wtorek, 5 lutego 2013

"Północ i południe" Elizabeth Gaskell


Drogi przyjacielu zamknij oczy. Zamknąłeś? Teraz wyobraź sobie niewielki domek, w Helstone małej miejscowości gdzieś na południu Anglii, otoczony drzewami i piękny w swej naturalnej prostocie. Poczuj wiatr wiejący z południa, zapach róż rosnących nie opodal, a teraz otwórz oczy i co widzisz? Zadymione, ciemne Milton, miasteczko gdzieś na północy Anglii, poczuj dym wchodzący w każdą szparę twojego umysły, spójrz na niebo, którego nie widać, spójrz na smog  zasłaniający słońce. Przyjacielu czy wiesz co się dzieje z człowiekiem, gdy nie ma słońca? Umiera! 

Ale nie martw się, nie smuć, do robotniczego miasteczka przyjechało najjaśniejsze słońce na tej Ziemi. Panna Margaret Hale wraz z rodzicami. Od tej chwili życie mieszkańców nie będzie takie same.

Ale nim zacznie zmieniać życie innych musi pokonać swoje własne lekki i strach. Dama z dość dobrego domu. Wychowywana w Londynie przez ciotkę, najpierw wraca do rodzinnego domu, gdzie nie zostanie długo, bo jej ojciec ma inne plany. Wyjeżdżają do zadymionego Milton. 

"Tutaj kobieta odkrywa świat jakiego nie znała: pełen biedy, chorób i nieustającego wiązania końca z końcem. Tak właśnie wygląda życie pracującej dla Thorntona rodziny Higginsów, z którą się zaprzyjaźnia" 

Margaret nie może się odnaleźć w nowym miejscu. Czuję się samotna i pełna obaw o jutro. Mimo wszystko uśmiecha się i udaje silną, by wesprzeć ojca, ale kiedy nadchodzą ciężkie chwile i ona traci nadzieję. 

Jest jednak jakieś światło w tunelu. W mieście znajduje się człowiek, który pannie Hale uchylił by nieba. Jego uczucie jest nagle i bardzo zaskakujące, ale czytając jego wypowiedzi, taki niepoprawny romantyk jak ja, uśmiechał się sam do siebie. Czy w dzisiejszych czasach istnieje jeszcze taka miłość? Czysta i niezbrukana? Nieustająca nawet gdy panna Cię odrzuci? 

Karty powieści Gaskell przepełnione są dymem z fabryk. Nie mogę znaleźć innego określenia na panujący klimat w książce. Czasami zdarzają się chwilę radości, ale raczej wynikającej z chwilowej radości, a nie życia. Mimo to postacie w "Północ i południe" są niezwykle wartościowymi ludźmi. Chwilami sama zastanawiałam się czy wszyscy w epoce wiktoriańskiej mieli tak szerokie wykształcenie i byli tak mądrymi i ciekawymi osobami? Czy tylko w książkach spotkamy się z tak silnymi osobowościami? Nie mówię tu tylko o dżentelmenach i paniach z dobrego rodu, bo wiedza i pośredniość "szarych" ludzi też mnie zaskakiwała. 

Bardzo nie podoba mi się porównanie do książek Austen czy Bronte, bo Gaskell ma swój indywidualny styl. Jej książka jest zupełnie inna. Zderza ze sobą trzy światy. Świat starej Anglii, pełnej dżentelmenów i dam, których największym problemem jest dobór odpowiedniej sukni. Świat pędzących za nowoczesnością przedsiębiorców. Surowych w obyciu, a jednak jakże interesujących, aż na samym końcu świat zwykłego szarego pracownika, bez którego te dwa wyżej by nie istniały. 

Muszę wspomnieć o tym w jak cudowny sposób Gaskell piszę o miłości. Nie jest to uczucie tak porywcze jak można by się było spodziewać. Jest pełnie dobroci i dojrzałości. Czułam wszechogarniającą radość czytając słowa bohaterów. Jakże się pomyliłam myśląc, że dostanę romans w stylu "Dumy i uprzedzenia". "Północ i południe" to zderzenie charakterów, efekt obserwacji ludzi i świetne przedstawienie istot ludzkich. 

"Błagam Cię o rozważną miłość, mądrą nieustannym staraniem, by szczęście przyjmować radosnym uśmiechem, by umieć osuszyć łzy.
I błagam o serce niepamiętające o sobie, zdolne pocieszać i współczuć" 

Na sam koniec muszę powiedzieć, że jestem wielką fanką takich książek. Nic na to nie poradzę. Widzę ciągłe uśmieszki moich znajomych gdy mówię, że czytam książkę, której akcja rozgrywa się w XIX wieku, gdzie życie płynie wolno, prawie tak samo jak losy bohaterów, gdzie można delektować się lekturą, po woli bez pośpiechy poznawać postacie i rozkoszować się klimatem wiktoriańskiej Anglii.. Stylem życia ówczesnych ludzi, ich sposobem mówienia, stylem ubierania, ich światopoglądem.
Powieści tego typu trzeba po prostu lubić. Nie znam słów zachęty, by powiedzieć jak bardzo wartościową lekturą była dla mnie książka Elizabeth Gaskell. 

Książka: "Północ i południe" Elizabeth Gaskell wyd. Świat Książki 2011 str. 576

7 komentarzy:

  1. Jak Jane Austen, to ja już lecę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego typu książek czytałam jedynie "Wichrowe wzgórza", które bardzo mi się podobały. Przede mną "Duma i uprzedzenie" Jane Austen. Może dzięki tej książce w końcu się do tego gatunku określę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jednak nie lubię, kiedy fabuła danej książki rozgrywa się w XIX wieku, lub jakimś innym zamierzchłym okresie. Zdecydowanie bardziej preferuje współczesne realia, więc jeśli chodzi o ,,Północ i Południe'', to spasuje. Zresztą znam jej historie, bo oglądałam ekranizacje, która jakoś wyjątkowo przypadła mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią przeczytam, coś mnie do niej niesamowicie ciągnie ^_^

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznaje się bez bicia, że nigdy nie czytałam, tego typu książek. To nie tak, że one nie są dla mnie. Za "Dumę i uprzedzenie" albo "Wichrowe wzgórza" zabieram się już od dawna, tylko jakoś nigdy mi się nie udaje ich dorwać. Będę musiała to prędko zmienić, bo książka wydaje się ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam nigdy wcześniej o tej autorce, ale lubię od czasu do czasu udać się w podróż do XIX-wiecznego świata. W wolnym czasie chętnie rozejrzę się za tą powieścią :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.