poniedziałek, 10 września 2012

"Makbet" Postrach licealistów w pełnej okazałości

„Niech będzie, co będzie; czas wszystko równo w swym unosi pędzie"

Szekspir. Z czym kojarzy się wam to nazwisko ? Wiliam do kogo przypiszecie to imię ? Do wspaniałego dramatopisarza epoki renesansu, czy raczej pirata Wiliama Turner'a?
Jestem chyba jedyną osobą, która ma na myśli równocześnie ich obu.

Moja spotkanie z Wiliamem Szekspirem zaczęło się niewinnie od jednego z Sonetów. Później zgłębiałam się w nich codziennie, towarzyszyły mi rano gdy otwierałam oczy i wieczorem, gdy je zamykałam. Więc kiedy zobaczyłam nazwisko angielskiego pisarza pod spisem lektur w liceum, uśmiechnęłam się i przywitałam się z nim jak z  dobrym kolegą. Nie wiedziałam jeszcze, że "Makbet" będzie kolejnym dziełem autora, w którym się zakocham.

Wszystko zaczyna się niewinnie. Dramat Szekspira wydaję się (jak dla mnie oczywiście) miłą i przyjemną lekturą.. Charakterystyczny język jakim posługuję się anglik, zawarty w wierszowanych wypowiedziach bohaterów, które czytało mi się szybko i przyjemnie.

Akcja książki mimo wszystko płynie szybko, zaś fabuła jak na takiego rodzaju kaliber literatury jest zrozumiała i przejrzysta.
Od początku utworu wiemy kto jest czarnym charakterem, a kto nie. Znamy zamiary tytułowego Makbeta i jego żony, jak również wiemy jaki los spotka króla Szkocji. Możemy przewidywać i zakładać jak skończą wszyscy zabójcy oraz jak skończy się dramat.
Początkowo miałam problem ze zrozumieniem sensu wypowiedzi poszczególnych osób, ale w miarę czytania "wgryzałam" się język i wszystko nabierało nie tylko jasnych konturów, ale również kolorów.

Byłam zachwycona Trzema Czarownicami , które z miejsca podbiły moje serce. Nie chciałam wcale zgłębiać się w historię tytułowego bohatera, chciałam tylko czytać o nich. Coś w ich scenach było mrocznego, ale równocześnie pociągające i niepowtarzalnego. Czytając ich wypowiedzi miałam ciarki na plecach.

Udało mi się przebrnąć przez książkę z miłym wyrazem na twarzy. Nie męczyła mnie jak to zazwyczaj z lekturami bywa. Nie miałam ochoty rzucać nią o ścianę, wykrzykując niecenzuralne słowa na temat kanonu lektur szkolnych. Nie sięgnęłam po przeczytaniu "Makbeta" po streszczenie. Wszystko wydaję się takie zrozumiałe, że aż dziwne.

Miałabym wielką ochotę wybrać się na przedstawienie teatralne. Chciałabym obejrzeć jak inni ludzie spoglądają na tą książkę, która z pozoru może wydać się toporna, ale kiedy damy się wciągnąć porywa bez końca. Nie wiem czy to zasługa treści czy po prostu nazwiska autora, ale tak "Makbet" zajmnie pierwsze miejsce w kanonie moich lektur .

A wy lubicie Szekspira ? Znacie jakieś jego dzieła ? Może jakieś szczególnie polecacie, bo coś czuję, że z przyjemnością po coś bym jeszcze sięgnęła .

Książka : Wiliam Szekspir "Makbet" wyd Greg







7 komentarzy:

  1. Trzeba rozpropagować Twój tekst wśród opornych licealistów ;) Pozytywnie o Willu, świetnie :]
    Polecam Ci "Kupca weneckiego", jeśli chodzi o inne dzieła Shakespeare'a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się w przyszłości przeczytać :D

      Usuń
    2. Popieram! Co jak co, ale Twoją recenzję trzeba wysłać tu i tam. ;)
      "Makbet" również bardzo mi się spodobał. Tzn książka, bo sama postać była dość specyficzna. :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym że są dla mnie na równi :)

      Usuń
  3. Wow, zazwyczaj wszyscy narzekają na lektury. "Makbet" to jedna z ciekawszych i bardziej zrozumiałych lektur szkolnych, czytałam go chyba ze 3 razy, wykorzystałam go również do prezentacji maturalnej. Lubię go za to, że za każdym razem kiedy po niego sięgam mogę na nowo rozpatrywać motywy postępowania bohaterów i odkrywać kolejne rzeczy.
    Przepraszam za takie długie rozpisanie i pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie mam za co przepraszać :D Każdy komentarz to dla mnie coś miłego :D

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.