poniedziałek, 7 stycznia 2013

Cierpiałam..

Króciutko, bo szkoda mi słów. 


"Cierpienia młodego Wertera" J.W. Goethe 

"Czołowe dzieło niemieckiego "Pokolenia Burzy i Naporu". Goethe tworzy model bohatera, zwanego bohaterem werterowskim. Wydanie tej książeczki zaowocowało "gorączką werterowską", czyli falą samobójstw, zainspirowanych tą książeczką. Książka wzbogacona jest o wstęp, który zawiera wnikliwą analizę utworu, inspiracji i okoliczności, jakie wpłynęły na jego powstanie oraz oddziaływania powieści na twórczość innych pisarzy epoki romantyzmu"



"Będziecie cierpieć z Werterem!" Usłyszałam, gdy tylko w moje ręce wpadła, a raczej została siłą wepchnięta książka Goethego. Postanowiłam jednak nie zważać na słowa innych, przeczytać tą krótką powieść, bo wydawało mi się, że w porównaniu do "Potopu" będzie to miła, cieńsza odmiana lektury szkolnej. 
Ależ się zawiodłam. Sto stron powieści było dla mnie istną torturą. Nie przepadam za historiami, w których człowiek, aż tak się na sobą użala. Jego życie jest wielką porażką, w jego mniemaniu oczywiście. 
A jeszcze gdy młody mężczyzna z powodu zawodu miłosnego się zabija, mam ochotę walnąć się w łeb,albo jak on sobie strzelić. 
Czasami sama mam gorsze dni. Pewnie w tedy męczę jak Werter, ale nie jestem chyba aż tak słaba, by się zabić! Dla mnie samobójstwo to podanie się. Tak ty oczywiście odejdziesz spokojnie, ale co z twoimi bliskimi? Jak można być tak wielkim egoistą. Ty już nic nie poczujesz... Ci to pozostaną przeżyją tragedię.


Miało być krótko więc będzie. Nie, zdecydowanie nie. Właściwie "Cierpienia młodego Wertera" nic mi nie dały. Zirytowały dołującym bohaterem.. zmęczyły fabułą i zniesmaczyły zakończeniem. Nie rozumiem jak można było kiedyś z powodu tej książki popełnić samobójstwo? 

Przecież po burzy zawsze wychodzi słońce. Dzisiaj deszcz, jutro błękitne niebo. Nie wolno się poddawać. Nie traćmy nigdy nadziei. 


Po raz kolejny proszę o wybaczenie. Nawet nie wiem co powiedzieć na swoje usprawiedliwienie. Nie mam kiedy wpadać na swój blog, a co dopiero na wasze. Wybaczcie. 


13 komentarzy:

  1. Ładne króciutkie omówienie...
    Co prawda sam Wertera jeszcze nie czytałem, ale opinie znajomych (teraz mogę do nich dorzucić także twoją :D) nie dają tej powieści żadnych szans.
    Szykuje się więc ciężka lektura ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się akurat podobała, ale to trzeba naprawdę dobrze zrozumieć epokę i nastawić się, że takie rzeczy, o jakich przeczytasz w lekturze, były wówczas na porządku dziennym a dzisiaj są kontrowersyjnymi zachowaniami. :)

      Usuń
  2. "Cierpienia młodego Wertera" to lektura, którą mnie wymęczyła, nie znoszę tego tekstu, poza tym uważam, ze tego typu pozycje jak szkolne lektury zniechęcają młodych ludzi do poznawania innych treści.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy ja to czytałam... dawne czasy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach ten kontrowersyjny Werter! W lutym będę czytała drugi raz, tym razem do matury. Ale, ale. Ta książka wcale nie jest zła, jeżeli zrozumie się epokę romantyzmu. Ludzie w tamtym czasie byli słabi psychicznie, mieli inne wzorce, wierzyli w miłość. Jej brak był ogromnym ciosem. Słabość psychiczna w tamtej epoce była na porządku dziennym, nie wzbudzała takich kontrowersji, jakie teraz wzbudza. Mi się ta lektura podobała, bo polubiłam tę epokę. Pewnie gdybym czytała ot tak i nie nawiązywała do znajomości epoki, odebrałabym tę psychologiczną w pewnym stopniu, tak jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm.. właśnie zaczęliśmy ją przerabiać na lekcji. Czasami zastanawiam się skąd nauczycielka wie takie rzeczy. Momentami książka była nużąca, a jej drugie dno do dnia dzisiejszego nie zrozumiałe. Co do romantyzmu.. sama nie wiem. Są autorzy i utwory, które bardzo mi się podobają, ale są również takie, które (mimo to, że zazwyczaj nie mam problemu) nie jestem w stanie zrozumieć i obiektywnie ocenić.

      Usuń
    2. Podpisuję się pod postem Antyśki i cieszę się z tego, że na studiach nie omawiam już Wertera...Od siebie mogę dodać, że romantyzm w szkołach jest bardzo, bardzo płytko przedstawiany. Obecnie sama mam go już dosyć przez natłok zaliczeń, ale patrzę z zupełnie innej strony na chociażby Słowackiego. Trzeba zrozumieć epokę, romantyzm jest naprawdę bogaty i zróżnicowany, lecz jasna sprawa, że nie każdy jest tym zainteresowany i od romantyzmu trzymałby się z daleka, zwłaszcza kiedy poloniści męczą w kółko tymi samymi lekturami:)

      Usuń
  5. Uwielbiam Wertera! Tekst dobry. :)

    Zapraszam Cię na mojego bloga dotyczącego rysowania. Jest nowy, więc większość rzeczy jest w przygotowaniu i nie mam publiczności, ale w najbliższym czasie dodam wskazówki itd. :) Jeszcze raz zapraszam do obserwowania mojego bloga. :) Piątka!

    www.madeleineironique.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach ten romantyzm :D ja nie cierpiałam, ale nie powiem, żebym była zachwycona tą lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O widzisz, a ja bardzo polubiłam Wertera. Co prawda, wielokrotnie irytował mnie, a nawet rozśmieszał, jednak bardzo dobrze wspominam tę lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż, może nie mogę powiedzieć, że nie lubię Wertera, ale moim zdaniem był on tak skończonym idiotą, że nie idzie tego w logiczny sposób opisać. Kiedy czytałam tą książkę, nie raz pukałam się w czoło. Ale cóż, taka była natura epoki i tak zachowywali się w tamtych czasach całe rzesze ludzi....

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja w przeciwieństwie do Ciebie bardzo polubiłam tę powieść epistolarną. Może i Werter był trochę żałosny, ale lektura była dla mnie bardzo przyjemna, szybka i łatwa. Zdecydowanie miło ją wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta lektura jeszcze przede mną, ale słyszałam, że Werter "był taką ofermą, że się nawet zabić nie potrafił". Brak czasu rozumien doskonale :< pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.