poniedziałek, 25 lutego 2013

Dni krwi i światła gwiazd L.Taylor


Usiądź wygodnie. Przygotuj się na dawkę dziwności w najlepszym wykonaniu. Smakuj i po kawałeczku odkrywaj magiczny świat chimer i aniołów. Zobacz drugi wymiar i nie zdziw się gdy dwie rzeczywistości połączą się w jedną Apokalipsę. 

Kontynuacja książki "Córka dymu i kości" to dalsze losy Karou -chimery o niebieskich włosach, całkowicie przypominającą człowieka i Akivy- anioła. Czy nie pomyśleliście, że to kolejna beznadziejna książka? Przyznajcie się, że tak! Ja też tak myślałam, ale "Dni krwi i światła gwiazd" okazała się powieścią naprawdę dobrą i inną. 

Śmiało mogę powiedzieć, że wszystko sprowadza się do miłości, ale miłości troszeczkę bardziej skomplikowanej, opartej na wszystkim i niczym tak naprawdę. 

Przez długi czas w książce panował mały chaos. Nie mogłam się połapać kiedy następuję zmiana narracji. W jednej chwili czytałam o losach chimer w "piaskowym zamku", a za moment spędzałam sielankowe popołudnie z Zuzanną w Pradze, by już na chwilkę znaleźć się w koszarach wojsk "anielskich"? 

Bardzo podoba mi się świat stworzony przez autorkę. Odrobinę zbyt skomplikowany by tłumaczyć jego podstawy i zawiłości nie ujawniając tajemnic. Musicie mi zaufać, że jest to coś innego. Naprawdę godnego polecenia. 

"Dni krwi i światła gwiazd" to książka pełna silnych charakterów, zwrotów akcji i niesamowitego tępa rozgrywanych akcji. Nie wiem nawet kiedy pochłonęłam powieść i zaczęłam błagać o więcej. 
Oryginalność i jakaś niesamowita łatwość w przekazaniu wszystkiego sprawia, że cały ten cykl nie może nie znaleźć się na waszej liście czytelniczej. Książka ta jest naprawdę miłą odskocznią od dnia codziennego, równocześnie tak miła i dobra, że trwałam w niej zapominając nawet o jedzeniu. 

Książka: "Dni krwi i światła" wyd. Amber 2013

Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się czego o I części odsyłam o tutaj

niedziela, 24 lutego 2013

Maruda?! Chwalipięta?!

Dzień dobry wszystkim!
W ten piękny, mroźny i zasypany niedzielny dzień. Dzisiaj powinno pojawić się na blogu małe podsumowanie Walentynkowej Akcji, ale niestety nie mam za bardzo siły i czasu, więc przeniosę to na inny dzień, bo wolę zrobić coś dobrze, a nie tylko na odpiernicz.

Chciałam tylko powiedzieć, że czytam książki, a to jak na mnie ostatnio coś bardzo dziwnego.



Od paru dni moje myśli znajdują się w świecie filozofii. Już kiedyś wspominałam, że przeczytałam "Świat Zofii" Gaardera, ale wtedy chyba byłam zbyt niedojrzała żeby wszystko dobrze zrozumieć. Obecnie zagłębiam się w kursie filozofii z wiedzą jaką już mam(chociaż by ze szkoły) i czuję, że moja przygoda jest o wiele ciekawsza niż za pierwszym razem.
Spodziewajcie się bardzo natchnionej recenzji już  wkrótce.









Aby zachować równowagę moją uwagę poświęciłam również książce pani Taylor "Dni krwi i światła gwiazd". Muszę powiedzieć, że jak na razie jestem zadowolona, bo druga część jest równie dobra jak poprzednia.








Do tego wszystkiego postanowiłam spiąć poślady i zabrać się za książkę, którą poleciła mi kiedyś moja katechetka, bo dobrze wie jak bardzo interesuję mnie Kościół i ogólnie religia(nie tylko chrześcijaństwo). Od dawna książka leży wypożyczona, ale jakoś dopiero kilka dni temu zaczęłam czytać.







Dodatkowo czytam sobie jeszcze "Dziady", ale to tak z przymusu więc chyba nie będę nawet się na ich temat rozpisywać,bo z całym szacunkiem, ale Adaś to chyba się czegoś najarał. Przepraszam wiem, że to klasyk itd. ale mnie przerasta.

W między czasie poświęca swoją uwagę filmom, serialom i piosenkom, właściwie to mam czas, ale w sumie go nie mam. Więc nie wiem kiedy pojawią się recenzje. Plan jest.. gorzej z wykonaniem.

Tymczasem życzę wszystkim 


A ja popędzę pobawić się z moim słodkim kotkiem, którego ostatnio zaniedbuję.. Jak można mówić, że koty nie są słodkie? 




A wy macie jakieś super czytelnicze plany? Coś na co czekacie, a może coś przez co nie możecie przebrnąć? A i macie może jakieś zwierzątko? Jak ma na imię? 

piątek, 22 lutego 2013

Mroczny sekret Libba Bray



Bardzo rzadko zdarza mi się czytać książkę (a raczej e-booka w tym przypadku, za który bardzo dziękuję Karkam, właścicielce bloga Czytopolis, który jest dla mnie swego rodzaju skarbnicą książek bardzo ambitnych i bardzo nie w moim stylu, ale równocześnie dla mnie. Po za tym panuję tam tak miła atmosfera, a Karkam jest tak uroczą osobą, że nie można tam nie zajrzeć!) 

Ale już dobrze wracamy do książki, której przeczytanie było dla mnie istną mordęgą! 
Już od samego początku, od pierwszych słów czułam w kościach, że coś mi nie pasuje.. język.. właściwie bardzo poprawny i wręcz normalny, ale mnie odrzucał, właściwie bez powodu.

Akcja odgrywa się w XIX wiecznej Anglii, jak i na samym początku w Indiach. Kto czyta czasami mój blog dobrze wie, że uwielbiam czasy wiktoriańskie, ale tutaj czegoś mi zabrakło. Czytając komentarze przed rozpoczęciem książki, widziałam, że wszystkim się podobał sposób, w jaki autorka przenosi nas w czasie. Miał być to barwny i poruszający obraz, ale jak dla mnie był to wręcz dziwnie karykaturalny świat. Nie zrozumcie mnie źle o nie.. po prostu wiktoriańska w wykonaniu pani Bray za nic nie przypomina mi wiktoriańskiej Anglii, jaką znam i lubię. 

"Mroczny sekret" miał być powieścią tajemniczą sprawiającą, że czytelnik zakocha się od pierwszych słów. Niestety klimat książki był dla mnie po prostu naciągany. Nic mi się nie składało, przez większość czasu zastanawiałam się kiedy pojawi się jakaś dobra tajemnica? Przecież od samego początku można podać rozwiązanie na tacy. 

Bardzo denerwowało mnie zachowanie głównej bohaterki- Gemmy. Typowa postać "buntowniczki" przechodząca wielką zmianę. Początkowo dziewczyna nie może się odnaleźć w Akademii Spence. Ciągle pamięta wydarzenia z Indii( gdzie nawiasem mówiąc wkurzała mnie jeszcze bardziej!) 
Ku radości może innych, a mojej udręce poznaje wpływowe, popularne koleżanki idealne, doskonałe, bardzo zaprzyjaźnione, każda inna, ale razem tworzą świetną paczkę. 
Jak tylko to przeczytałam zastanowiłam się czy nie można kiedyś stworzyć przyjaźni takiej jak w normalnym życiu? Muszę dodać, że dziewczyny nie przypominają dam z okresu wiktoriańskiego, są raczej współczesnymi kobietkami w pięknych sukniach. To odrobinę denerwujące, że tak bardzo widzi się, że tylko tło jest "stare", ale charaktery jak najbardziej współczesne i nieadekwatne to tamtych czasów.

Na całe szczęście w tej części nie pojawia się jakiś wielki, spektakularny wątek miłosny! Autorka postanowiła skupić się na bohaterkach i ich sekretach za co jestem jej chyba wdzięczna. 

Skusiłam się na książkę z kilku powodów. Moja ulubiona tematyka, moje ulubione czasy, piękna okładka, tajemnica i przeczucie, że czeka mnie coś nowego. Niestety zawiodłam się, a "Mroczny sekret" mogę zaliczyć do jednej z najdziwniejszych książek, jakie przeczytałam i mimo pozytywnych komentarzy, nie podbiła mojego serducha. Zapominam o niej jak najszybciej i zabieram się za czytanie książek, które mam nadzieję wniosą więcej ciepła i radości. 


______________________________________________________________________

Nie umiem pisać negatywnych recenzji. To chyba moja pierwsza na blogu. Łatwiej chwalić zdecydowanie. 
Miałam sobie darować dodawanie dzisiaj postu, ale jakoś tak "moje złe słowo" o książce idealnie współgra z moim dzisiejszym mega sarkastycznym humorem i mgłą i śniegiem za oknem. Potrzebuję Słońca, bo zaczynam być wielką zołzą, bez powodu i bez większego ale.

Miłego weekendu, który ja mam zamiar wykorzystać po prostu na odpoczynek i czytanie. Muszę wyrzucić z siebie tą złość i tego sarkastycznego potwora z serca. 

Kochani przypominam jeszcze o Akcji!


niedziela, 17 lutego 2013

Krwawy diament


Długo zabierałam się do napisania recenzji tego filmu. Nie jest on wcale taką super nowością, bo został nakręcony w 2006(jej to już siedem lat?) mi się za każdym razem wydaję, że oglądam go po raz pierwszy, że to jakaś super nowa produkcja. Sama nie wiem dlaczego? 

Wydaję mi się, że wszystko przez tematykę. Krwawe diamenty to problem nadal aktualny w krajach Trzeciego Świata. Problem, którego właściwie nie da się całkowicie wyeliminować. Tłem filmy jest wojna domowa w Sierra Leone w latach 90. XX wieku. 

"Blood Diamond" wywarł na mnie ogromne wrażenie. Na samym początku miałam wrażenie, że spędzę dość nudne godziny z boskim Leonadro, że film nic mi nie da, że zapomnę o nim już następnego dnia. Tymczasem bardzo się myliłam! 

Wszystko zaczyna się dość dramatycznie, od samego początku współczujemy czarnoskóremu Solomonowi(D. Hounson), który po ataku na swoją wioskę zaczyna niewolniczą pracę w kopalni diamentów. Uderzające jest w jaki sposób ludzi muszą tam pracować, jaki wielki dramat spotyka ludzi, którzy tak naprawdę biorą udział w wojnie o "diamenty", których praktycznie nigdy nie zobaczyli i nie zobaczą.






Wiem, że film to obraz i pomysł reżysera to jego wizja, ale wizja, która w pewnym stopniu pokrywa się z prawdą. Edward Zwick przedstawia nam wojnę domową w całej okazałości. Pokazuję jak młodzi ludzie, z marzeniami, z planami zostają zmuszeni do rebelii, jak z zimną krwią zabijają drugiego człowieka. Co najgorsze robią to też dzieci, które powinny mieć dzieciństwo z klockami Lego, a nie z pistoletem! 


Gdzieś jednak w mieście, gdzie rozgrywa się dramat są ludzie, którzy korzystają na "tym małym zamieszaniu" do nich należy Danny Archer (Leonardo DiCaprio) przemytnik, który właściwie za nic ma cierpienia ludzi. Gdy tylko dowiaduję się o diamencie, który ukrył Solomon, nie spocznie dopóki go nie zdobędzie. Nagle zaczyna pomagać czarnoskóremu "koledze z więzienia",oszukując go na każdym kroku, obiecuję mu wiele, sprawiając, że widz sam nie wie czy go kochać czy nienawidzić. Ja jakoś go bardziej polubiłam. Nie wiem jakoś wcześniej nie rozumiałam fenomenu tego aktora, a tu nagle stwierdziłam, że wpisuję się po tym filmie w samą czołówkę mojej małej listy ulubieńców. Zastanawiające jest tylko to, że grał tak w sumie zwyczajnie, ale to chyba właśnie najbardziej mnie urzekło, że nie kombinował, zresztą jak wszyscy aktorzy!

W całej tej wędrówce złego i dobrego pojawia się nagle kobieta. Dziennikarka Maddy Bowen (J. Connelly), która stała się dla mnie wzorem. Nie będę ukrywać, że jej praca, jej ideały strasznie mi imponowały! Nagle pomyślałam, że skoro chcę być dziennikarzem to chcę być właśnie taka! Chcę być w centrum wydarzeń, chcę moją pracą coś zmieniać,a nie siedzieć za biurkiem i pisać puste artykuły o kolejnej super diecie. Pragnę z całego serca to osiągnąć. Marzy mi się dziennikarstwo wojenne, ewentualnie reporterstwo. 


Możecie się już domyślić dlaczego "Krwawy diament" tak na mnie działa. 

Zapomniałam wspomnieć jeszcze o wykonaniu. Szczerze to nie mam zastrzeżeń. Czasami nie wymagam zbyt dużo od filmu. Czasami treść i poruszane problemy zasłaniają mi wszystko. 

"Krwawy diament" polecam każdemu! Nie zależnie na wiek. Gwarantuję wam, że spędzicie "miło" o ile można tak powiedzieć oglądając coś takiego czas. Zastanowicie się przez chwilę nad życiem, nad tym wszystkim co się dzieje w tym naszym świecie. Może tak jak mnie coś was tknie w środku i zastanowicie się czy nie warto czegoś zmienić.. albo chociaż pomyśleć nad tym wszystkim, nad prawami tego świata, nad tyranią i chęcią zysku! Obecnie nie ma u nas wojny, bo przecież nie mamy chociaż by diamentów, ale wiecie co by się stało gdyby ktoś nagle odkrył jakiś surowiec? Coś co sprawiło by względną poprawę? Walkę... ludzie zawsze będą walczyć... nawet jeśli zapewniają, że to nie ma dla nich znaczenia. 

Oglądaliście? A może znacie jakieś podobne filmy, albo książki, które byście mi polecili? 


Film: "Blood diamond" reż Edward Zwick 2006 

piątek, 15 lutego 2013

Pocałunek Nocy Sherrilyn Kenyon


Wiem, wiem ciągle mówię, że nie będę już czytać takich książek, że dość z fantastyką i lekkimi lekturami, że wezmę się za dojrzałe i wartościowe powieści, ale to nie moja wina, że w księgarniach ciągle trafiam na promocje właśnie takich dzieł. 

Nie spotkałam się wcześniej z twórczością pani Kenyon. Sięgnęłam po książkę, bo po prostu leżała na półce, a ja potrzebowałam "odmóżdżenia". Ale niestety już od pierwszej strony zalała mnie wielka ilość informacji. Nieskończenie duża dawka greckiej mitologii. Historia bardzo skomplikowana, ale równocześnie niezmiernie ciekawa. 


Starałam ze wszystkich sił skupić się na ich historii, na bogach, ale nie byłam w stanie. Nagle autorka zarzuciła mnie tak wielką ilością erotyki i  miłosnych zmagań głównych bohaterów, że musiałam odłożyć książkę, zrobić sobie kawę i się otrząsnąć. 

Nie jestem przyzwyczajona do książek w których wszystko emanuje seksem. Nie wiem, ale czuję się dziwnie czytając o tym. Tak jakbym wchodziła do sypialni ludzi, czuję, że naruszam czyjąś prywatność. Mimo wszystko jednak przewalczyłam w sobie lekkie zmieszanie i wróciłam do czytania. 

Ku mojemu zadowoleniu nagle akcja się ruszyła. Kenyon skupiła się na życiu bohaterów, na ich przeszłości na ich historii. Zaczęły się pojawiać wątki Mrocznego Łowcy. Początek jego historii, walka bogów o jego duszę. Wszystko ładnie płynęło. W między czasie poznajemy również  co raz lepiej Cassandrę i jej mały koszmar. 


Co byście zrobili mając przed sobą tylko kilka miesięcy życia? Co byście zrobili wiedząc, że zostawiacie na Ziemi tak wiele niedokończonych spraw? Poddalibyście się czy byście walczyli? 


Końcówka książki to niesamowita akcja. Walka o Cassandrę, wielka miłość Wolfa i przenikające do świata ludzi wyższe byty! 


Plusem  "Pocałunku nocy" jest również to, że nie jestem w stanie porównać tej historii to żadnej innej. Wszystko się różnie. Nie znalazłam i nie pamiętam podobnie opowiedzianej historii. To naprawdę miłe zaskoczenie!


Powieść ta jest moim pierwszym spotkaniem z Mroczynymi Łowcami, ale chyba nie ostatnim. 


Książka dla wszystkich fanów paranromal romanse, którzy śmiało przebrną przez szybką akcję i bardzo odważne sceny erotyczne. Nie zwracajcie uwagi na okładkę, która jest naprawdę dziwna, bo przecież książek nie ocenia się po okładce! 


Książka: "Pocałunek nocy" Sherrilyn Kenyon wyd. MAG 2011 str. 426



_______________________________________________________________

Przypominam również o WALENTYNKOWEJ AKCJI termin składania swoich propozycji został przedłużony do niedzieli (24. 02.13) ponieważ chcę oprzeć się na waszych typach, a nie tylko moich.
Miłego weekendu kochani!

poniedziałek, 11 lutego 2013

UWAGA AKCJA!

Nie zdziwię się jeśli na waszych twarzach pojawi się szyderczy uśmiech. Nie zdziwię się jeśli ten post przejdzie bez odzewu, ale to naprawdę ważna sprawa! 


Siedzicie wygodnie przed komputerem? Nie pijecie nic, ani nie jecie, obawiam się o wasze życie, kiedy przeczytacie na co wpadłam. Proszę się nie śmiać i nie ignorować!

Już za kilka dni będzie chyba  najbardziej znienawidzony przeze mnie dzień. 
Walentynki. 
Dlaczego znienawidzony? Bo jestem wielką, niepoprawną romantyczką, ale jakoś jedyną miłość jaka mnie zajmuję to książki i KOT. 
Rozumiem wielki szał nad tym dniem. Miło kiedy ktoś wyznaję Ci miłość. Naprawdę lubię patrzeć na te wszystkie serducha, zakochane pary miździające się w każdym kącie, ale no nie dziwcie się, że troszkę mi smutno. 

Pomyślałam więc, że w taki dzień, każda samotna dziewczyna, ale nie tylko samotna, będzie się dobijać lub cieszyć romantycznymi akcentami.
Więc chciałam wyjść temu naprzeciw.. 

Co powiecie na ranking najbardziej romantycznych książek i filmów?
Oraz ranking sławnych kochanków?!

Mielibyśmy na to czas do końca tygodnia. Początkowo myślałam, że do 14 lutego, ale to chyba za krótko. 
Najwyżej zrobicie sobie powtórny walentynkowy seans czy miły wieczór z książką tuż po WALENTYNKACH, bo przecież miłość powinna być obecna zawsze, a nie tylko w jeden dzień!

Jedyne co musielibyście zrobić to napisać w komentarzu waszą propozycję, a później jeśli byście mieli okazję wspomnieli o tej akcji na swoim blogu. 
Oczywiście chodzi mi o wielki współczesny ranking.. począwszy od Edwarda i Belli ze Zmierzchu skończywszy na Romeo i Julii! 
Dajcie się zaczarować! 

Obiecuję, że dla najbardziej aktywnych osób jest przewidziana mała niespodzianka. 


No to co kochani! Do dzieła! 

piątek, 8 lutego 2013

Ognista Sophie Jordan


Bycie sobą w dzisiejszych czasach chyba jest najważniejsze! Ale co zrobić, gdy nie można być sobą? Gdy musisz ukrywać swoje prawdziwe ja by przetrwać? Podejmiesz się tego zadania czy powiesz dość! Staniesz z podniesionym czołem i krzykniesz jestem Dragonką- Ognioziejką! Czy raczej pozwolisz swojej matce kierować swoim losem i ukryć się przed stadem i wszystkim co tak naprawdę kochasz? 


Jacinda to kolejna silna dziewczyna w literaturze młodzieżowej, jest jednak inna niż wszystkie bohaterki. Nie jest ani wampirem, ani wilkołakiem, wróżką czy łowcą. Jest Dragonką, potomkinią pradawnych smoków. By przetrwać smoki przybierają ludzką postać, możesz ich spotkać w każdym supermarkecie, ale nie odróżnisz ich od prawdziwych ludzi. Chyba, że ich przestraszysz czy zrobisz coś głupiego. Wtedy Dragoni w obawie o swoje życie. Zmieniają się w smoki. 

Czego smoki nienawidzą? Suszy i ciepłego gorącego powietrza. Czego nienawidzi Jacinda? Swojego nowego życia w mieście, praktycznie znajdującym się na samym środku pustyni, w którym musi zacząć wszystko od nowa. Uciekła wraz z mamą i siostrą ze stada. Musi zabić swoją dragońską naturę, by być wolną, ale to wcale nie jest takie proste gdy tuż obok znajduję się Will.

Ten sam Will, który wcześniej darował jej życie. Ten sam Will, który w swoim domu ma sprzęt do zabijania smoków. Ten sam Will, który jest myśliwym. 

Przeczuwacie już o czym będzie książka? Oczywiście. Zakazana miłość. Pokonanie wszelkich przeciwności i szczęśliwie zakończenie. Czyżby? 

Muszę przyznać, że nadal lubię takie lekkie książki. Chyba nigdy z nich nie wyrosnę. Z "Ognistą" spędziłam ekspresowe trzy godziny, Nawet nie wiem kiedy skończyłam czytać. Mój mózg totalnie się odprężył. Przeniósł się do świata smoków. Do świata myśliwych. Odpoczął, równocześnie zapewniając mi miłe chwile. 

Spophie Jordan stworzyła dobrą książkę. Było w niej wszystko to co miało się znaleźć. Nowy pomysł, chociaż oparty na starym dobrym schemacie. 

Książka: "Ognista" Spophie Jordan wyd. Bukowy Las 2011 str.312

wtorek, 5 lutego 2013

"Północ i południe" Elizabeth Gaskell


Drogi przyjacielu zamknij oczy. Zamknąłeś? Teraz wyobraź sobie niewielki domek, w Helstone małej miejscowości gdzieś na południu Anglii, otoczony drzewami i piękny w swej naturalnej prostocie. Poczuj wiatr wiejący z południa, zapach róż rosnących nie opodal, a teraz otwórz oczy i co widzisz? Zadymione, ciemne Milton, miasteczko gdzieś na północy Anglii, poczuj dym wchodzący w każdą szparę twojego umysły, spójrz na niebo, którego nie widać, spójrz na smog  zasłaniający słońce. Przyjacielu czy wiesz co się dzieje z człowiekiem, gdy nie ma słońca? Umiera! 

Ale nie martw się, nie smuć, do robotniczego miasteczka przyjechało najjaśniejsze słońce na tej Ziemi. Panna Margaret Hale wraz z rodzicami. Od tej chwili życie mieszkańców nie będzie takie same.

Ale nim zacznie zmieniać życie innych musi pokonać swoje własne lekki i strach. Dama z dość dobrego domu. Wychowywana w Londynie przez ciotkę, najpierw wraca do rodzinnego domu, gdzie nie zostanie długo, bo jej ojciec ma inne plany. Wyjeżdżają do zadymionego Milton. 

"Tutaj kobieta odkrywa świat jakiego nie znała: pełen biedy, chorób i nieustającego wiązania końca z końcem. Tak właśnie wygląda życie pracującej dla Thorntona rodziny Higginsów, z którą się zaprzyjaźnia" 

Margaret nie może się odnaleźć w nowym miejscu. Czuję się samotna i pełna obaw o jutro. Mimo wszystko uśmiecha się i udaje silną, by wesprzeć ojca, ale kiedy nadchodzą ciężkie chwile i ona traci nadzieję. 

Jest jednak jakieś światło w tunelu. W mieście znajduje się człowiek, który pannie Hale uchylił by nieba. Jego uczucie jest nagle i bardzo zaskakujące, ale czytając jego wypowiedzi, taki niepoprawny romantyk jak ja, uśmiechał się sam do siebie. Czy w dzisiejszych czasach istnieje jeszcze taka miłość? Czysta i niezbrukana? Nieustająca nawet gdy panna Cię odrzuci? 

Karty powieści Gaskell przepełnione są dymem z fabryk. Nie mogę znaleźć innego określenia na panujący klimat w książce. Czasami zdarzają się chwilę radości, ale raczej wynikającej z chwilowej radości, a nie życia. Mimo to postacie w "Północ i południe" są niezwykle wartościowymi ludźmi. Chwilami sama zastanawiałam się czy wszyscy w epoce wiktoriańskiej mieli tak szerokie wykształcenie i byli tak mądrymi i ciekawymi osobami? Czy tylko w książkach spotkamy się z tak silnymi osobowościami? Nie mówię tu tylko o dżentelmenach i paniach z dobrego rodu, bo wiedza i pośredniość "szarych" ludzi też mnie zaskakiwała. 

Bardzo nie podoba mi się porównanie do książek Austen czy Bronte, bo Gaskell ma swój indywidualny styl. Jej książka jest zupełnie inna. Zderza ze sobą trzy światy. Świat starej Anglii, pełnej dżentelmenów i dam, których największym problemem jest dobór odpowiedniej sukni. Świat pędzących za nowoczesnością przedsiębiorców. Surowych w obyciu, a jednak jakże interesujących, aż na samym końcu świat zwykłego szarego pracownika, bez którego te dwa wyżej by nie istniały. 

Muszę wspomnieć o tym w jak cudowny sposób Gaskell piszę o miłości. Nie jest to uczucie tak porywcze jak można by się było spodziewać. Jest pełnie dobroci i dojrzałości. Czułam wszechogarniającą radość czytając słowa bohaterów. Jakże się pomyliłam myśląc, że dostanę romans w stylu "Dumy i uprzedzenia". "Północ i południe" to zderzenie charakterów, efekt obserwacji ludzi i świetne przedstawienie istot ludzkich. 

"Błagam Cię o rozważną miłość, mądrą nieustannym staraniem, by szczęście przyjmować radosnym uśmiechem, by umieć osuszyć łzy.
I błagam o serce niepamiętające o sobie, zdolne pocieszać i współczuć" 

Na sam koniec muszę powiedzieć, że jestem wielką fanką takich książek. Nic na to nie poradzę. Widzę ciągłe uśmieszki moich znajomych gdy mówię, że czytam książkę, której akcja rozgrywa się w XIX wieku, gdzie życie płynie wolno, prawie tak samo jak losy bohaterów, gdzie można delektować się lekturą, po woli bez pośpiechy poznawać postacie i rozkoszować się klimatem wiktoriańskiej Anglii.. Stylem życia ówczesnych ludzi, ich sposobem mówienia, stylem ubierania, ich światopoglądem.
Powieści tego typu trzeba po prostu lubić. Nie znam słów zachęty, by powiedzieć jak bardzo wartościową lekturą była dla mnie książka Elizabeth Gaskell. 

Książka: "Północ i południe" Elizabeth Gaskell wyd. Świat Książki 2011 str. 576

sobota, 2 lutego 2013

A może serial?


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć ulubionych seriali!   Kreatywna. net  


Długo zastanawiałam się nad dołączeniem do akcji TOP 10, aż spoglądam sobie w piątek na nowy temat i widzę ulubione seriale i wiecie co.. nie mogłam się powstrzymać, bo przecież jestem maniaczką dziwnych seriali, ba ostatnio nawet bardziej niż książek.

Zabawne nawet teraz w tle ładują mi się trzy seriale, które namiętnie oglądam. Już proszę się nie niecierpliwić przechodzę do sedna sprawy. (kolejność zupełnie przypadkowa)  



Spin-off popularnego w latach 90. młodzieżowego serialu Beverly Hills

Prawda jest taka, że 90210 zaczęłam oglądać przez wakacyjną nudę. Kochany dobry Polsat. Kolejny odcinek rano, był jedyną motywacją bym wcześnie wstała. Tak się zaczęło i trwa do dzisiaj, co prawda jestem na 3 sezonie, ale szybko nadrobię. 



Spójrz na ostatni wpis najgłośniejszej bloggerki Manhattanu, Plotkary. 

Plotkara to moja miłość do grobowej deski. Nawet gdy się skończyła lubię czasami wracać do NY i bawić się dalej w najdziwniejszą grę świata... plotkę? 


Dobrze kto jest uważnym czytelnikiem mojego bloga, lub chociaż czasami tu zaglądał dobrze wie jaką miłością darzę ten uroczy trójkącik. Serial mnie zachwyca(chociaż po woli zaczyna nudzić i często mnie rozczarowuję, ale nie ważne) za to książki nudzą i mdli mnie na samą myśl o nich. 


O  "Grze o tron" i o książce i o serialu pisałam już nie raz nie dwa. Nie wiem czy ma sens się powtarzać? Powiem tylko tyle 3 sezonie czeeeeekam! 


A na temat tego serialu muszę stworzyć osoby post, bo nie da się opisać w skrócie. 
Niech podniesie łapkę osoba, która nie wierzy w szczęśliwe zakończenie? Niech pierwsza rzuci kamień osoba, która nie zna Śnieżki, Kopciuszka i innych bajkowych stworów? A teraz wyobraźcie sobie ich wszystkich z wielką amnezją w Storybrooke! Zapowiada się nieziemska uczta prawda? 


Polski serial? Czemu nie! Sama nie wiem dlaczego oglądam właśnie "Lekarzy"? Może to wina Małaszyńskiego, a może Różdżki? A może wszystkiego po troszku? 


Kutcher i Kunis <3 Czy trzeba coś jeszcze dodawać? Gdy masz zły humor, gdy Ci smutno, gdy Ci źle włącz That '70s Show ! 


Niech ktoś mi powie, że nie potrafimy robić dobrych seriali! Niech ktoś mi powie, że mamy niezbyt ciekawą historię. Niech ktoś powie, że Cichociemni są nudni.. to uduszę gołymi łapami! 


The Simpsons zaczęłam oglądać na Fox, bo leciał sobie serial z napisami. Douczałam się angielskiego równocześnie zakochując się w filozofii tej rodziny. 


Barney <3 Najbardziej niszczący moją psychikę serial. Sama nie wiem za co go lubię. Bardzo dawno nie oglądałam, ale chyba z tego wszystkiego sobie włączę. 



A wy macie jakieś swoje ulubione seriale? A może mówicie stanowcze nie? 

piątek, 1 lutego 2013

Rachunek sumienia- styczniowo-lutowy

Narzekam, usprawiedliwiam się jakby to miało jakiś sens.
Chyba każdy zauważył, że ostatnie miesiące, zwłaszcza styczeń był dla mnie dziwny. Zupełnie nie miałam czasu na nic, a może miałam czas, ale jakoś tak wszystko było ciekawsze od książek? 
Sama nie wiem. Czasami tak mam, że spoglądam na te moje "dzieciaki" i szlak mnie trafia, bo nie chcę mi się ich czytać. 

Nie mam ochoty na czytanie. Nie wiem jak to wytłumaczyć, jak się usprawiedliwić, po prostu nie mogę się skupić na tym co czytam. Od tygodnia przerzucam kartki książki "Północ i południe" Elizabeth Gaskell, jak głupia starając się coś przeczytać. 
Właściwie liczyłam na to, że w ferie coś zdziałam, że będę mieć tyle wolnego czasu, że poświęcę go tylko książką i blogowi. Boże.. jak się pomyliłam. Cały dzień śpię, a kiedy się budzę, albo włączę sobie jakiś film, albo zacznę oglądać seriale.. np. 90210, albo Once upon a time, albo kiedy już nabiorę ochotę na czytanie coś się zaczyna dziać i muszę rzucić lekturę w kąt. 
Dodatkowo mam najbardziej paskudny humor w historii paskudnego humoru! Nie mam zielonego pojęcia czy to wina pogody, czy ludzi, czy po prostu mojego skomplikowanego charakteru, że nie potrafię przeżyć jednego dnia bez kłótni. 

Jeszcze im dłużej wpatruję się w pustki na blogu to robię się bardziej podenerwowana. 

Powinnam odpoczywać w ferie, zająć się tym co lubię, ale nic mi nie idzie. Ani czytanie, ani nauka francuskiego, zero rękodzieła, zero nart.. zera wszystkiego. Czuję jaką wszechogarniającą pustkę. Nie żebym narzekała prawda, ale chyba oduczyłam się normalnego funkcjonowania. 

Nic nie obiecuję już. Nie mówię, że się poprawię czy coś, bo sama nie wiem jak bym miała to osiągnąć. 
Najgorsze jest to, że moim sposobem na taki humor jest kupowanie książek, więc jestem właścicielką wielu nowych perełek, ale co z tego, jak nie chcę mi się ich czytać. 

Proszę o wyrozumiałość i cierpliwość. 

A czy wy macie czasami taki zastój? Takiego wielkiego niechcemisia w kącie, który was ogranicza? A może tak jak ja wpatrujecie się w ścianę i zupełnie nic nie robicie, równocześnie czując jak głowa, z natłoku myśli za raz wam eksploduję? 


Nawiasem mówiąc jeśli trafiłeś na ten post, ale na blogu dzieją się dziwne rzeczy, to wiedz, że znowu coś zmieniam. Kiedyś musi być idealnie.