opiekunowie długo by się zastanawiali, ale nie w książce wystarczy im chwilka, krótka rozmowa przy babeczkach, by podjąć decyzję.  Cóż może w Stanach Zjednoczonych takie zachowanie jest normą... nie wiem ...

Dobrze przymknęłam oko i na to. Pomyślałam.. autorka chce nam od pierwszych stron pokazać magię książki. Spokojnie daj jej szansę. Dałam i troszeczkę zmiękłam. 
Może nie byłam zachwycona kierunkiem jaki obrała fabuła, ale coś zaczęło mnie w niej delikatnie urzekać. Coś co przyćmiło nawet słaby stylistycznie język powieści, a myślałam, że to nie możliwe. 

Zaczęło się rozwiązanie zagadki. Pojawił się tajemniczy książę i jego brat.
Oczywiście tradycyjny trójkąt. Cóż .. oryginalność w dzisiejszych czasach chyba nie istnieje, ale z drugiej strony taki układ to świetny materiał na książkę ! Odejmijmy może od tego nienaturalne dialogi i często sztywną atmosferę i otrzymamy coś na pozór .. ogólnie mało dopracowanej historii.
Ale trzeba przyznać, że od tego momentu akcja zaczęła lekko przyspieszać, a może raczej szybciej się toczyć. Coś zaczęło się dziać.. i było to mniej sztuczne,a niżeli na samym początku. 

Muszę teraz o tym wspomnieć. To chyba jeden z największych plusów "Klątwy tygrysa" potrawy ! Jedzenie jakie mogliśmy "zobaczyć" na stole bohaterów. Tutaj autorka podbiła moje serce. Opisy regionalnych potraf Indii były niesamowite. Czytając o nich czułam jak cieknie mi ślinka. I zapragnęłam się tam znaleźć. Zamienić się z Kelsey. To ja miałam ochotę zajadać się przysmakami. Za każdym razem kiedy coś pojawiało się na stole, ja miałam przed oczami widok z przewodników po Indiach. Duży "rynek" z miskami kolorowych potraf czy przypraw. Zapach  aż od nich bije na kilometr. 

Dziwne, że skupiłam się na potrawach ? Nie chyba nie .. po prostu nie bardzo miałam na czym się skupiać czytając "Klątwę Tygrysa" . Muszę przyznać, że końcowe sceny między Kelsey, a Renem były całkiem uroczę, ale ich dialogi bardzo sztuczne. Nie zrozumiałam zachowania dziewczyny, ale urzekło mnie arystokratyczne wychowanie Księcia, nie tylko jego , ale też jego brata, którego chyba lubię bardziej. 

Pisząc to wszystko zastanawiam się czy miało sens sięgnięcie po tą książkę ? Odpowiem, że tak, bo to miła odmiana w świecie wampirów wilkołaków czy innych dziwnych istot.Mitologia Indii, troszkę nieprawdopodobieństwa z USA i mamy całkiem miłą książkę. Nie jest to może literatura wysokich lotów, ale tygrysy są milusie, a pomysł mimo podobieństw do wszystkiego co już było jest oryginalny. Może samo wykonanie średnie, ale plan był dobry. 

Wiem, że jeśli znajdę gdzieś w bibliotece, albo dzięki czyjejś uprzejmości wpadnie w moje łapki kolejna część przeczytam ją z wielką ciekawością, bo mimo wszystko chce wiedzieć jak potoczą się losy bohaterów. Polubiłam tygrysy, kulturę Indii, Klątwę i całą książkę, mimo wad .. czasami tak się zdarza , że nie rozumiemy dlaczego, ale coś lubimy. Podobało nam się.. bo uderza w serducho, chociaż rozum za bardzo tego nie rozumie. 

___________________________________________________________________________________

A więc i mnie dopadło choróbsko. Ale to ma swoje plusy.. nadrabiam zaległości w lekturze ! 
I mimo strasznego kataru jestem szczęśliwa, bo w końcu mam czas na pochłanianie książek ! 
Nawiasem mówiąc postanowiłam , że NASZA LISTA OSOBISTA  będzie ukazywać się rzadziej niż dotychczas z prostego powodu jeśli będzie co tydzień to szybko skończą mi się na nią pomysły .









wtorek, 18 września 2012

Nienasyceni

 "To dopiero kompleks supermena.” 


"Masz już serdecznie dość słuchania o wampirach?Meena Harper też."

Nienasycenie .. z czym kojarzy wam się to słowo ? Mi osobiście z głodem. Wielkim przenikającym głodem. To teraz dodajmy głód do wampirów i co nam wychodzi ?

"Nienasyceni " Meg Cabot. 

Tak naprawdę nigdy nie miałam ochoty sięgnąć po tą powieść. Widziałam ją tyle razy na półce w bibliotece i nie porwała mojego serca, ale jak to w życiu bywa... wszystko może się zdarzyć. I tak kilka dni temu moja koleżanka zachwycona książką pożyczyła mi ją, a ja nie świadoma co to.. wzięłam. A już tak mam, że jak coś leży na półce to musi zostać przeczytane. 

Wszystko zaczyna się inaczej. Zauważalna jest różnica wieku bohaterów, bo nie mamy do czynienia z zakochanymi nastolatkami. Na początku Meena jest wrogo nastawiona do zjawisk paranormalnych i istot nie z tego świata. Jednak jak to w książkach tego typu często bywa. Zmienia zdanie na rzecz .. idealnego jakby się mogło wydawać księcia z Rumunii. 

Fabułę  powieści określę jako standardową. Chociaż z wątkami historycznymi. A to taki człowiek jak kocham najbardziej. Dobre przedstawienie i połączenie z wątkami książki Gwardii Palatyńskiej, czyli jednej z pierwszych straży przybocznych w Państwie Kościelnym. Utworzył ją papież Pius IX z dwóch innych oddziałów watykańskich ( zadziwiające jest to, że taki człowieczek jak ja wiedział co to jest przed przeczytaniem książki ? Nie jeśli interesuję się Kościołem z wielką fascynacją). Do wątków historycznych dodajmy jeszcze pana Draculę i jego historię, oraz motywy powstania książki  Brama Stokera, której jeszcze nie miałam przyjemności przeczytać, a otrzymamy naprawdę fajne filary do napisania powieści o wampirach. 

Niestety z całością już było średnio.Nie jestem zbyt wymagającą czytelniczką, gdy sięgam po książki o takiej tematyce, ale zdecydowanie wolę gdy wszystko nie ulega schematyczności. Nawiasem mówiąc mam wrażenie, że literatura jaką ostatnio czytam to same schematy. 

Tradycyjnie mamy wspaniałego wyidealizowanego wampira Luciena, lekko zagubioną Meene oraz jak to już bywa łowcę wampirów.. czyli członka Gwadrii Palatyńskiej Alarica Wulfa ( czy tylko ja widzę jakieś powiązanie z innym znanym łowcą wampirów ? :) )  
Domyślacie jak skończy się ten trójkąt ? 

Dlaczego w takich książkach główna bohaterka zawszę prowadzi do przemiany wampira ? Dlaczego zawsze pod wpływem kobiety wszystko się zmienia ? Nie rozumiem. Chociaż należy dodać, że w książce nieludzki rodzaj nie jest tak kolorowo przedstawiony jak zawsze. 

Wampiry nie boją się zabijać niewinnych kobiet. Nie mają zasad i reguł. Buntują się przeciwko Księciu Ciemności, równocześnie pijąc krew nawet od ukochanej. Zważywszy na wiek bohaterów nie ominie nas kilka wątków czysto erotycznych ( no może nie opisanych wprost, ale zawsze coś tam można wyczytać).

Autorka w świetny sposób kończy powieść. Wprowadza nas też od razu jakby w drugą część książki, co mnie osobiście lekko przeraża, bo nie mam pojęcia co można jeszcze wymyślić. Nigdy nie wiem czy autorom zależy na pieniądzach czy raczej na udoskonaleniu historii ? Nieważne mam przeczucie, że drugą część "Nienasyconych " również przeczytam, łamiąc zasadę zero paranomal romasne. Ale to nie moja wina, że cały pomysł wampiryzmu tak bardzo mnie kręci. Lubię myśleć, że coś się zmienia, a za rogiem czai się zło. Nie znoszę tylko idealizowania "potworów" sprawiania, że miłość ich zmienia, bo jak dla mnie natury "ludzkiej" nie można ot tak zmienić. Chociaż patrząc na zakochanych powinnam .. wypluć te słowa i krzyczeć.. Boże Tak miłość zmienia. 

Gdybyście mieli wolną chwilę. Chcieli odetchnąć.. zająć się lekturą .. dobrą .. nie wiem jak inaczej ją określić. Bo to nie był dla mnie zmarnowany czas. Może nie jest to literatura wysokich lotów, ale przyjemnie się ją czyta. To "Nienasyceni "są dla was. Ale jeśli macie dość schematycznej miłości wampira i śmiertelniczki (która nawiasem mówiąc nie jest wcale tak normalna)  to lepiej odpuście. Bo prędzej będziecie wściekli na siebie, za to, że znaleźliście kolejne podobieństwo do innych dzieł o podobnej tematyce , a niżeli czerpali przyjemność z czytania. 


Książka "Nienasyceni "wyd. Amber 2010 


________________________________________________________________________________________
Recenzja miała ukazać sie jutro, ale że zostało tylko dwie godziny to co mi tam. 

Mam wrażenie, że szkoła zabiera mi mózg.. wysysając przy okazji duszę ..
A na dokładkę wszystko się tak kumuluję że nie mam czasu czytać ..
Ale właśnie zobaczyłam liczbę wejść na bloga i jestem zachwycona ! 
Dziękuję wam za te 3 wspaniałe miesiące ! Za każdy komentarz .. za każdą wypowiedź i znajomość .. Dziękuję z całego serducha ! 




niedziela, 16 września 2012

I wciąż ją kocham

Czyli Sparks w kolejnej odsłonie .

"Kocham Cię, i zamierzam dopilnować, byś wywiązał się z obietnicy, którą mi złożyłeś. Jeśli wrócisz, wyjdę za Ciebie. Jeśli nie dotrzymasz słowa złamiesz mi serce" 


Dlaczego człowiek sięga po książki, które z góry wydają mu się przegrane ? Dlaczego czytamy powieści schematyczne ? Dlaczego uparcie szukamy lepszego świata w literaturze ? 
Zadaję sobie te pytania niemal codziennie, szukając na nie odpowiedzi. Czasami przez to sięgam po książki, które mam wrażenie, że nic nie wniosą do mojego życia. Sama nie wiem czy to zasługa chwili, impulsu czy może nazwiska autora. 

A może jednak znam odpowiedź ? Wkrada się na moje usta bez wysiłku, a udając, że jej nie zauważam tylko się oszukuję. Uwielbiam takie książki, uwielbiam Nicholasa Sparks'a za to co napisał. Za to, że odnajduję w nich wszystko to czego nam dziewczyną ( no dobrze mi ) brakuję najbardziej. Drugiego człowieka i wielką miłość. 

Jestem banalna ? Nie zaprzeczę, ale chyba każdy człowiek potrzebuję w swoim życiu odrobiną uczucia, magi i świadomości, że to wszystko gdzieś na nas czeka. 
To smutne, że szukam tego w książkach ? 
Dla mnie nie, bo książki mniej ranią, a bohaterowie są idealnymi ludźmi, w których szukamy wzorów. 

Swoją przygodę z "I wciąż ją kocham " ( a raczej "Dear John" bo tak brzmi oryginalny tytuł !! " ) rozpoczęłam bardzo niewinnie. Zauważyłam książkę na półce w księgarni i wiedziałam, że będzie moja. 
Jak zamierzyłam tak zrobiłam. Usiadłam w wygodnym fotelu z kubkiem gorącej czekolady i odpłynęłam. 

Co na początku mnie dotknęło ? Narracja .. nie wiem dlaczego, ale nie mogłam się do niej przyzwyczaić. Książka o miłości, ale "mówi " do mnie mężczyzna. Zobaczę w końcu świat jego oczami,. 
Wszystko zaczęło się tradycyjnie .. on i ona. Wielka miłość.. wszystko w jak najlepszym porządku i nagle .. 11 września .. 
Nie mogłam zrozumieć .. nie pojmuję do tej pory decyzji bohatera. Ja sama nie rozumiem całego zamieszania nad tą "sprawą" dla mnie od zawsze na zawsze sprawa będzie jasna. Nigdy do końca nie zrozumiem o co tam chodziło. Ale kiedy w książce główny bohater poświęca wszystko by "walczyć w imię ojczyzny" łezka zakręciła mi się w oku. Bo naprawdę nie wiem czy ja bym potrafiła. 
Można się domyślić, że wojna zmienia człowieka. Co do tego nie ma wątpliwości. Miałam tylko nadzieję, że nie zmieni uczucia.
Jak zwykle się myliłam... Sparks tak miesza w fabule książki, że czytając ostatni rozdział sama nie wiedziałam co się dzieje. 
I za to właśnie uwielbiam tego pana. Za zmienianie utartych schematów w schematy mniej schematyczne. Bo niby wszystko ma swój ustalony porządek, ale koniec jest zawsze inny. 

Wszyscy mówią.. "Sparks to koleś który napisał kilka dobrych romansideł.. lekkich książkek" ! Zgodzę się z tym, ale dodam .. i co z tego ? Skoro ludzie tak bardzo potrzebują takich historii w szarym świecie. Potrzebna nam nadzieja, a "Dear John" właśnie nam ją daje. 

Czy powinnam wspomnieć o filmie ? W którym głowne rolę gra Channing Tatum i Amanda Seyfried  ?Czy ktoś o nim nie słyszał ? 
Film to film .. usiłowanie przekazania nam treści książki w kilka godzin. Nie wymagam nigdy zbyt wiele. Ale dziękuje twórcom za pokazanie mi życia bohatera gdy walczył za ojczyznę. Bo zdecydowanie to najtrudniej było mi sobie wyobrazić. 
Dziękuje też za świetne dobranie głównych bohaterów. Czy was też urzekły proporcje między nimi ? Czy John sprawiał wrażenie opiekuna Savannah ? 

Polecam i książkę i film ... dlaczego ? Bo daję nadzieję, że prawdziwa miłość istnieje, bo sprawia, że mimo wszystko się uśmiechniemy. Bo książka nie wymaga zbyt dużo .. jest po prostu doskonałym rozwiązaniem na jesienne wieczory. A film to dobra rozrywka nie tylko dla romantycznych kobiet. 

Książka : I wciąż ją kocham Nicholas Sparks wyd. Albatros 2010 
Film :Wciąż ją kocham (2010) reż Lasse Hallström
_______________________________________________________________________________

I znowu nie mam siły by pisać. Znowu dopada mnie jakiś zły humor. Męczy i wysysa duszę. Przepraszam za to jak ciężko mi sklejać słowa. 
Mam również do was wielką prośbę ! 
Czy nie wiecie gdzie można znaleźć dobre audiobooki ? Potrzebuję audiobooka "Tego obcego"  i to na wczoraj. Dla kogo ? Dla pewnej nie lubiącej czytać szóstoklasistki ! Będę bardzo wdzięczna gdybyście mogli mi podrzucić jakiś link !

Miłego dnia 

piątek, 14 września 2012

Nasza Lista Osobista odc 6

Nasza lista osobista ! 


Długo myślałam nad tym postem. Długo nie mogłam się zdecydować na filmy, które naprawdę kocham. Dlatego dzisiejszy odcinek podzielę na dwa .. czyli za tydzień możecie spodziewać się kontynuacji.
Zastanawiacie się dlaczego najpierw filmy, a nie książki ?
Odpowiedz jest prosta .. dziesiątej muzy jest po prostu w moim życiu mniej.





Top Gun 
Na pierwszym miejscu zawsze i na zawsze świetny "Top Gun" !!
Dlaczego ? Bo dzięki temu filmowi pokochałam samoloty. Z całego serduszka .. całą duszą. Uwielbiam ten dźwięk silnika i cichą pracę ;p
Może nie znam się na samolotach wojskowych, ale o małych awionetkach już coś mogę podyskutować ;p
Oczywiście nie zapominajmy też o niesamowitych pilotach, bo kto nie uważa, że Cruise był słodki ?

ROBIN HOOD KSIĄŻĘ ZŁODZIEI

Zauważyłam ten wasz uśmiech po przeczytaniu tytułu ! Ale to nie moja wina, że tak bardzo lubiłam piosenkę Celine Dion i Bryan'a Adams'a " Everything I Do I Do It For You" , że potrafiłam oglądać film z tysiąc razy byle tylko dotrwać do napisów. Dlaczego nie przewijałam ? Sama nie wiem . 

Śniadanie u Tiffany'ego 

A ten film zdecydowanie najbardziej lubię za grę aktorską. Uwielbiam Audrey Hepburn. Kocham "Śniadanie" również za klimat. Za cudowność w przekazaniu treści, za to, że tak bardzo różni się od współczesnych filmów. Za to, że tak bardzo uwielbiam stroje głównej bohaterki, a moja miłość do Pana Kota nie ma granic. 

Wywiad z wampirem
Dlaczego ? Bo to moje pierwsze spotkanie z wampirami i zdecydowanie udane. Za Pitta i za Cruisa za to, że są tak nienagannie doskonali. Za to, że dopiero niedawno pierwszy raz obejrzałam film od początku do końca. 

Ciąg dalszych nastąpi za tydzień ! 

A wy jaki film lubicie najbardziej ? A może nie potraficie się ograniczyć tak jak ja ? 
Piszcie śmiało ! 
A może waszym ulubionym jest któryś z wyżej wymienionych ? Oglądaliście któryś ? Lubicie ? A może wręcz przeciwnie ? 

Miłego dnia ! 





środa, 12 września 2012

Bo Syriusza to mi szkoda

Kolejne spotkanie z Harrym i jego przyjaciółmi. 

Nie będę się rozpisywać, bo jeśli ktoś czyta mój blog w miarę regularnie doskonale wie, że co jakiś czas, pojawia się kolejna recenzja książek o przygodach młodego czarodzieja.
Dzisiaj przed wami "Harry Potter i Zakon Feniksa".

Pozwólcie, że moja recenzja będzie inna niż wszystkie poprzednie. Z kilku powodów. Nie mam czasu na sklejenie kilku słów. Nie przygotowałam nic wcześniej i wiem doskonale, że kolejne rozwody na temat Harry'ego mogą być męczące.

Piąta część opowieści jest dla mnie.. przełomową książką. Tutaj możemy zauważyć nie tylko dojrzałość bohaterów, ale również dojrzałość samej autorki J.K Rowling. Wszystko w Zakonie Feniksa jest dopracowane, a  historia nabiera nowego światła.

Walka dobra ze złem rozgrywa się na dobre.
Po jednej stronie mamy Harry'ego, Gwardię Dumbledore'a i Zakon, a po drugiej Lorda Voldemorta, Śmierciożerców i Ministerstwo Magii ze złą  Profesor Dolores Jane Umbridge na czele.
Wszystko to sprawia, że kolejna część książki porywa serce. Nie będę nikomu jej polecać, bo jeśli ktoś już ją czytał musiał zakochać się w fenomenie Pottera tak jak ja, bo osobiście nie wyobrażam sobie, aby przygodę z Hogwartem zacząć od piątej części książki.

Chciałabym żeby każdy z was podzielił się swoimi odczuciami na temat Harry'ego. Nie ważne czy filmu czy książki. Chciałabym żeby wymyślił dalsze losy młodego Czarodzieja...

"Ministerstwo Magii dowiaduję się o powrocie Czarnego Pana. W świecie czarodziejów pojawia się zamęt, a zwykli obywatele nie wiedzą co zrobić. Harry jest załamany śmiercią Syriusza i sam nie wie jak potoczą się jego losy. Na każdym kroku czuję oddech śmierciożerców na plecach. Młody Malfoy nie kryje się ze swoją niechęcią, zaś Hermiona i Ron stoją twardo u jego boku. Zbliża się kolejny rok. Harry opuszcza dom wujostwa i jedzie w kierunku dworca .. nagle ..."

Dokończcie i wymyślcie krótką historię. Może coś na wzór skróconej historii z "Książe Półkrwi", a może wszystko w waszej głowie potoczy się inaczej ?
Piszcie i nie bójcie się ..
Jeśli kogoś poniesie wyobraźnia z przyjemnością przyjmę opowiadania na e-maila.
Miłej zabawy !


Książka /Harry Potter i Zakon Feniksa wyd. Media Rodzina 
Film Harry Potter i Zakon Feniksa rez David Yates

poniedziałek, 10 września 2012

"Makbet" Postrach licealistów w pełnej okazałości

„Niech będzie, co będzie; czas wszystko równo w swym unosi pędzie"

Szekspir. Z czym kojarzy się wam to nazwisko ? Wiliam do kogo przypiszecie to imię ? Do wspaniałego dramatopisarza epoki renesansu, czy raczej pirata Wiliama Turner'a?
Jestem chyba jedyną osobą, która ma na myśli równocześnie ich obu.

Moja spotkanie z Wiliamem Szekspirem zaczęło się niewinnie od jednego z Sonetów. Później zgłębiałam się w nich codziennie, towarzyszyły mi rano gdy otwierałam oczy i wieczorem, gdy je zamykałam. Więc kiedy zobaczyłam nazwisko angielskiego pisarza pod spisem lektur w liceum, uśmiechnęłam się i przywitałam się z nim jak z  dobrym kolegą. Nie wiedziałam jeszcze, że "Makbet" będzie kolejnym dziełem autora, w którym się zakocham.

Wszystko zaczyna się niewinnie. Dramat Szekspira wydaję się (jak dla mnie oczywiście) miłą i przyjemną lekturą.. Charakterystyczny język jakim posługuję się anglik, zawarty w wierszowanych wypowiedziach bohaterów, które czytało mi się szybko i przyjemnie.

Akcja książki mimo wszystko płynie szybko, zaś fabuła jak na takiego rodzaju kaliber literatury jest zrozumiała i przejrzysta.
Od początku utworu wiemy kto jest czarnym charakterem, a kto nie. Znamy zamiary tytułowego Makbeta i jego żony, jak również wiemy jaki los spotka króla Szkocji. Możemy przewidywać i zakładać jak skończą wszyscy zabójcy oraz jak skończy się dramat.
Początkowo miałam problem ze zrozumieniem sensu wypowiedzi poszczególnych osób, ale w miarę czytania "wgryzałam" się język i wszystko nabierało nie tylko jasnych konturów, ale również kolorów.

Byłam zachwycona Trzema Czarownicami , które z miejsca podbiły moje serce. Nie chciałam wcale zgłębiać się w historię tytułowego bohatera, chciałam tylko czytać o nich. Coś w ich scenach było mrocznego, ale równocześnie pociągające i niepowtarzalnego. Czytając ich wypowiedzi miałam ciarki na plecach.

Udało mi się przebrnąć przez książkę z miłym wyrazem na twarzy. Nie męczyła mnie jak to zazwyczaj z lekturami bywa. Nie miałam ochoty rzucać nią o ścianę, wykrzykując niecenzuralne słowa na temat kanonu lektur szkolnych. Nie sięgnęłam po przeczytaniu "Makbeta" po streszczenie. Wszystko wydaję się takie zrozumiałe, że aż dziwne.

Miałabym wielką ochotę wybrać się na przedstawienie teatralne. Chciałabym obejrzeć jak inni ludzie spoglądają na tą książkę, która z pozoru może wydać się toporna, ale kiedy damy się wciągnąć porywa bez końca. Nie wiem czy to zasługa treści czy po prostu nazwiska autora, ale tak "Makbet" zajmnie pierwsze miejsce w kanonie moich lektur .

A wy lubicie Szekspira ? Znacie jakieś jego dzieła ? Może jakieś szczególnie polecacie, bo coś czuję, że z przyjemnością po coś bym jeszcze sięgnęła .

Książka : Wiliam Szekspir "Makbet" wyd Greg







sobota, 8 września 2012

Troszkę przechwalania

A niedługo będziecie mogli przeczytać ... 

Zaczął się rok szkolny, a dzięki temu w moje łapki wpada co raz więcej książek. Niestety przez naukę mam również mniej czasu na ich czytanie. Dlatego obawiam się, że recenzje, które tak i tak pojawiały się dość rzadko teraz będą jeszcze później. Musicie mi wybaczyć, ale druga klasa liceum zobowiązuje.

Tymczasem do moich zbiorów dołączyło parę książek, które muszę przeczytać w pierwszej kolejności. Wiem, że kiedyś pojawił się podobny post, ale były tam wszystkie książki, które mam w domu i do których zawsze mogę powrócić, więc mam czas na napisanie recenzji.

A co was czeka w przyszłości :

"Gra Anioła " Carlos Ruiz Zafón
"Drwal "Michał Witkowski
"Kill grill. Restauracja od kuchni "Anthony Bourdain
"Klątwa Tygrysa"Colleen Houck
"Córka dymu i kości"Laini Taylor
"Różany labirynt"Titania Hardie
3 ostatnie części "Harry'ego Pottera" 
"Makbet "William Shakespeare 

Postanowiłam też napisać recenzję "Makbeta" z dwóch powodów : lektura szkolna wcale nie musi być męcząca, zaś Szekspir to wspaniały pisarz.

Znacie może którąś z tych książek ? A może jesteście ciekawi jakiejś specjalnie ?



czwartek, 6 września 2012

Nasza Lista Osobista odc 5

Nasza Lista Osobista ! 


Wakacje dobiegły końca, ale moje serca nadal by odpoczywało. Gdzie ? Oczywiście gdzieś gdzie życie jest inne niż u nas w Polsce.
Postanowiłam poświęcić Listę na krótką podróż w miejsca, które chciałabym odwiedzić.





Włochy, a dokładnie Toskania ! 


"Mieszkańcy Toskanii są przekonani, że w ich regionie jest wszystko to, co we Włoszech najpiękniejsze: olśniewające miasta, najcenniejsze dzieła sztuki, niezwykłe krajobrazy, wyśmienita kuchnia i najlepsze wino na świecie. Z kolei stolica Toskanii - Florencja, to nie jest miasto z zabytkami."

Swoją podróż zaczęłabym od Toskanii dlaczego ? Bo właśnie tutaj wyobrażam sobie spokojne sielankowe życie. Może to za sprawą filmów i książek, a może za to, że to po prostu Włochy ? Kraj ten kojarzy mi się z czymś pozytywnym i pełnym ciepła. Oczywiście też jako historyk nie mogę zapomnieć, że to kolebka renesansu czy antyku. 

Francja, ale zdecydowanie nie Paryż !

"W europejskiej Francji mamy 22 regiony, 96 departamentów oraz około 36.300 gmin." Więc dlaczego wszyscy kojarzą ten kraj z Paryżem ? 

Miałabym wielką ochotę odwiedzić Prowansję z Marsylią w roli głównej. Urzekły mnie widoki portów i wiele statków. Biel kontrastująca z niebieskim morzem. Po za tym jako wielka fanka języka francuskiego chętnie bym go podszkoliła rozmawiając z jakimś uroczym Francuzem. 

Australia, której stolicą nie jest wcale Sydney !


Nie wyobrażacie sobie jak jestem zafascynowana tym krajem. Kocham Australię za wszystko. Za jej piękno, za faunę i florę, za pustynie i ocean, za fale . Moim największym marzeniem było by spotkać Aborygena rdzennego mieszkańca. Ich kultura i zwyczaje są fascynujące. Od paru lat często szukam informacji o nich a to za sprawą filmu ”Samson i Delilah”, który naprawdę mnie zaciekawił. 


A na sam koniec Argentyna. 

I tu będę bardzo banalna, bo chciałabym zobaczyć po prostu  Buenos Aires. Przejść się ulicami tego miasta poczuć jego zapach i klimat. Posiedzieć momencik w  uroczej restauracji w San Telmo,
 dzielnicy artystów w Buenos Aires, a wieczorem potańczyć w klubie muzycznym  Tango z najlepszym tancerzem. Chciałabym jeszcze zobaczyć jeden wodospad, tylko po to by go posłuchać i nacieszyć się naturą. 


A wy gdzie chcielibyście spędzić kolejne wakacje i co zobaczyć ? Dlaczego właśnie to miejsce, a nie inne ? A może już zobaczyliście to co chcieliście ? 
Piszcie śmiało ! 

Zdjęcia ogólno dostępne w internecie . 


wtorek, 4 września 2012

Współczesne czarownice

"Dwie siostry. Tajemniczy dom. Wchodząc tam, wkraczasz do świata piękna, ale i ciemności .." 


Mieliście tak, że przeglądacie książki w księgarni i tak naprawdę żadna z nich do was nie przemawia ?
Kiedy z irytacji bierzecie pierwszą lepszą, spoglądając tylko na okładkę, nie myśląc nawet o czym może być ?

Właśnie tak w moje ręce wpadła powieść Natashy Mostert "Sezon Czarownicy". Książka była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Po tytule i okładce szczerze spodziewałam się kolejnego paranomal romanse z magią w tle. Może coś w stylu " Księgi Wszystkich Dusz" sama nie wiem.

Od pierwszej strony "Sezon Czarownicy" nas zaskakuję. Ostatnie chwile z życia Roberta, są jak cień pojawiający się w książce. Już od początku wiesz jak wielkie znaczenie będzie mieć to wydarzenie. Uwielbiam jak autor książki, zarysowuję problem już od początku. Mam później wrażenie, że akcja płynie jakby szybciej.

Po dobrze skonstruowanym prologu nadchodzi pierwszy rozdział. I tutaj zaczynają się schody. Autorka przedstawia nam Gabriela, mężczyznę, który na pierwszy rzut oka nie ma  nic wspólnego z magią. Czytając to miałam w głowie tylko jedną myśl " Jej .. po co ja kupiłam tą książkę". Nie jetem w stanie wytłumaczyć wam co tak naprawdę mnie w tym denerwowało. Może spodziewałam się po tak dobrym wstępie czegoś lepszego ? 


Ale jak to zazwyczaj w książkach bywa pojawia się bohater, który ma wszystko odmienić. Frankie kobieta, której do ostatniej strony powieści nie poznałam. Nie zrozumiałam.
Od tego momentu akcja toczy się co raz szybciej. I szybciej, aż nagle spotykamy siostry Monk.
Już same ich imiona zapalają nam w głowie lampkę, która świeci pod napisem "Inne" .

Morrighan - czarnowłosa kobieta o niebieskim przenikliwym spojrzeniu, kochająca adrenalinę i walczący ekolog.

Minnaloushe - rudowłosa kobieta, bardzo seksowna, zajmująca się neurologią ( może nie jest to dokładne określenie, ale nie wiem jak to inaczej nazwać), w wolnych chwilach pozująca nago początkującym artystom.

Kiedy mamy do czynienia z dwiema silnymi współczesnymi kobietami, wyzwolonymi istotami z zasadami wpojonymi w XXI wieku możemy spodziewać się czegoś niesamowitego. Banale było by pisać, że w książce nie zabraknie wątku miłosnego, bo przecież to musi być. Mam wrażenie, że współcześni autorzy nie potrafią się już bez niej obejść.

"Sezon Czarownicy " to ciężka książka na samym początku. Dostajemy w swoje ręce powieść opartą na zupełnie innym świecie. Pojawią się tutaj wątki związane z nauką, komputerami, historią, alchemią i wszystkim tym czym przeciętny człowiek się na co dzień nie spotyka. Na samym początku nagromadzenie informacji lekko mnie przerażało, ale kiedy wpada się w rytm powieści wszystko nabiera sensu.

Co pomyśleliście widząc tytuł ? To samo co ja, prawda ? Macie nadzieję, że przeczytacie o siostrach, które władają magią, rzucają zaklęciami niczym Harry Potter, a na dokładkę zmieniają ołów w złoto, tak ?
I tutaj mylicie równie tak samo jak ja.
Wizja magi autorki w książce jest niewiarygodnie oryginalna. Zupełnie inna niż wszystkie jakie miałam okazję ostatnio poznać.
Dodajmy do tego naukę, pomnóżmy przez dar daleko widzenia, odejmijmy czar i powab czarownicy, podzielmy przez inteligencję a otrzymamy mieszankę wybuchową na miarę światową.

Nie będę opowiadać o zakończeniu "Sezonu Czarownicy", ale czytając proszę zwrócić uwagę na to, że od początku można domyślić się zakończenia i tego kto jest złym, czarnym charakterem. Czasami nawet głupi szczegół zdradza rozwiązanie.  I
jeszcze ta cała sprawa z Projektem Stargate, który zainspirował autorkę do obdarzenia bohaterów darem dalekowidzenia jest niesamowicie ciekawa.

Jak  bym mogła podsumować "Sezon Czarownicy " ?
Może po prostu użyję słów jakie wypowiedziałam kończąc lekturę "To było naprawdę miłe"

_____________________________________________________________________________
A więc pierwszy dzień szkoły za mną.
Już czuję, że ciężko będzie mi wszystko pogodzić, ale obiecuję być systematyczna.
Miłego dnia !

Mówiłam wam już jak bardzo uwielbiam prowadzenie bloga i czytanie kolejnych komentarzy ?
Nie to teraz to mówię.. UZALEŻNIŁAM SIĘ od tego.
Bardzo wam za to dziękuję.







sobota, 1 września 2012

To mnie kręci

Inspirujące wakacje dobiegają końca.


Trudno mi uwierzyć, że mamy już wrzesień. Kolejny rok szkolny przede mną.. nienawidzę początków i końców. Nie lubię dzielenia życia na etapy. To takie destruktywne.

Dzisiejszy odcinek Co mnie kręci będzie bardzo kobiecy .


Własny styl 

Sukienki 


Boskie szpilki 

Ciekawe torebki 

Balet 

Naturalna w swej prostocie miłość 

"Garbuski "-najcudowniejsze auta świata 

Piosenki, które jak głupia ciągle śpiewam 



A wasze kobiece "To mnie kręci " ? Co by to było ? A może jesteście bardziej typem chłopczycy i takie rzeczy was nie dotyczą ?