środa, 18 grudnia 2013

Świąteczne pożegnanie ...


To moje życie. Tyle. Blog zostaje "zawieszony" do odwołania. Nie mam naprawdę siły, ani weny by pisać coś z sensem. Widać to doskonale w poprzednim poście. Recenzuję książki z przymusu.. Nie widzę w tym już nic przyjemnego, a każda wykradziona chwila dla bloga jest dla mnie tak cenna, że szkoda mi ją na niego poświęcać. Postaram się odezwać wkrótce, ale niczego nie obiecuję.


Chciałabym wam jednak złożyć najserdeczniejsze życzenia. Chciałabym życzyć wam wszystkiego dobrego, samych pomyślnych dni.. wieczorów z książką w dłoniach, worka interesujących powieści, czasu byście mogli korzystać z życia , dużo zdrowia i uśmiechu, a w Sylwestra szampańskiej zabawy i szczęśliwego kolejnego roku.. oby był lepszy niż ten upływający.


Do napisania! :D 

wtorek, 17 grudnia 2013

"Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk


Nie chcę się długo rozpisywać nad tą książką. Strasznie się zawiodłam. Już dawno czytanie kolejnej części jakiejś serii nie doprowadziło mnie do takiego zwątpienia. 

Dalsze losy Wiktorii, Piotrka, Kleopatry i sympatycznych diabłów- Belatha i Azazela nie były już tak ciekawe i wciągające jak sam początek. "Ja, anielica" to opowieść o "życiu" w niebie.. zdegradowanych istot, Kolejne "niesamowite" przygody i plan zagłady świata tym razem w wykonaniu anioła. 

„Na dodatek przejawiał tę samą denerwującą cechę, którą miał każdy czarny charakter w hollywoodzkich filmach. Zamiast przejść do rzeczy i zastrzelić głównego bohatera, musiał mówić tak długo o swoich planach, aż ktoś go zdąży obezwładnić. On po prostu nie potrafił się streszczać”

Niestety w tej części tego nie kupuję. Przeszkadzał mi dziwny język jakim posługiwała się autorka. Nie wiem czy styl był podobny w pierwszej części czy nie, ale tutaj brzmiał bardzo sztucznie, a może po prostu fabuła i akcja była dla mnie zbyt słaba i czepiam się szczegółów? Kto wie, kto wie? 

„Momentami wyglądało to dość makabrycznie. Najwyraźniej ludzie, którzy chowali tych zmarłych uznali, że ułożenie co jakiś czas czaszek w kształt krzyża albo serduszka będzie dobrym pomysłem. Ja jednak miałam co do tego pewne wątpliwości.”

W "Ja, diablica" postacie miały niepowtarzalny klimat, coś w ich sposobie bycia przyciągało, a tutaj? Miałam wrażenie, że pani Katarzyna spłyciła wszystkich. Fakt, faktem, że główna bohaterka ciągle powtarza, że się zmieniła, ale ja tego nie zauważyłam. 

„Gabriel uśmiechnął się wesoło, jakby poczuł z tego powodu ulgę. Zapewne poczuł. Z kolei Szatan... on wyglądał, jakby miał się rozpłakać.”

Książka dla mnie słaba. Niczym się nie wyróżniająca, chociaż.. końcówka tak ciekawa, że chyba jednak sięgnę po kolejną część. Tutaj trzeba przyznać autorce, że wie jak zakończyć powieść, żeby rozbudzić apetyt, ale z drugiej strony boję się trochę, że znowu się rozczaruję i stracę tylko czas na ostatnią część serii. 

Książka : "Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk Wydawnictwo W.A.B 2011

piątek, 13 grudnia 2013

Romantyczna pigułka na zły humor! Część I

Nie ma nic gorszego niż długie i nie ukrywajmy smutne, samotne wieczory. Czasami nie pomaga ciepły koc, nie ma się ochoty na czytanie książek, a przyjaciele gdzieś się ulotnili lub jak w moim przypadku ma się tak zły humor, że kontakt z ludźmi źle się kończy.

W takiej chwili najlepsze co przychodzi mi do głowy to romantyczne filmy lub filmy po prostu z miłością w tle. Dzisiaj wybrałam dla was kilka takich, które widziałam niedawno lub po prostu są to dla mnie must have na zły humor.

Są dwa filmy które uwielbiam. Nie mogę się bez nich obejść w życiu, ba moje życie bez nich byłoby zupełnie bez sensu(eh.. napisałam, że tylko dwa... kurcze tak naprawę jest ich tysiące, ale ta notka nigdy by się nie skończyła). O jakich perełkach mówię?



Zgadniecie co to za filmy?  :D Dodam, że pierwszy z nich do obejrzenia już w niedzielę na TVP 1.

Kolejny, który bardzo lubię i leci DZISIAJ koło 21 na TVP 1 to...

PEARL HARBOR


Film świetny pod wieloma względami... genialne walki w powietrzu! Niebanalna historia miłosna w czasie II wojny światowej i całkiem przyzwoicie grający aktorzy!

Jane Eyre(2011)


Fakt, że widziałam lepsze wersje "Jane Eyre", ale ta nie jest najgorsza. Wszystko chyba za sprawą niebanalnej i ponadczasowej opowieści, bo któż nie chce wierzyć w miłość guwernantki i szlachcica? 
Ciekawa rola aktorki o polskich korzeniach Mii Wasikowskiej, znanej min. z "Alicji w krainie czarów"

Zakochana Jane(2007)

Moją kolejną propozycją na chłodne wieczory jest "Zakochana Jane". Film to swego rodzaju autobiografia samej Jane Austen. Dla mnie największym plusem jest gra aktorska.. naprawdę miło się to ogląda!

Miłość i inne używki

A to dla mnie kompletna niespodzianka! Totalnie beznadziejny początek.. słabo zapowiadająca się produkcja, a później niesamowita Anna Hathaway, grająca dziewczynę chorą na Parkinsona i nie mogłam oderwać się od telewizora! 



Wiecie o jakich filmach wspomniałam na początku? Znacie swoją romantyczną pigułkę? A może robicie coś innego gdy macie kiepski humor?

Tym postem zaczynam nowy cykl, bo jak się okazuję jestem całkiem obeznana w filmach i serialach.. dzisiaj tak spokojnie i pomieszanie, ale spodziewajcie się czegoś innego już za tydzień!



niedziela, 8 grudnia 2013

"Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia"


Uległam namową wszystkich dziewczyn w okolicy i grzecznie wczoraj pobiegłam do kina. Od początku wiedziałam, ze nie będzie to dobrze wykorzystany czas. Najpierw wpadłam zdyszana na salę kinową z "makijażem" po śnieżycy.. możecie sobie wyobrazić minę tych wszystkich ludzi? A zwłaszcza moich przyjaciółek, które zalewając się łzami, ze śmiechu starały się doprowadzić mnie do porządku? 
Kiedy już względnie się ogarnęłam.. rozejrzałam się w około i wiecie co zauważyłam? Same rozhisteryzowane 13-nastolatki (nie nie mam nic przeciwko 13-nastolatkom, ależ skąd),które zaczęły rozmawiać na temat wyglądu postaci w poprzednich częściach, o tym jak bardzo tęsknili za Galem czy Peetą.. no bez przesady.. ale co niektórzy chyba nie zrozumieli idei filmu. Poddałam się, gdy zaczęły piszczeć podczas pocałunku Gale i  Katniss. Dodałam do tego jeszcze ten wkurzający dźwięk.. "szukania resztek coli w kubeczku, za pomocą rurki" i myślałam, że oszaleję...


Mojego złego humoru wcale też nie poprawił sam film. Przez pierwszą część miałam ochotę usnąć. Nic się nie działo.. wszystko ciągnęło się jak flaki z olejem... Katniss miała jakąś schizę, a biedy Peeta starał się ją zrozumieć. Naprawdę nie mam nic do ich relacji, ale byli wkurzający. 


Ciekawie zaczęło się dziać.. dopiero gdy ogłoszono, że w kolejnych igrzyskach będą brać udział zwycięzcy. Mimo, że wiedziałam co się będzie działo, to z wielkim niecierpliwieniem czekałam na rozwinięcie się akcji. 


Właściwie to się nie zawiodłam! Piękny Finnick (Sam Claflin) nietuzinkowa Johanna (Jena Malone) oraz genialne postacie z porzednich części min. prezydent Snow, Haymitsch czy Cinna sprawili, że dalsza część filmu była naprawdę interesująca. 


Sama arena była o wiele ciekawsza niż poprzednia. Więcej niebezpieczeństwa i jeszcze więcej akcji. Małpy, poparzenia spowodowane "magiczną mgłą" świetne. Naprawdę dopiero w chwili gdy Katniss nie zdążyła pożegnać się z rodziną i siłą została wprowadzona do pociągu "W pierścieniu ognia" nabiera smaczku. 


Końcówka ... genialna! Jestem przekonana, że wszyscy pójdą do kina obejrzeć "Kosogłosa" po tym jak twórczy filmu rozbudzili nasz apetyt musimy, chociaż właściwie zastanawiam się dlaczego Lawrence zdobyła Oskara? Tutaj wcale mnie nie powaliła na kolana swoją rolą.. ech chyba szukam dziury w całym. 


Polecam "W pierścieniu ognia" wszystkim fanom i wszystkich ludziom, ale błagam pamiętajcie o idei tej książki! Tutaj nie chodzi tylko o "big epick love"! 

  •  Film: "Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia" reż. Francis Lawrence 2013 
      

sobota, 7 grudnia 2013

"Ostatnia spowiedź" Tom I i II Nina Reichter


Są książki, które wydają się nie dla nas. Są powieści, o którym myślimy "kolejny tasiemiec dla rozhisteryzowanych panienek". Później jednak okazuję się, że wszystko co o nich tliło się w naszym mózgu jest bezsensowne i głupie, bo po prostu nagle pochłania się w tempie natychmiastowym, niczym odkurzać z Teletubisiów dwa tomy książki i marzy się o większej ilości.. uczty czytelniczej. 


„Spokój to pewność, że pochwycisz moją rękę, gdy wyciągnę ją do ciebie.”

Muszę przyznać, że historia Ally i Bradina jest okropnie banalna i jeszcze bardziej cukierkowa. To opowieść o współczesnym Kopciuszku zakochanym w gwieździe rocka. Każde kolejne zdanie Niny Reichter było przepełnione słodyczą i uczuciem...ale każda kolejna "melodramatyczna" historia, sprawiała, że miałam ochotę wyrzucić "Ostatnią spowiedź" przez okno, ponieważ niszczyła mój piękny świat, jaki powstawał w mojej głowie podczas czytania  


„Miłość, która nigdy się nie powtórzy, bo nie ma najmniejszej szansy na powtórzenie rzeczy tworzących zupełność.”

W obu tomach nie było niedociągnięć, które by mnie raziły. Nic mnie nie męczyło, nic mnie nie nie niepokoiło. Tradycyjny.. boski trójkąt i po raz kolejny bardziej kibicowałam bratu Bradina- Tomowi. Znowu rozczarowujące zakończenie, ale czy aby na pewno? 


„Bo jesteśmy jedyni. Wyjątkowi i niepowtarzalni. Niezmienni i niewzruszeni, trwamy w tym, co nazywają wiarą, a co pozostaje jedynie strzępkiem ludzkich nadziei, że kochasz mnie tylko trochę mniej… bo nikt nie mógłby kochać tak, jak ja Ciebie."

Nie chyba jednak nie. Nam kobietką potrzebne są banalne historie. Opowieści tak beznadziejnie niemożliwe, że aż chce nam się śmiać. Potrzebne jest no to w co wierzyliśmy, gdy byłyśmy małe.. w księcia na białym koniu, w złą czarownicę i miłość.. miłość nie z tego świata. Właśnie dlatego współcześni autorzy sięgają po te banały,  by najzwyczajniej w świecie spełnić nasze marzenia. Nastolatkom dać nadzieję na wielką, nieokiełznaną miłosną przygodę, a wszystkich "starszym" panią... przypomnieć, jak to było.., a może jak to jest.. tylko tyle, że nasz książę zamienia się w "dużego" chłopca, który już nie patrzy tak na nas czule... zapomina o komplementach w ciągu szalonego dnia... o chłopcu, który nie porzuci swojej pracy, nie da nam pieniędzy na zakupy w najdroższym butiku, nie przebędzie 400 km by powiedzieć, że nas kocha, bo po co?Skoro jest telefon i Skype.. nie ważne.. takie książki pokazuję, że jednak jest nadzieja, że istnieje ten ideał, ale wiecie co wam powiem? Chrzanić takiego Bradina.. chrzanić rockmena... chrzanić to jeśli gdzieś za wami w fotelu siedzi PAN, który kocha was szczerą miłości. Uwierzcie, że nie ma nic piękniejszego niż wasze uczucie!! 

„Zaufanie to cząstka duszy, którą oddajesz komuś w nadziei, że nadal pozostanie Twoja.


Książki: "Ostatnia spowiedź" Tom I i II Nina Reichter wyd. Novae Res, 2012 i 2013


piątek, 6 grudnia 2013

Mikołaj...zaginął.. ! Zaginął w śnieżycy!

Wieje... bardzo mocno wieje. Sypie śniegiem.. bardzo mocno sypie śniegiem. Grzeją mnie ciepłe kapcie.. oj bardzo mocno grzeją. Piję cieplutką herbatkę.. kolejną nawiasem mówiąc. 


Wieczór nadchodzi, a ja jedyne na co mam ochotę to rozluźnienie się. Marzy mi się jeszcze sympatyczny, puszysty staruszek z brodą i w czerwonym wdzianku, ale chyba dzisiaj ma jakieś opóźnienie. Wcale mu się nie dziwię straszna zamieć za oknem, może pomylił komin? 



Miłego i cieplutkiego wieczorku, bo wiecie co tak naprawdę w Mikołajkach jest najważniejsze? Najważniejsze to bycie razem i bycie po prostu szczęśliwym z najbliższymi....


A ja po prostu dam mojemu M. troszkę czasu, bo mam bardzo bardzo fajne życzenie... 



Tymczasem polecam na zimne noce i wieczory... nowy odcinek "Reign", albo tak w klimacie dzisiejszego dnia "Listy do M"! Świetna komedia.. dawno mnie tak miło Stuhr nie zaskoczył... ba dawno mnie tak polski film nie zaskoczył. 

Co przyniósł wam Mikołaj? Jakieś nowe książki? Jakie? A może co coś zupełnie innego? 

piątek, 29 listopada 2013

"Łza" Lauren Kate



Niektóre książki mają to do siebie, że poruszają dziwną część mojej duszy. Sprawiają, że na chwilę zapominam o realnym świecie i zatracam się w świecie stworzonym przez autora. 

"Łza" to kolejna książka Lauren Kate, autorki dobrze znanej serii "Upadli", która bardzo różni się od czytanej niedawno przeze mnie powieści.

"Ale rzeczy, które kiedyś był śmieszne, stały się mroczne, a rzeczy, które były smutne, teraz wydawały się absurdalne[...]"

 Ciężko jest opisać bohaterkę, która straciła najbliższą sobie osobę. Ciężko jest pisać o uczuciach, jakie towarzyszą śmierci. Wydaję mi się, że każdy z nas podchodzi do tego indywidualnie. Diana-matka Eureki zginęła na moście, który został zmieciony z powierzchni ziemi za sprawą dziwnej fali. Od tej chwili życie młodej dziewczyny nigdy nie będzie takie samo. 

Przyzwyczaiłam się do kreowanego przez autorką stylu narracji. W książce otrzymujemy opowieść teoretycznie z jednej perspektywy, chociaż sam prolog przedstawia nam młodego chłopaka, który jak się później okażę... zakocha się w Eurece... wybaczcie, że spojleruje, ale czy ktoś spodziewał się innego wątku? Według mnie wprowadzenie dwóch narratorów to genialny zabieg! Sprawia, że powieść od razu zyskuje na wartości. 

"Nigdy, przenigdy nie płacz."

Nie chcę opowiadać wam o zakończeniu, bo dla mnie było ono wielkim, wręcz przeogromnym zaskoczenie. Już dawno nie spotkałam się z czymś co tak mnie zaskoczyło, chociaż muszę przyznać, że "Łza" specjalnie się nie wyróżnia na tle innych książek dla młodzieży. Fakt ma w sobie coś innego, opowiada inną historię i prowadzi do innego, lepszego świata, ale w rezultacie oparta jest na podobnym schemacie. 

Myślę, że jest to odpowiednia książka dla młodych dziewczyn (chociaż właściwie dla starszych również), które pragną na chwilę zapomnieć o otaczających ją świecie i najzwyczajniej w świecie odpocząć! 


Książka: "Łza" Lauren Kate wyd. Galeria Książki 2013 str. 409

***

Internet dawno wrócił, ale nadeszły próbne matury. Nadszedł również czas, w którym wątpię w sens prowadzenia bloga... z wielu powodów. Postaram się uporać z życiem w realu, by powrócić do was.. do czytania waszych blogów i do tworzenia nowych postów. Może również do czytania książek.. ale do tego potrzebny jest czas wolny... 

środa, 13 listopada 2013

„Delikatność” David Foenkinos


Delikatność to takie dziwne słowo. Chciałabym prymitywnie powiedzieć..takie delikatne..ale delikatny może być wiosenny podmuch wiatru, delikatne promienie letniego słońca, delikatne muśnięcie dłonią, delikatny pocałunek... delikatność w wyrażaniu uczuć i emocji.

Nathalie straciła poczucie delikatności. Jej świat zamienił się w szarą masę po śmierci męża. Każdy oddech przepełniony był cierpieniem i umęczeniem. Nowe dni nadchodziły, a ona trwała jakby w zapomnieniu. Do dnia w którym pocałowała Marcusa.

„Delikatność” Davida Foenkinosa to opowieść o odnajdywaniu siebie, to opowieść o nauce kochania i bycia ze sobą. To historia dwojga ludzi zagubionych gdzieś między pomieszczeniami biura, których pewnego dnia połączy coś niesamowitego.

"Łzy popłynęły po jej skroniach. Pocałował jej łzy. 
I z tych pocałunków zrodziły się inne łzy, tym razem jego własne." 

Książkę czytało mi się bardzo dziwnie. Nie spotkałam się jeszcze nigdy z taką formą. Każdy rozdział właściwej fabuły poprzedza mały rozdzialik, który ma za zadanie spowolnienie akcji..
W jednym momencie czytałam o tym, że Nathalie słuchała swojej ulubionej piosenki, a już za chwilę miałam pierwsze wersy utworu. To było bardzo dziwne doświadczenie. Czytanie o czymś co mnie właściwie nie interesowało i odrywało „od tego co ważne” było na początku irytującym doświadczeniem, ale im brnęłam dalej tym bardziej mi się to podobało. Mogłam dzięki temu smakować chwilę!

"...Chciał wyruszyć w nieznane. Nic nigdy nie jest do końca tragiczne. Wiedział, że między wyspą cierpienia wyspą zapomnienia i jeszcze bardziej odległą wysepką nadziei nieustannie kursują statki" 

Muszę się zgodzić z tym, że „Foeniknos pisze tak, jakby szeptał do kobiecego ucha. Delikatnie i z miłością”. Ta cieniutka książeczka zabrała mnie w głąb mojego serca, w miejsca, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Odkryła we mnie wszystko to co najpiękniejsze.. wszystko to co wiem o miłości.. chociaż przyznaję się bez bicia, że zdałam sobie sprawę, że „Delikatność” tak na mnie zadziałała jak zaczęłam pisać tą recenzję...


Chciałabym powiedzieć wam tylko, że powieść ta była bardzo delikatna* i bardzo kobieca.... Polecam ją wszystkim romantyczką, ale ostrzegam nie jest to taka proste romansidło.. ba! To w ogóle nie jest romansidło to książka o miłości.. trudnej miłości... o miłości, która przychodzi do nas w najmniej oczekiwanym momencie i przynosi wiele radości.


*wybaczcie nadużywania słowa delikatność, ale inaczej „Delikatności” nie da się określić..!  

„Delikatność” David Foenkinos wyd. Znak 2012 str. 204


Ps. Mam małe problemy z internetem. Ten post udało się cichaczem przeszmuglować. Wszystko powinno się naprawić i działać około 26 listopada, a więc cierpliwości.. powrócę! 

niedziela, 10 listopada 2013

"Ja, diablica"Katarzyna Berenika Miszczuk




Jak sobie wyobrażacie własną śmierć? Myślicie czasami jak umrzecie? Zastanawiacie się jak wygląda życie po za grobowe? A może w nie nie wierzycie? Może nie istnieje dla was coś takiego jak "piekło" i "niebo"? 


„...diabły przestały już wydawać mi się szaleńcami posiadającymi boską moc. Teraz wydawały mi się wygłodniałymi seksualnie szaleńcami posiadającymi boską moc...”

Po wielkim bumie na książki o upadłych aniołach... na Ziemi.. przyszedł czas na upadłych aniołów w Piekle.. Szerszej publiczności znanych bardziej jako diabły. Już proszę przestać się głupkowato uśmiechać i myśleć, że to kolejna ckliwa historia dla sfrustrowanych nastolatek.. to naprawdę poziom wyżej.. strzelałabym, że bardziej dla studentek, albo matek... nie ważne.. wiecie o co mi chodzi, prawda? 


„- Gabriel, dlaczego akurat Gabriel? - Azazel mamrotał do siebie pod nosem. - Taki pozer! Kto chce zwiastować Zachariaszowi? Ja! Ja! Słyszałem, jak się wyrywał. A potem jeszcze się dopchał do zwiastowania Maryi. Durny karierowicz!”

Przyznaję się bez bicia, że gdybym kiedyś nie trafiła na recenzję całej Trylogii u Gosiarelli to pewnie bym się nie dała skusić na tą książkę. Wydawała mi się taka dziwnie nijaka.. i jakoś mało mnie "pociągała", ale że Dominika jest grzeczną dziewczynką i czyta to co inni chwalą(czasami niepotrzebnie) jak tylko zauważyła pierwszy tom w bibliotece dała mu szansę.. 

"Beleth był niesamowicie przystojny. Nie mogłam oderwać wzroku od jego klatki piersiowej. Zmierzwione włosy, tym razem nieułożone w misternego irokeza, opadały mu na czoło. - Skup się na tym, co mówię, a nie na tym, jak wyglądam - zagrzmiał, ale już spokojniej. W jego oczach zobaczyłam błysk rozbawienia. - Znowu podsłuchujesz moje myśli - mruknęłam zła, że mnie przejrzał. - Jak jesteś pijana, to w ogóle ich nie pilnujesz - stwierdził już spokojny i usiadł na brzegu łóżka, oddając mi poduszkę.”

I zauważam,że trafiłam idealnie! Miszczuk ma jakiś świetny styl, który mnie totalnie rozłożył na łopatki. Pochmurny listopad to miesiąc w którym najchętniej cały czas bym spała..Żeby żyć potrzebuję dużej dawki dobrego humoru, inaczej więdnę. "Ja, diablica" to powieść przepełniona śmiechem! 

Wiktoria, zwyczajna polska dziewczyna... umarła. Co do tego nie ma wątpliwości... Trafiła jednak do Piekła, gdzie teraz wszystko nabierze nowego sensu. Stała się diablicą z nieograniczoną mocą.. i niewielką willą w Los Diablos. U jej boku pojawi się niesamowity Beleth( kolejny "facet" na moją listę kocham Cię!), przesympatyczna Kleopatra i wielki, niosący zniszczenie Azazel(kolejny "facet na listę xD).

„- Czyli co dokładnie zrobimy? - zapytałam. Azazel podrapał się w zamyśleniu po brodzie. - Ja bym spróbował nabić ich na pale, przebić im serca, obciąć zakute łby, potem poszatkować, ciała spalić, a to, co pozostanie, ułożyć naprzeciwko rezydencji Lucyfera, tuż pod oknami jego sypialni, żeby zaraz po przebudzeniu zobaczył ich parszywe mordy ociekające posoką. Ale to tylko taka luźna propozycja... Nie można było o nim powiedzieć, że cierpiał na brak inwencji twórczej...”

Muszę przyznać, że powieść ta nie jest wybitnie ambitna. Nie jest porywająca, ale jest niesamowicie przyjemna.Porusza wiele wątków.. momentami faktycznie bywa banalna.. ale czytając ją śmiałam się do rozpuku...gorsząc przy tym panie w autobusie. 

Idealna książka na listopadowe wieczory. Idealna dla każdego.. można powiedzieć. Polecam gorąco.. a ja tymczasem lecę czytać kolejną część. 


„- Nigdy do niczego cię nie namawiałem - kontynuował i jeszcze raz powtórzył: - Mówiłem tylko, co ja bym zrobił. Równie dobrze mogłem powiedzieć ci, że... że... - zamyślił się - że na twoim miejscu przespałbym się z Belethem! Beleth dosłownie storpedował go wzrokiem. - Czego robić nie zamierzam, bo nie jest w moim typie - dopowiedział szybko Azazel. - No ja myślę, że nie zamierzasz... - warknął Beleth z odrazą. - Jak dla mnie, masz za małe cycki - oświadczył mu prosto z mostu Azazel..."

Znacie twórczość autorki? Znacie tą książkę i całą serię? 

Książka: "Ja, diablica"Katarzyna Berenika Miszczuk wyd. W.A.B 2010 str 414


PS. Serdecznie zapraszam na wywiad ze mną :D U Kulturka-maialis

piątek, 8 listopada 2013

Seriale...

Cóż.. jestem nieodpowiedzialna! Totalnie nie odpowiedzialna.. Nie uczę się... nie czytam książek. Nie chce mi się robić nic pożytecznego... no może prócz oglądania serialu... Hmm..zastanawiam się, że skoro zdaję maturę z historii i oglądam serial o Marii Stuart to chyba się czegoś uczę prawda?! Ach...zawsze znajdę jakieś usprawiedliwienie..!

Reign 


Cudowny! Odkryłam go wczoraj dzięki koleżance i obejrzałam naraz wszystkie trzy odcinki! Wciąga.. niesamowicie. Jak dla mnie wizualnie genialny. Dzisiaj skonfrontowałam wstępne informacje o Marii Stuart i muszę powiedzieć, że dość wierne w chwili obecnej odzwierciedlane są jej losy. Muszę.. muszę dodać o pięknym, cudownym... ogólnie chyba się w nim zakochałam..w Tobbym Ragbo  aktorze, który gra Franciszka! Do tego niesamowita rola Spranga(król Henry II) i Follows (królowa Katarzyna). Odorbinkę dziwne wydawało mi się wprowadzenie w tle muzyki współczesnej.. dziwnie się ogląda walkę, gdy towarzyszy jej utwór Pompei... ech :D Ale polecam gorąco! 

Dracula



Kolejnym moim małym odkryciem jest Dracula! Właściwie już całkiem sporo notek o serialu w blogosferze, ale muszę powiedzieć, że są do moich dość podobne. Większość zaczęła go oglądać ze względu na Myersa, który jest cudny! Zakochałam się w nim w Tudorach, jak i w Mieście Kości więc.. kiedy tylko zobaczyłam zwiastun Draculi wiedziałam, że to coś dla mnie. Godny polecenia, chociaż pierwszy odcinek średnio mnie zachwycił, ale jest nadzieja, bo się rozkręca! 


***Hmm.. nawiasem mówiąc dzisiaj są urodziny Brama Stokera, więc.. dziękujemy bardzo za niesamowitego Draculę i za jego historię! :D ***

Znacie któryś? Oglądacie? A może znacie któregoś z odtwórców ról z innych filmów? 

sobota, 2 listopada 2013

"Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana" Danuta Noszczyńska


Nie czytałam jeszcze nigdy takiej książki! Zdecydowanie! Danuta Noszczyńska bardzo mnie zaskoczyła. Nie miałam wcześniej do czynienia z jej prozą, ale czuję, że już ją polubiłam. Autorka ma cudowny zmysł obserwacji i przekazywania informacji w niebanalny sposób. 

"Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana"  to powieść w formie pamiętnika, w której schorowany, starszy pan opowiada historię swojego życia. W ironiczny sposób, chyba nawet nie świadomy przekazuję nam wiele prawd życiowych. Jego spojrzenie na świat mnie zadziwiło. 

Niebanalnie opisuję swoje życie. Ukazuję mentalność "zwykłego szarego Kowalskiego". Wyolbrzymia miłość do żony, przedstawia absurdy PRL-u, a do tego wszystkiego nie może się nadziwić, że świat się rozwija i pędzi do przodu. 

"O! Żeby to mój chłopak był, Jezu Miłosierny-wnosiłem podówczas złożone dłonie do nieba- nie Wuefemką by, ale junakiem po okolicy wojażował, i nie w pilotce, ale w hełmie lśniącym, na niebiesko lakierowanym" 

Trudno jest opisać tą powieść. Przepełniona jest humorem, ale również gorzkim śmiechem, momentami zahacza o groteskę, ale nie jest nią. To troszeczkę absurdalna próba opisania normalnego życia w nienormalny sposób. 

Chylę czoło przed autorką i namawiam do przeczytania jej powieści, ponieważ tylko w ten sposób zrozumiecie co mam na myśli...Naprawdę! Bardzo trudno jest opisać ... "przedśmiertne zapiski Mariana" 


Książka: "Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana" Danuta Noszczyńska wyd. SOL 2011 str.318

piątek, 1 listopada 2013

" Miasto zagubionych dusz" Cassandra Clare



„Miłość nie jest moralna, czy niemoralna. Po prosu jest.” 

Długo musiałam się sama przekonywać, żeby sięgnąć po "Miasto zaginionych dusz". Całą serię zaczęłam czytać bardzo dawno temu...kiedy jeszcze autorka miała w planach stworzenie trylogii. Pierwsze części okazały się wielkim sukcesem i przypuszczam, że to skłoniło ją do napisania kolejnych książek. Byłam troszeczkę zawiedziona i rozczarowana, że na siłę Clare próbowała w "Mieście upadłych aniołów" "namówić" mnie do czytania dalszych losów Clary i Jace. Chciałam się poddać i zakończyć już moją przygodę z Nocnymi Łowcami, ale nie jestem zbyt twarda i lubię wiedzieć jak się wszystko kończy. 

„No, no - powiedział [Jace]. - Najgorsze wyczucie czasu od chwili, kiedy Napoleon uznał, że środek zimy to najlepsza pora na inwazję na Rosję.

Ku swojemu zdziwieniu nie zawiodłam się i spędziłam naprawdę miłe chwile z książką. Zapomniałam już, że potrafię przepaść w świecie stworzonym przez autorką. Zapomniałam, że potrafię czytać o walce z demonami godzinami. W głębi duszy musiałam przyznać, że strasznie brakowało mi Darów Anioła. 

„Chyba zawsze brakowało mi kawałka duszy i znalazłem go w tobie”

Pominę rozpisywanie się na temat powieści, bo dziwnością wydaję mi się, aby ktoś mógł po nią sięgnąć jeśli nie zna poprzednich części. Wydaję mi się, że to po prostu głupie i nieodpowiedzialne, ponieważ piąta część ma w sobie wszystko to co uwielbiam w całej tej serii, ale brakuję jej troszkę do pierwszych trzech. 

„- Zauważyłam, że faerie często mówią "może", kiedy chcą ukryć jakąś prawdę - stwierdziła Clary.[...] - Być może - powiedziała królowa z rozbawionym uśmiechem. - "Możliwe" to też dobre słowo - podsunął Alec. - Albo "kto wie" - dodała Izzy. - Nie widzę również nic złego w "prawdopodobnie" - stwierdził Simon. - Trochę przydługie, ale trafia w sedno.”

Gładka akcja, nietuzinkowe postacie , wątki miłosne, walki,  poczucie humoru  i rozterki bohaterów. Tego wszystkiego możecie spodziewać się w "Mieście zaginionych dusz" i jeśli zrezygnowaliście z czytania kontynuacji po słabym (według mnie) "Mieście upadłych aniołów" to dajcie się namówić... i cieszcie się niesamowitym Jacem! <3

„- Masz na myśli, że nie chodziłeś z Sebastianem na romantyczne randki, kiedy byłeś z dala ode mnie? -Próbowałem, ale niezależnie od tego ile wlałem w niego alkoholu, nie chciał mi się oddać.”


Książka: " Miasto zagubionych dusz" Cassandra Clare wyd. Mag 2012 str. 546

wtorek, 29 października 2013

Stos#7

Z poprzedniego zostało mi jeszcze prawie dwie książki, a ja już atakuję was kolejnym. Znowu jednak jest bardzo ubogi. Wszystko za sprawą stosu lektur, które otrzymują naklejkę "priorytet"... przyjdzie czas na przyjemności



"Ja, diablica" K.B. Miszczuk wyd. W.A.B 2010 z biblioteki. - wiele dobrego słyszałam o całej tej serii, więc nadszedł czas, że muszę się z nią zapoznać.
"Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana" D. Noszczyńska  wyd. Sol 2011 - świetna książka! Przeczytana jednym tchem.. niedługo recenzja :D
"Życie artystek PRL" S. Koper wyd.Czerwone i Czarne 2013- początkowo książka do prezentacji, ale z niej zrezygnowałam... mimo wszystko wciągnęły mnie biografie sławnych kobiet więc ją dokończę.

Do tej zacnej listy proszę dodać "Chłopów" "Zbrodnię i karę" "Proces" "Ludzi bezdomnych" oraz "Wesele". Zapowiada się ciężki listopad, ale nie dam się tak łatwo!

Znaleźliśie coś dla siebie? Coś polecacie?

niedziela, 27 października 2013

To mnie... echem... wkurza!

Do napisania tego postu zainspirowało mnie to oto zdjęcie...

  


Przyznam się szczerze, że mnie mało obchodzą gazety o modzie... W internecie znalazłam takie opisy trzech magazynów, które kojarzę.. 
 Vogue
'

Nazywany biblią mody. W 1892 roku, kiedy ukazał się pierwszy numer magazynu o tym tytule, ukazywał się jako tygodnik. Najbardziej znana jest wersja amerykańska, ale pismo doczekało się wielu edycji - oprócz brytyjskiej, francuskiej, włoskiej i hiszpańskiej, jest także m.in. edycja rosyjska, japońska i indyjska. Poszczególne edycje różnią się od siebie, ale wszystkie łączy zamiłowanie do mody. Vogue ma ogromny wpływ na kreowanie marek i projektantów. Wielu z nich zaistniało i teraz buduje prawdziwe imperia dzięki szefowej edycji amerykańskiej, słynnej Annie Wintour.

Elle


Elle to synonim podążania za trendami. Tytuł ten pochodzi z Francji (po francusku ''elle'' znaczy ''ona'') i adresowany jest do kobiet, które chcą być na bieżąco z modą i tendencjami. ''Elle'' nie przywiązuje zbyt dużej wagi do marek, a bardziej do efektu, jaki można osiągnąć daną stylizacją. Na rynku prasy panuje opinia, że ''Elle'' ma wierną grupę czytelniczek, których głównym zainteresowaniem jest moda, a inne publikowane w miesięczniku treści traktują jako wartość dodaną.

Vanity Fair

''Vanity Fair'', czyli ''Targowisko Próżności'' to prawdziwie luksusowy produkt. Choć moda stoi tu na bardzo wysokim poziomie, to nie jest głównym tematem i treścią. Miesięcznik jest mocno zawieszony w Hollywood, traktuje o gwiazdach, filmach, muzyce, kulturze. W Vanity  publikowane są także reportaże o polityce i długie, szczere wywiady. To w rozmowie z dziennikarzem z tego magazynu, Teri Hatcher wyznała, że była molestowana jako dziecko, Jennifer Aniston po raz pierwszy opowiedziała o rozstaniu z Bradem Pittem, a Lindsay Lohan przyznała się do uzależnienia od narkotyków.


W każdym z tych magazynów pojawiają się gwiazdy modelki i inni sławni ludzie. Nad ich wizerunkiem pracuje sztab ludzi, kilka programów komputerowych. Wyglądają idealnie. Mają w sobie to wszystko, czego brakuje nam szarym myszką. Styl, klasę, idealną cerę, piękne ubrania. Tysiące szalonych kobiet przegląda Vogue i wpada w kompleksy.  A tutaj mam za dużo centymetrów, a tutaj jestem za chuda, tutaj coś mi wystaje, a tutaj... coś. Nie ważne co, ale coś...Chcę wam coś uświadomić... spójrzcie... 

Adele sesja zdjęciowa i w realnym życiu



















Lilly Colins.. młoda dziewczyna w magazynie i na spacerze... dziwne?
Kira w magazynie i w realu...


Domyślacie się co chcę powiedzieć? Wszystkie te gazety przepełnione modą.. tzw. "biblie" są nic nie warte! 

Nie ma w nich nic szczególnego... nic prawdziwego. Mam wrażenie, że wpędzają tylko młode kobiety w stan depresyjny, anoreksje i bulimie, bo mimo, że w świecie zaistniała Adele.. w rozmiarze troszkę większym, to tak trwa kult "chudości". Doskonale zdaję sobie sprawę, że wszyscy o tym wiedzą, że media o tym trąbią, ale czy aby na pewno? Jak mamy kochać siebie, kiedy świat wciska nam taki kit! 

Następnym razem droga pani.. nim zdecydujesz się na operację plastyczną, botoks, detoks i inne rzeczy, bo zobaczyłaś Portman w Elle... włącz wujka Google i spójrz jak ta pani wygląda, kiedy jest sama.. kiedy tak jak ty leci szybko po kawę, idzie z dzieckiem do parku.. i nie ma nad sobą stylistów. Spójrz na nią... i zadaj sobie pytanie.. czy zwróciłabyś na nią uwagę mijając ją na ulicy? Czy różni się czymś od ciebie? Może problem nie tkwi w tym jak wyglądasz tylko co myślisz... 

Pozostałe źródła pochodzą z grafiki Google. 

piątek, 25 października 2013

I nagle wszystko się kończy” Krzysztof Bielecki


Zadziwiające, że są na świecie książki, które mogą sprawić, że cała moja wiedza o powieściopisarstwie, przepada po przeczytaniu pierwszych słów.

Bardzo trudno mi zakwalifikować i umieścić„I nagle wszystko się kończy” Krzysztofa Bieleckiego w jakimś zbiorze, w jakiś ramach. Wydaję mi się to odrobinę niebezpieczne, bo cała książka wykracza poza, właśnie.. poza co?

Sam autor na wstępie informuję czytelnika, że ta książka to powiem świeżości, a może raczej jazda bez trzymanki. Przyznam się szczerze, że byłam tak zaintrygowana tymi słowami, że musiałam dowiedzieć się, co tak naprawdę mnie czeka. I tutaj zaczynają się schody.

„I nagle wszystko się kończy” to zbiór opowiadań, ale nie jakiś byle jakich, o nie! W swoje łapki dostałam opowieści tak różne i tak odrealnione od rzeczywistości, że zaczynałam się bać o swoje zdrowie psychiczne. Naprawdę.. czytałam kolejne rozdziały z rozdziawianą buzią i zastanawiałam się co ze mną nie tak, że chcę brnąć w to dalej?

Odpowiedź znalazłam, gdy dotarłam do ostatnich słów i skończyłam moją lekturę. Zdałam sobie sprawę, że te opowieści mają głębszy sens. Ukazują ludzi i ich życie z innej perspektywy. W ten totalnie odrealniony sposób pokazują złożoną naturę ludzką.

Wydaję mi się, że najlepszym tego przykładem będzie opowiadanie pt. „Astronauta”. W zadziewający sposób przedstawiony jest w nim mechanizm ludzkich serc. Każdy z nas interesują się nową przybyłą osobą.. stara się z nią zapoznać, sprawić, że nas polubi.. z czasem jednak ta osoba nas wykorzystuje. Sami nie zauważamy jak zmienia nasz świat, światopogląd. W pewnym momencie sprawia, że zrobimy wszystko o co poprosi, bo jest nowa i ma w sobie ten magiczny magnetyzm....Najgorsze jest jednak to, że doprowadza nas to do zguby.

Zdaję sobie sprawę, że czytając moje streszczenie opowieści pomyśleliście, że nie mam w niej nic niezwykłego. Zapewniam was jednak, że sposób w jaki została napisana jest naprawdę dziwny. Musiałam się sporo namęczyć, żeby wyciągnąć z niej cały sens.
Opowiadania Bieleckiego mają to do siebie, że są strasznie dziwne, ale równocześnie strasznie ciekawe. Czytając je zastanawiałam się, czy gdyby podać mi ich sens na tacy były by tak interesujące?

Chociaż może właściwie w tych historiach nie ma w nich drugiego dna.. może ja sobie to wszystko wymyśliłam, żeby usprawiedliwić to, że przeczytałam tą książkę? Może tak naprawdę powinnam się martwić o zdrowie psychiczne autora i swoje?


Książka: „I nagle wszystko się kończy” Krzysztof Bielecki. str. 300 .Książka wydana własnym nakładem poprzez działalność w ramach Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości. Warszawa 2013.  

środa, 16 października 2013

Seriale...

Seriale to moja druga miłość. To właśnie na kolejny odcinek ulubionego hitu znajduję chwilę.. a nie na książki i filmy ..


Rozpoczęły się trzy nowe serie. Seriali z których właściwie tylko jeden" Downton Abbey" uwielbiam całym serduchem (tak ma to związek z moją fascynacją latami 20 XX wieku :D ). 



Zdecydowanie na drugim miejscu postawiłabym "The Orginals" to nowe tchnienie w historię wampirów. Rozpoczął się pierwszy sezon, a więc jest tu po prostu mnóstwo nowości i świeżości. Zdecydowanie na plus.



I ostatni serial, któremu poświęcam czas.. właściwie to z przyzwyczajenia. Piąty sezon zaczął się mało spektakularnie. Powiało troszeczkę nudą, ale ... sentyment jest, a więc oglądam dalej :D


Znacie któryś? A może oglądacie zupełnie coś innego i polecacie?

niedziela, 13 października 2013

To mnie (wy)(za)(od) kręci.


Cóż wszyscy wiecie, że mnie zbyt często tu nie ma. Nie będzie tajemnicą jak powiem, że nie mam czasu. Wczoraj nagle się okazało, że doba ma za mało godzin. Trudno mi wszystko jakoś połączyć ze sobą. Nie chcę rezygnować z częstych postów na blogu... nie chcę rezygnować z czytania książek, które chcę przeczytać, a nie muszę!
Niestety nie mam kiedy. Nie przypuszczałam, że trzecia klasa liceum będzie tak wyczerpująca. Normalny program jest przytłaczający.. dodajmy do tego jeszcze materiał z fakultetów i jakieś takie ogólne "uczenie się" do matury... wychodzi na to, że wstaję o 7 rano i chodzę spać o północy.


Zaczęłam przygotowywać do prezentacji maturalnej.. zbieram wszystkie potrzebne materiały. Za kila dni mam serię próbnych matur... Mnóstwo sprawdzianów i ogólnie nauki. Do tego ciągle robię rzeczy po za szkołą. Tak musiałam wiele rzeczy ograniczyć.. Jest średnio. Nie jestem przyzwyczajona do takiego tempa, dlatego tak narzekam. 



Muszę prosić was o cierpliwość i czujność, bo prawdę mówiąc nowych postów możecie się spodziewać zawsze. Zawsze gdy będę miała chwilę postaram się coś naskrobać..

Tym czasem lecę do DNA i GENÓW może czegoś się nauczę.



Pozdrawiam D.

piątek, 11 października 2013

„W blasku diamentów” Anna Davis


Ach ..te boskie lata 20 XX wieku! Ach.. ten jazz! Ach.. ten charleston! Uwielbiam ten okres z całego serca. Oglądanie filmów, czy czytanie książek o wyzwolonych damach z „paziem” na głowie, sprawiają, że od razu poprawia mi się humor.

„W blasku diamentów” Anny Davis przepełnione jest klimatem dawnych lat. Na kartach powieści czuć dym papierosowy, oddech pijanych ludzi... słychać muzykę, która rozbrzmiewa w uszach Diamond Sharp. Równocześnie autorka nie pomija szarej rzeczywistości. Nie brakuję w jej powieści porannego kaca, niewyspania, czy nieszczęścia.

„Oportunistka to taka dziewczyna, która spotkawszy w środku nocy wilka, następnego poranka pojawia się w nowym futrze”

Powieść reklamowana jest raczej jako romans, ale dla mnie była czymś więcej. To wędrówka przez skomplikowane życie Grace Rutherford. W dzień jest zwykłą kobietą, lekko wyzwoloną, ale nadal trzymaną w ryzach.. w nocy staję się szaloną imprezowiczką. Nie boi się mężczyzn, nie widzi nic nieprzyzwoitego w flirtowaniu. Jest po prostu normalną kobietą. Normalność jest jednak w książce pojęciem względnym, bo to co jest dla mnie teraz normalne kiedyś budziło rumieńce na twarzach wszystkich.

„Może właśnie dlatego jestem niezamężna. Bo jestem kłótliwa. Nie pozwalam facetom robić z siebie popychadła. Pewnie przez to wydaję się nieco niesforna”

Książka nie jest banalna, a muszę przyznać, że dość rzadko się to zdarza. Wątek miłosny wije się przez karty powieści niczym wąż, ale nigdy nie jest jasny i klarowny. W uczuciach bohaterów pełno jest sprzeczności, paradoksu i smutku. Poprzez cofanie się momentami w przeszłość głównej bohaterki poznajemy ją od podstaw. Wiemy dlaczego fascynują ją jeden, a nie drugi mężczyzna.. Wszystko może się zdarzyć....

     "Nie pojmuję tych całych bajgli. Czy ta dziura w środku ma być metaforą tego, co jest                       sednem naszego życia, czy po prostu piekarze są zbyt skąpi, by zapełnić ją ciastem?"


„W blasku diamentów” to doskonała propozycja dla wszystkich kobiet poszukujących opowieści, która da coś więcej. Czytając ją poczułam oddech czasu na plecach. Czerpałam z klimatu deszczowego Londynu w 1927 roku. Wiedziałam, że powieść ma ukryty sens. To historia kobiet, które pragnęły przerwać więzy.. pragnęły od życia czegoś więcej.. czasami za najwyższą cenę.

Książka:   „W blasku diamentów” Anna Davis wyd. Otwarte 2012 str.366

poniedziałek, 7 października 2013

Stos#6

Wrzesień nie był dla mnie zbyt łaskawy. Przeczytałam, a raczej wymęczyłam trzy książki i do tego jedną lekturę. Strasznie was zaniedbałam i nawet nie chodzi o to, że mam wyrzuty sumienia (a mam uwierzcie)ale poczułam, że pierwszy miesiąc jesieni gdzieś mi przeleciał między palcami. Skończył się nim zdążyłam się nim nacieszyć. Był szalony i nie chcę więcej takiego czasu w moim życiu.. o nie dziękuję bardzo. 

Co prawda pod koniec miesiąca obłowiłam się w książkach. Spoglądam na moje półki i mam ochotę skakać z radości, albo nie.. zrobić wam ogromne zdjęcie i pokazać wam co mam, a później stać się próżną damą .. 

Wiem jednak, że moje możliwości są ograniczone.. czuję, że znowu nie będę miała czasu, więc prezentuję wam powiedzmy 1/10 mojego "STOSU".  Mam wielką nadzieję, że uda mi się chociaż te książki przeczytać. 


David Foenkinos "Delikatność" wyd. Znak 2012 zakup własny - od dawna mam ochotę na tą opowieść.
Krzysztof Bielecki "I nagle wszystko się kończy".2013- od autora- nie wiem czego się spodziewać, ale to lubię w książkach najbardziej...odkrywanie nowości 
Cassandra Clare "Miasto zagubionych dusz" wyd. Mag pożyczona - musiałam w końcu dać się przekonać i znowu dać szansę tej części. Pierwsze trzy zrobiły na mnie OGROMNE wrażenie, a później no cóż...

Znacie coś? Polecacie? A jak wyglądają wasze plany czytelnicze? Na najbliższy miesiąc? 

Ps. Za kilka dni ukarzę się recenzja ksiażki.. tak wiem.. nareszcie.. ale nie mam naprawdę kiedy czytać 

środa, 2 października 2013

Filmy w pigułce#2

Postanowiłam, że na blogu co jakiś czas będzie się ukazywał post pt. „Filmy w pigułce”. Postaram się w nim opowiedzieć po prostu o filmach, które obejrzałam i w jakiś sposób zapadły w mojej pamięci.

Iluzja(2013)


Nigdy nie przypuszczałam, że sztuczki magiczne mogą być tak wciągające. Wszystko zaczyna się, gdy grupa Iluzjonistów obrabia bank i rozdaje pieniądze zwykłym ludziom. Film to przede wszystkim opowieść o pościgu FBI za magikami. To doskonale kino akcji z wieloma elementami zaskoczenia. Dla samej końcówki warto poświęcić chwilę.  

Dary Anioła. Miasto Kości. (2013)


Nie muszę chyba nikomu streszczać fabuły filmu, ani opowiadać o czym jest prawda? Pierwsza część serii zrobiła na mnie całkiem fajne wrażenie. Gra aktorska nie jest najgorsza. Początkowo Bower nie pasował mi na Jace, ale z czasem i jego polubiłam. Wielkie ukłony dla mojego ukochanego Meyers'a, uwielbiam tego aktora! Miło było jeszcze zobaczyć Headey w innej produkcji niż „Gra o tron”. Całkiem przyjemnie się oglądało. Efekty specjalne dość dopracowane, pasująca muzyka.. czego chcieć więcej?  

Bezpieczna przystań(2013)



Ekranizacja powieści Sparksa. Czego można się spodziewać słysząc nazwisko autora? Pięknej historii miłosnej. Oczywiście ją dostaniemy. „Bezpieczna przystań” to opowieść o kobiecie, która szuka siebie i stara się uciec od przeszłości. To opowieść wielowątkowa, piękna, ale zarazem zaskakująca. Idealna na jesienny wieczór pod kocem, z kubkiem gorącej czekolady. Dla wszystkich fanek miłosnych historii!


Znacie któryś? A może widzieliście coś innego i coś polecacie?