piątek, 31 maja 2013

”Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë

Wichrowe wzgórza

Czasami nie zauważamy, że wszechświat robi wszystko, żebyśmy coś zaczęli lub coś skończyli. Od paru tygodni zabierałam się za przeczytanie „Wichrowych Wzgórz”, ale ciągle to odkładałam, aż do dnia kiedy za oknem szalała ulewa, wiatr wiał, szmerał cicho gdzieś między szczelinami w ścianach,krople deszczu nieśmiało uderzały o szyby, a ja siedziałam zawinięta w koc z kubkiem gorącej czekolady w dłoniach i zastanawiałam się, co mogę zrobić w taką pogodę? Otworzyłam powieść Emily Brontë i przepadłam wśród wzgórz i wrzosowisk, gdzie natura tworzyła niespotykany, mroczny i tajemniczy klimat, tło do opowieści o miłości i nieszczęśliwym ludzkim samotnym bycie.

Nie mogę zebrać się by napisać tą recenzję. Sama nie wiem czy to wina tego co się dzieje na dworze?Niebo płaczę, a ja razem z nim. Czy raczej tego, że boję się wyrazić słowami uczucia jakie wywarły na mnie „Wichrowe Wzgórza”?

„Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało  a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego."

Dobrze wiecie o tym, że jestem niepoprawną romantyczką,że sięgam po książki, których akcja dzieję się w odległych czasach, że uwielbiam zatracać się w świecie bohaterów, w pewien sposób się z nimi utożsamiam i zostawiam kawałek duszy gdzieś między pierwszą, a ostatnią stroną książki.

Chciałabym powiedzieć, że powieść Brontë to nie tylko opowieść o wielkiej miłości, ale nie jestem w stanie nad interpretować słów jakie miałam przyjemność przeczytać. Zaznaczyłabym tylko, że „Wichrowe Wzgórza” to wielki zlepek trudnych charakterów. Historia ludzi, których osobowość jest tak niesamowicie indywidualna, że w połączeniu tworzą mieszanką wybuchową. I chyba właśnie portret psychologiczny bohaterów jest dla mnie najbardziej interesujący. Rzadko mi się zdarza oceniać zachowanie postaci bez wniknięcia w ich motywy. Nie można uznać, że Heathcliff jest zły tak samo jak to, że Catherine jest samolubna. Każdy z nas ma na swoim karku ciężki bagaż doświadczeń. To one nas kształtują i sprawiają, że jesteśmy tym kim jesteśmy.

Jak dla mnie strony „Wichrowych Wzgórz” przepełnione są smutkiem, żałobą, namiętnością, miłością, ale przede wszystkim melancholią,żalem za tym co utracone i potrzebą zemsty w najczarniejszej postaci. To nie kolejna ckliwa opowieść o zakochanych głupcach, kończąca się happy endem.

„Czas przyniósł ze sobą rezygnację i melancholię słodszą niż pospolita radość." 

To historia wielopokoleniowa, w której możemy zobaczyć jak bardzo podobni jesteśmy do swoich rodziców. Jak nieświadomie możemy przeżywać życie tak samo jak oni.
A na samym końcu stwierdzić, że bez miłości jesteśmy tylko zgorzkniałymi bytami, które obwiniają wszystko i wszystkich za błędy i niszczą każde szczęście napotkane na swojej drodze, by tak umrzeć w samotności i spoglądać gdzieś z oddali na tych których próbowaliśmy zniszczyć. I zdać sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie osiągnęliśmy, bo życie ma to do siebie, że jest nieprzewidywalne i nigdy nie wiadomo, czy mieszając i knując nie sprawimy, że ktoś po prostu będzie przez nas niesamowicie szczęśliwy?

„Pyszni ludzie sami sobie przyczyniają zgryzoty.”

Mogę z czystym sercem zgodzić się, że „Wichrowe Wzgórza” to „arcydzieło literatury angielskiej,porywająca powieść napisana przez kobietę, o kobietach i dla kobiet”. Jestem przekonana, że nie będziecie żałować chwil spędzonych z książką i kiedy przeczytacie zrozumiecie, dlaczego tak trudno i dziwnie mi o niej pisać.
Jestem też ciekawa, czy tak jak ja, gdy dotarliście do ostatniej strony,poczuliście wielkie rozczarowanie i pomyśleliście, że jakoś tak szybko to się wszystko skończyło?

Książka:”Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë wyd. Bellona 2013 str.367

Przepraszam za jakość zdjęcia okładki, ale coś mi internet szaleję i nic nie chcę mi się dzisiaj dodawać grafika:( 


piątek, 24 maja 2013

"Księga Wszystkich Dusz. Tom 4. Powrót " Deborah Harkness



Bardzo zdziwiłam się czytając komentarze pod Stosikiem, że tak mało osób zna "Księgę Wszystkich Dusz".
Jak dla mnie jest to jedna z lepszych serii paranomal romance jakie czytałam. Nie jest to kolejna ckliwa powieść o nastolatce i wampirze. W powieści Deborah Harkness mamy do czynienia z dojrzałymi ludźmi  dorosłymi naukowcami, których fascynuje historia, posiadają ogromną wiedzę, są bardzo interesujący i co najlepsze w Tomie 4 nadal znajdują się w elżbietańskiej Anglii co dla mnie jest najlepszym wątkiem książki.

„- Naucz swoją żonę, jak przekonująco kłamać, panie Roydon. Musi być lepiej wyszkolona w sztuce oszukiwania, bo inaczej nie przetrwa długo na dworze. - Świta bardziej potrzebuje szczerości niż kolejnych dworzan - Matthew wziął ją pod rękę. - Diana pozostanie, jak jest. -Mąż, który ceni u żony szczerość... - Elżbieta pokręciła głową - To najlepszy dowód na to, że świat się kończy, jak przepowiedział doktor Dee.”

Nie będę się rozpisywać nad fabułą książki, bo to już czwarta część i prawda jest taka, że jeśli ktoś nie miał okazji sięgnąć po pierwszą to streszczenie fabuły nic nie da, a tylko zdenerwuję! 
Muszę tylko zaznaczyć, że zabieg przeniesienia bohaterów w inne czasy jest świetny. Naprawdę dobrze czyta się o zwyczajach ludzi, ich życiu i całej tej angielskiej otoczce. Elżbieta I jak i jej ojciec od zawsze mnie fascynowali dlatego czytanie o nich sprawiło mi ogromną frajdę. Dodatkowo dla takiego fana historii jak ja każde przenoszenie się w czasie i spotkanie z "innością" jest ciekawym przeżyciem.


Ale jest jedno zastrzeżenie. Jeśli Tom 4 to koniec spotkań z Mathew i Dianą to mówiąc bardzo brzydko trafi mnie szlak! Nie wolno tak kończyć całej serii. Mnóstwo nierozwiązanych wątków, mało wyjaśnień dotyczących tytułowej księgi, ba prawie żadnych! Historia głównych bohaterów nagle urwana.. nie to by była totalna porażka.. chociaż w sumie mogłabym się łudzić, że wszystko dobrze się skończyło, ale przecież jest tyle wskazówek, że musi być coś jeszcze! 


„Pamięć była krótka, a historia nieżyczliwa. Tak to już jest na tym łez padole.”


Recenzja jest naprawdę bardzo króciutka i oklepana, ale trudno mi pisać o kolejnej części książki. Ja po prostu jestem zakochana w całej tej serii i polecam wszystkim sięgnąć po pierwszą, bo nie będziecie żałować. A jak przeczytacie Tom 4 to zrozumiecie moje niezadowolenie i lekkie rozczarowanie. Chociaż właściwie wszystko było w porządku pod warunkiem, że będzie jeszcze jedna część.

Książka: "Księga Wszystkich Dusz. Tom 4. Powrót " Deborah Harkness wyd.Amber  2013 str.384
_____ _____ ______ ______ ____ ____ _____ _____ ____ ____ ____ ___ ___ ___ _____
Obawiam się, że w najbliższym czasie będą pustki na blogu, ponieważ zbliża się koniec roku i muszę poświęcić swoją uwagę raczej szkole i ocenom, a nie blogowi i przyjemnością, ale to potrwa tylko jakieś dwa tygodnie. Postaram się w tym czasie coś przeczytać! 

sobota, 18 maja 2013

"Lucian" Isabel Abedi



Zaczynam być sama na siebie zła. Ciągle czytam podobne książki i mimo,że po skończeniu kolejnej mówię "ta była ostatnia" za chwilę sięgam po podobną. Zaczynam być tym zmęczona, tak samo jak tym, że czerpię co raz mniejszą przyjemność z czytania. Wczoraj złapałam się na tym, że rozglądałam się po bibliotece w poszukiwaniu książki, która mogłaby się wydawać ciekawa i pełna sprzeczności, żebym miała o czym tu napisać. Troszkę błędne koło.. ale nie dam się. 

"Lucian" Isabel Abedi to kolejna książka z serii paranomal romance, tylko, że jakoś tak dobrze sklejona, że o tej miłości jest niewiele. Autorka skupiła się przede wszystkim na pokazaniu życia głównej bohaterki. Na jej relacjach rodzinnych, na jej przyjaźniach i niej samej. 

Przyznam, że książkę początkowo czytało mi się dość topornie. Strasznie długie opisy, rozterki Rebeki, jej irracjonalne poszukiwanie nieznajomego i denerwująca mnie najlepsza przyjaciółka z natrętnym przyjacielem.
Interesujące zaś były relacje rodzinne głównej bohaterki. Matka lesbijka, ojciec z żoną w Los Angeles. Naprawdę ciekawie czytało się o więzi łączącej dziewczynę z matką i jej partnerką, a później życie Beki w LA z macochą i ojcem. Rzeczywiście na to warto zwrócić uwagę! 

Co do wielkiego uczucia łączącego Rebekę i Luciana? Co do samego Luciana? To mogę powiedzieć tylko tyle, że nagle nie wiedziałam nic, żeby po chwili natłok informacji spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. 
Za szybko, naraz, albo za wolno i zbyt długo(zależnie od punktu widzenia) czekało się na rozwiązanie. 

Muszę przyznać, że Lucian to nowa nadprzyrodzona postać w książkach. Z taką się jeszcze nie spotkałam, ale nie podobała mi się. Cała otoczka, cała historia wydawała mi się lekko niedopracowana, fakt pomysł niezły, ale wykonanie średnie.

„Są w życiu rzeczy, o które trzeba walczyć, ponieważ czas, jaki na nie zostaje, niekiedy jest krótszy, niż sądzimy.”

Nie zachwyciłam się "Lucianem", ale też nie rozczarowałam. Właściwie to nie mam zdania na temat tej powieści. Przeczytałam, ale na pewno jej nie zapamiętam i nic z niej nie wyciągnę. Mogłabym powiedzieć, że zmarnowałam dwa dni, ale z drugiej strony każda przeczytana książka to nie marnowanie czasu, a raczej jego zabijanie. 

Mówiąc w skrócie. Jeśli macie ochotę na kolejną książkę z serii "nowe istoty" z miłością w tle, ale nie wymagacie zbyt dużo to proszę śmiało, ale jeśli wolicie paranomal romance bardziej wciągający czy książki zupełnie inne.. odradzam..

Książka:"Lucian" Isabel Abedi wyd. Nasza Księgarnia 2011 str.528

czwartek, 16 maja 2013

"Wyścig śmierci" Maggie Stiefvater



Wyścig śmierci - Maggie Stiefvater

Stoisz na plaży. Jesienna bryza targa twoimi włosami. Czujesz smak soli i piasku w ustach. Spoglądasz na wzburzone morze. Fala, za falą uderza o brzeg. Ale nagle jedna z nich pędzi szybciej, wygląda inaczej.. przecierasz oczy ze zdziwienia. To nie możliwe myślisz. Koń wyszedł z morza i pędzi niebezpiecznie po plaży. Dopadł owcę na pastwisku... przeraża ludzi.. już biegną po niego łowcy.. chcą go złapać, ale ten w obronie rozrywa człowieka na pół.. czujesz, że woła go woda. Nagle daje susa i znika w morzu, ale nie każdy miał takie szczęście. Niektóre konie zwane each uisge, czy kelpie zostały schwytane i co roku biorą udział w Wyścigu Śmierci!
Silne, niebezpieczne, głodne.. zawsze dosiadane przez mężczyzn. Zawsze tylko silna płeć brała udział w wyścigach.. do czasu...


„Problem polega na tym, że ta dziewczyna jednocześnie mnie fascynuje i odpycha: jest lustrem, w którym widzę siebie, i drzwiami do tej części wyspy, do której nie należę.”

Fakt nie miałam zielonego pojęcia czego się spodziewać po tej książce. Nie spotkałam się wcześniej z żadną książką autorki, opis właściwie dużo mi nie dał, ale za to okładka kusiła.

Jeśli myślicie, że dostaniecie zwykłą książeczkę o miłości dla nastolatków z czymś w tle to się grubo mylicie. Fakt.. jest wątek miłosny między dwojgiem bohaterów, ale on jakoś się tak gubi w całości. 
Kolejna autorka, która zastosowała narrację wieloosobową, Co chwilę zmieniał się punkt widzenia opowieści co po raz kolejny działa na plus! 

Trzeba zaznaczyć, że pomysł na fabułę i nowe "nadprzyrodzone istoty" bardzo oryginalny. Ale jednak nie powiem wam o co chodzi.. bo stracicie całą przyjemność z czytania. Naprawdę odkrywanie całej historii wyspy, ludzi, koni jest świetną zabawą i przygodą. 


„Gdzieś niedaleko słychać jęki jakiegoś człowieka. Został stratowany, zrzucony albo ugryziony. Jego zawodzenie kryje w sobie wyrzut albo zdziwienie. Czyżby nikt go nie uprzedził, że ten piasek rodzi ból, zasiany dawno temu i podlewany naszą krwią?"

Autorka stworzyła historię z głębszym dnem. Nie ma tu głupich  dzieciaków, które nie wiedzą czego chcą. Poznajemy bohaterów silnych i w trudnych sytuacjach życiowych. Ich decyzje są odważne i odpowiedzialne. To duża różnica i przyjemność czytać w końcu o jakiś normalnych ludziach, którzy reprezentują sobą coś więcej. 

"Wyścig śmierci"pochłonęłam w kilka godzin. Akcja i wydarzenia tak płyną, że żal mi było zostawić coś na później. Zakładałam, że jeden rozdział i dość.. ale coś się nagle działo i bum... musiałam brnąć dalej. 


„Pożerasz ją wzrokiem. Aż dziwne, że my możemy ją jeszcze zobaczyć.

Czytając książkę Stiefvater miałam cały czas morze przed oczami. Czułam jego zapach. Czułam, że jestem "w książce", mimo, że nie zwróciłam większej uwagi na opisy, one po prostu się pięknie wplatały stwarzając taki fajny klimat. 

Oczywiście nie jest to książka na miarę Szekspira, ale wy dobrze wiecie, że ja takie lubię i je polecam. 
Muszę powiedzieć, że warto, bo historia jest tak różna od tych wszystkie wkoło, że czytanie o "koniach ludożercach" sprawiło mi wielką frajdę.

Książka: "Wyścig śmierci" Maggie Stiefvater wyd.Wilga2012 str.488




poniedziałek, 13 maja 2013

"Szczęściarz" Nicholas Sparks


Przyzwyczaiłam się do tego, że czytając książki Sparksa długo się zastanawiam jak on to robi? Jak sprawia, że pochłaniam je z taką szybkością z ciągłą myślą w głowie "Pięknie pisze o miłości".
Przeczytałam całkiem sporo książek Nicholasa i sięgnięcie po "Szczęściarza" wydawało mi się takie naturalne.Faktem jest to, że długo zwlekałam, ale po prostu na powieści tego pana muszę mieć odpowiedni humor, bo mimo, że są piękne to zazwyczaj towarzyszy im ten sam schemat, a mnie trafia, że życie nie jest takie kolorowe i nie ma happy endów. (Chociaż nie zawsze i w książkach były, ale skupmy się na "Szczęściarzu")


„(...) czasem rzeczy najzwyklejsze - kiedy się je dzieli z właściwymi osobami - bywają niezwykłe."

Nie będę się rozpisywać się nad tym, jak Sparks piszę, bo musiałabym poświęcić temu wiele, wiele miejsca. 
"Szczęściarz" był wciągający, napisany językiem lekkim, ale z nutką poetyckości(?!) coś w stylu.. proste słowa, ale dobrane w taki sposób, że czyta się z wielką przyjemnością...Akcja toczyła się dość gładko.. nie było chwili znużenia. Łatwo było się domyślić kolejnych wątków, bo autor ma to do siebie, że nie wprowadza nie potrzebnych bohaterów.. pojawia się w jednym rozdziale Viktor to wiadomo, że Viktor miał wpływ na czyjeś życie lub dopiero namiesza w książce. W tym wypadku szybko zorientowałam się o co chodzi, ale to nie zmienia faktu, że przyjemnie mi się czytało.. miałam cichą nadzieję, że mnie coś zaskoczy i fakt.. końcówka zaskoczyła. 


„Kiedy ktoś jest tak wyjątkowy, wiesz o tym prędzej, niż się spodziewasz. Poznajesz to instynktownie i masz pewność, że cokolwiek się stanie, już nigdy nie będzie nikogo takiego jak on.”

Przyzwyczaiłam się też do pewnych schematów w powieściach Nicholasa. Wątek miłosny.. oczywiście...śmierć...skomplikowane relacje rodzinne..w niektórych książkach wojna i pobyt mężczyzny w Iraku. Nie wiem co autor ma do Iraku, ale często czyni głównego bohatera żołnierzem. Mi się to wydaje średnie, bo czytając "Szczęściarza" miałam wrażenie, że wspomnienia Logana z wojny są jakieś takie dziwne. Zastanawiałam się czy to zabieg specjalny czy raczej słabo dopracowany wątek w książce  ja po prostu Iraku w "Szczęściarzu" nie kupuję, ale np. w "I wciąż ją kocham" było okey.



Bardzo lubię kiedy w książkach mamy do czynienia z narracją kilku bohaterów. Można rozeznać się w tym co się dzieje w ich głowach. Spogląda się na akcję z kilku perspektyw i ma się całkowity i jasny obraz wszystkiego. Naturalnie, że kobieta inaczej odczuwa wielką miłość, mężczyzna też.. a dodajmy to tego byłego męża... uczta dla zmysłów! 


„(...) miało być dobrze, jest jak zwykle.”

Logana polubiłam tak średnio. Wydawał mi się troszkę wyidealizowany  był całkowitym przeciwieństwem Keitha. Zostali dobrani na zasadzie kontrastu, ale jak dla mnie był przerysowany. Wielką symatię za to poczułam do Nany.. babci głównej bohaterki, ale to chyba mnie nie dziwi, bo to taki ciepły promyk w książce, dobra duszyczka. 

Beth..A raczej Elizabeth.. tej pani to zdecydowanie powinno poświęcić się więcej miejsca. Strasznie podobały mi się jej rozmowy z Loganem. Były pełne szczerości i czułam, że między tymi dwojga jest niesamowita chemia. Podziwiałam tą kobietę.. samotna matka..która radziła sobie całkiem dobrze. Straciła wszystko, a jednak potrafiła cieszyć się życiem, o ile można to tak nazwać. Niesamowicie kochała syna.. matczyna miłość, aż od niej biła. 


„Uczucia nie są czymś, co się zapala i gasi jak światło. Ale one przeminą z taką samą pewnością, z jaką dalej będzie padał deszcz.

Sparks ma to do siebie, że stwarza ciekawe postacie, takie totalnie ludzie, ale ma jeszcze jeden talent.. umieszcza akcję książki w takich miejscach i tak je opisuję, że zapragnęłam tam być. Tak zdecydowanie opisy w "Szczęściarzu" są niezłe. Lubię mieć jasną sytuację, gdzie, co i jak się dzieje. 




Tak sobie spoglądam na Filmwebie, na ekranizację i już widzę zasadniczą różnicę. Logan w książce miał długie włosy :) Filmu nie oglądałam, ale mam taki zamiar w najbliższym czasie. Zobaczymy jak sobie poradzili! 

Książkę polecam wszystkim, którzy lubią zarazem lekkie historie o miłości, ale równocześnie z głębszym sensem, poruszające dogłębnie i sprawiające  że kiedy dotrzemy do ostatniego zdania, zdamy sobie sprawę, że to wcale nie była historia miłosna. 


Książka: "Szczęściarz" N.Sparks.wyd. Albatros 2012 str.405


czwartek, 9 maja 2013

"Percy Jackson i bogowie olimpijscy tom I Złodziej pioruna" Rick Riordan


Kto ma ochotę czytać Homera? Czy ktoś kiedyś przebrnął z uśmiechem na ustach przez "Iliadę"? Możliwe.. ale takie lenie jak ja sięgają po książki, w których mitologia i bogowie grają pierwsze skrzydła, ale w jakiejś takiej prostej, łatwej i przyjemnej formie. 

Na samym wstępie muszę zauważyć, że "Złodziej pioruna" jak i chyba cała seria jest przeznaczona dla młodego pokolenia. Obstawiałabym tak 13-15 lat. Niestety dla takiej starej krowy jak ja czasami powieść wydawała się strasznie dziecinna, ale to nie zmienia faktu, że wciąga. 

„(...) Zeus i Posejdon się pokłócili. Jak zwykle poszło o to samo: "Matka Rea kochała cię bardziej", "Katastrofy powietrzne są lepsze od morskich" itd.”

Percy to dwunastoletni chłopak(hmm.. wiek jak dla mnie troszkę dziwny, zwłaszcza spoglądając na bardzo dojrzałe zachowanie bohatera.. myślę, że postarzenie go o hmm.. 3-4 lata osiągnęło by lepszy efekt, ale okey)heros, syn jednego z największych bogów i zwykłej śmiertelniczki, dla której Pan Mórz chciał zatrzymać przypływ. Co może czekać takiego dzieciaka? Wielkie życie, dom na Karaibach i służba? Ależ nie... Percy musi udowodnić kim jest i jaki jest. Kto mu pomoże? Oczywiście przyjaciele.. schematycznie.. mądra koleżanka i lekko ciapowaty kolega. Zajechało Harrym Potterem? Jak dla mnie bardzo....

Teoretycznie nic nie jest tu podobne do powieści Rowling, ale z drugiej strony ja nie mogę się pozbyć tego porównania. Odrobinę zagubiony chłopak, samotny, niezwykle utalentowany i "inny", dwójka przyjaciół, Obóz herosów, walka dobra ze złem.. zwycięstwo tego pierwszego.. 

"Chodził dziwacznie, jakby każdy krok był dla niego bolesny, ale to były tylko pozory. Trzeba było go widzieć , jak biegł, kiedy w stołówce podawali tortille”

Dobrze już dobrze, nie porównujmy dwóch innych książek. Skupmy się na Percy'm i jego przygodach. 
Autor książki ma świetny dar przekazywania zagmatwanych historii, żywcem wziętych z mitologii greckiej w przyzwoity sposób. Powiem, że dowiedziałam się kilku nowych rzeczy, które na pewno kiedyś się przydadzą. 

Nużyły mnie czasami długie opisy, ale może po prostu to piękne słoneczko za oknem, bardziej mnie kusiło niż kolejne strony powieści. Akcja toczy się dość szybko i przyjemnie. Nie ma tu nic zagmatwanego  skomplikowanego, ot taka lekka powieść z happy endem na wieczór. 

Szczerze nie wiem czy sięgnę po kolejną część. Mam nadzieję, że dalej "...bogowie olimpijscy.." stają się książką mniej dziecinną, bo mimo wszystko niedojrzałość i taka banalność biję na kilometr i trochę mnie to przeraża. Może gdybym zaczęła czytać ją parę lat temu lepiej bym ją doceniała.. ale na razie uznaję, że to dobra pozycja, ale bardziej dla maluchów niż dla "ludzi" którzy męczą się np. z "50 twarzy Greya" 
Wydaję mi się, że to dobra propozycja dla mam.. które chcą coś przekazać dziecku... coś więcej niż puste bajeczki. Taaak.. czytanie dzieciom TAKIEJ książki na dobranoc naprawdę przyniosło by fajne rezultaty. Wiem, bo wypróbowałam na kuzynie.. był zachwycony.. więc może warto spróbować? 

A wy znacie tą książkę? Macie podobne odczucia jak ja? Czy może się nie zgadzacie? Śmiało zapraszam do rozmowy... 

Książka:"Percy Jackson i bogowie olimpijscy tom I Złodziej pioruna" Rick Riordan wyd.Galeria Książki 2009 str.360 



wtorek, 7 maja 2013

Stosik?!

Był szał na czytanie. Nie mogłam przestać, ale teraz już jakoś troszkę zwolniłam i poczułam, że odpuszczę sobie te wszystkie książki, które mam obecnie na półce. I nagle pewna pani mnie olśniła.. powiedziała.. "Dodaj stosik"! Ma mnie to zmotywować do przeczytania sześciu książek, które zalegają i się kurzą. 
Może to jest myśl?!  Postanowiłam spróbować. A więc łapcie pierwszy stosik na moim blogu.. 
Ależ emocje... :) 



Może nie ma tutaj nic ambitnego, ale jestem z siebie taka dumna, bo do mnie należą tylko dwie książki! 
Tak.. ja również ograniczam się w kupowaniu książek.. stawiam na ebooki, bo muszę oszczędzać na wakacje. 

A więc od góry: 

R.R Riodan "Złodziej pioruna"wyd. Galeria Książki - pożyczona. Od dawna spotykam się z całą serię.. od dawna planowałam przeczytać. Lubię mitologię więc kto wie? 
D.Harkness "Księga wszystkich dusz. Tom 4. Powrót" wyd.Amber- mój własny zakup. Jeśli ktoś śledzi mój blog to wie, że jestem fanką tej serii. Nie mogę się doczekać jak się skończy. 
E. Bronte "Wichrowe wzgórza" wyd.Bellona-zakup własny. Pomyślałam, że muszę w końcu zapoznać się z takim klasykiem. Film lubię.. zobaczymy jak będzie z książką.
M.Stiefvater "Wyścig śmierci" wyd.Wilga -pożyczona. Hmm.. szczerze nie wiem czego się spodziewać, jeszcze nie myślałam nad tą powieścią, ale polecana przez przyjaciółkę, a ja zawsze daję szansę powieścią
N.Sparks "Szczęściarz" wyd.Albatros-pożyczona, ale to nie zmienia faktu jak bardzo chcę ją przeczytać. Wszyscy wiedzą, że jestem fanką Sparksa.. muszę coś dodawać? 
I.Abedi "Lucian" wyd. Nasza Księgarnia - pożyczona. Okey.. tutaj to już kompletnie nie wiem czego się spodziewać. Zobaczymy.

Jeszcze w między czasie poczytuję sobie "Pana Tadeusza"(co idzie jak po grudzie, ale co tam) i ebooka "Mistrz" Katarzyny Michalak.

Znaleźliście coś dla siebie? Coś wam szczególnie się spodobało? A może macie już coś za sobą? 

Ja uciekam czytać. Mam chwilę czasu więc się zmotywuję, chociaż taka piękna pogoda.. tyle rzeczy do zrobienia, że nie wiem czy mi się chcę. Jaki z tego wniosek? Mam nadzieję, że STosik mnie zmotywuję. 
 Ściskam D.

sobota, 4 maja 2013

"Nadzieja" Katarzyna Michalak



Przemoc w rodzinie to naprawdę bardzo trudny temat. Czasami wydaję mi się, że jest to temat tabu. Dlaczego? Bo strasznie dużo ludzi nadal myśli, że jeśli rodzice nie wychowują dziecka twardą ręką to nie wyrośnie ono na dobrego i kochającego człowieka, ale jak ma się takim stać skoro... skoro czerpie wzorce z ojca czy matki? Jeden dorosły nie będzie bił dziecka, bo rodzice go bili, zaś drugi będzie je lał, bo tak było zawsze w jego domu. To smutne, ale jakże prawdziwe!

Muszę przyznać, że przez chwilę miałam wrażenie, że czytam raczej opowiadanie, a nie książkę. Sama nie wiem dlaczego? Może przez to, że wszystko tak szybko się skończyło? 

Ciężko jest mi pisać o "Nadziei" naprawdę. Wydawało mi się, kiedy skończyłam czytać, że wiem co mam do przekazania, że wiem jakie uczucia mną targają, ale teraz już sama nie wiem. Zabawne,jak książka może zachwiać nam odbiór rzeczywistości prawda? 

„Wracałeś za każdym razem. Ja ciebie raniłam, zdradzałam, zawodziłam, ty odchodziłeś, leczyłeś rany na ciele i na duchu, wybaczałeś – za każdym razem mi wybaczałeś – by wracać.


Książka od samego początku zaskakuję. Bardzo podobało mi się mieszanie czasu, wtrącanie fragmentów jakby z pamiętnika głównej bohaterki. Dzięki temu czytelnik dostał całkowity obraz rzeczywistości, który szokuję. Muszę przyznać, że momentami powieść wydawała mi się odrobinę nieprawdopodobna, ale może dlatego, że mój świat jest taki prosty, nie ma tutaj mafii, pieniędzy, Warszawy, wszystko płynie spokojnie i monotonnie. 

"Nadzieja" to opowieść o  zagubionych w świecie ludziach, na których dzieciństwo odbiło krwawy ślad. 
Ona.. piękna lecz zawsze poniewierana. Z zachwianą samooceną, typowa ofiara przemocy domowej(chociaż co ja wiem o przemocy....)On.. buntownik, sierota, samotnik...Razem przeciw światu.. ale dopiero gdy odnajdą się po wielu, wielu latach. 

Uderzyło mnie zachowanie głównej bohaterki. Jej zagubienie, chęć akceptacji i odrobiny miłości pchało ją w najgorsze rejony. Sprawiało, że traciła siebie, cel w życiu i zdolność racjonalnego myślenia. Pragnęła tylko miłości, ale kiedy ją otrzymywała uciekała od niej. Może rzeczywiście Aleksiej miał rację mówiąc, że musiała być ofiarą, bo inaczej jej życie nie miało sensu? Nie wiem.. dzisiaj, wczoraj czytając książkę.. krzywiłam się na samą myśl, jak bardzo Liliana pozwalała sobą pomiatać... ale z drugiej strony ja nigdy nie będę na jej miejscu. Nikt mnie nie bił w dzieciństwie, nie byłam ofiarą przemocy.. ja wiem, chyba jak większość z nas, że życie tak nie może wyglądać, ale kobieta, która całe swoje życie jest ofiarą czy ona to wie? 

Aleksiej jest w książce dla mnie Aniołem Stróżem Liliany. Nie potrafię znaleźć innego określenia dla tego mężczyzny. Muszę przyznać, że przypominał mi typowego złego chłopaka, który tylko przy ukochanej potrafi się zmienić. 

Dwa bardzo silne charaktery. Dwie przejmujące historie i uczucie, które przetrwa wszystko. I Nadzieja w tle. Wielka dawka uczuć i emocji  na wysokim poziomie literackim. 

I na sam koniec muszę przyznać, że długo planowałam spotkanie z panią Katarzyną Michalak, odwlekałam je ile się dało, ciągle powtarzając dam jej kiedyś szansę. Aż pewnego popołudnia dostałam wiadomość od niezastąpionej Antyśki( właścicielki bloga Słowa Czytane)i tak by nie być skończoną lamą postanowiłam jak najszybciej przeczytać "Nadzieję" i muszę serdecznie podziękować Antyśce, bo gdyby nie ty to bym nadal się leniła i nie poznała tak dobrej książki. Czuję, że moja przygoda z książkami Michalak dopiero się rozpoczyna! 


czwartek, 2 maja 2013

Tweetnij coś!

Jak powiedziała tak zrobiła i wpadła na Twittera! 
Ależ będzie zabawa! Co z tego, że jeszcze się nie połapałam jak to działa.. jakoś sobie poradzę..!
Jakby ktoś chciał mnie znaleźć to zapraszam: 

Będzie mi niezmiernie miło jeśli ktoś tam czasami zajrzy. 
Hmm.. pewna pani radziła mi wpadać na facebooka, ale przyznam się szczerze, że jestem już nim znudzona, więc mam Twittera a co tam! 

A teraz łapcie coś na poprawę humoru 


Nie lenimy się Kochani! Tweetujemy, komentujemy, czytamy, odpoczywamy i UŚMIECHAMY SIĘ!


środa, 1 maja 2013

"Pięćdziesiąt twarzy Graya" E L James


Momencik. Muszę zebrać myśli, wziąć głęboki oddech jeden, dwa, trzy..Nie to nic nie dało. Totalnie nic. Zastanawiam się jak pierwszy raz powiedzonko "Ciekawość to pierwszy stopień do piekła" działa. Już nigdy więcej nie pozwolę mojemu cichemu głosikowi "przeczytają ją"  dojść do głosu. Zrobię generalny strajk! Zagłodzę się na śmierć! Może wtedy się opamiętam? 

Słyszałam naprawdę wiele o tej książce. Sporo pozytywnych opinii, zwłaszcza wśród znajomych, w blogosferze to już bywało różnie, ale zdawałam sobie sprawę, że są gusta i guściki. Postanowiłam przeczytać i... 

„.... o święty Barnabo ....”

Tak. Właśnie posłużyłam się cytatem, który Ana używała podczas najdziwniejszych zabawa z panem Greyem. Sama nie wiem co mam napisać. Muszę tłumaczyć o czym jest ta powieść? Muszę zaznaczać, że jest przepełniona erotyką i jak dla mnie czymś w rodzaju chorego fanatyzmu seksem? Muszę? Czy ktoś nie słyszałam o "fenomenalnej" powieści James? Obawiam się, że nie. 

I tutaj się zastanawiam na czym polega fenomen tej książki? Dlaczego ludzie się tak nią zachwycają? Czy coś wprowadza ciekawego do naszego życia? Uczy czegoś? Daje do myślenia? Daje zdecydowanie, ale raczej moje myśli mkną ku stwierdzeniu, że ludziom po prostu brakuje uczuć... zmysłowości, seksu. Czy naprawdę nasz świat aż tak się stacza, że takie powieści mają trzy części i ludzie to kupują? Uszczypnijcie mnie bo nie wierzę.

Zdarzało mi się czytać książki, w których było sporo erotyki, ale tutaj to ona się aż wylewa. I muszę przyznać, że nie czytało mi się tego dobrze, a wręcz to było obrzydliwie dziwne. Nie wiem, ja nie mam nic przeciwko takim scenom, ale tutaj to już był książkowy pornol. Naprawdę, łatwiej chyba było sobie włączyć taki film, może mniej by mnie to odrzucało? Nie wiem nie widziałam w tych opisach nic zmysłowego, nic ciekawego i dobrego.. nic co miało by dla mnie jakieś znaczenie. Rozumiem, że pan Gray uwielbia różne dziwne zabawki i raczej się to nie zmieni, ale mnie osobiści to przeraża. Przeraża mnie, że na świecie może być taka osoba i że to może komuś sprawiać przyjemność. I czytanie o tym i robienie tego... 

„Jest bardzo cienka granica między przyjemnością, a bólem. To dwie strony tej samej monety, jedna nie istnieje bez drugiej.”

Jestem zdecydowanie na nie. Chociaż muszę zauważyć, że polubiłam sceny, w których Ana i Christian byli ze sobą "normalnie". Kiedy rozmawiali, wymieniali się poglądami, kiedy Ana używała swojej "niewyparzonej buźki", kiedy pan Grey był odrobinę szarmancki i jakby okazywał uczucia wobec młodej dziewczyny. 
Dobrze czytało mi się również maile głównych bohaterów. Rzeczywiście wprowadzenie ich do książki nadało odrobinkę smaczku. 

Muszę przyznać, że gdyby te sceny erotyczne były rzadziej  odrobinę może ich mniej, zaś dużo więcej "normalnych" relacji między bohaterami to może nawet bym się skłoniła ku przeczytaniu drugiej części, bo przyznaję, że ten koniec zostawił niedosyt, ale jak za chwilę pomyślę, że znowu, będę musiała czytać to co oni robili i jak robili i czuć takie eeeee.. w środku.. to, to odpuszczam i zajmę się czytaniem książek, które mniej mnie wkurzają! 

Zabawne.. dopiero kiedy wrzuciłam zdjęcia okładki książki do tego posta zorientowałam się, że przedstawia to krawat.. chyba TEN KRAWAT! Ach.. no i po co ja was zachęcam? Takimi słówkami.. po co? U mnie właśnie się tak zaczęło. Rozmawiali o książce w taki sposób, że nie byłam w stanie przejść obok niej obojętnie.. ale za to teraz się zastanawiam jak można ją polubić? Jak można uważać, że to jakieś... arcydzieło(?!) Hmm.. może ja się nie znam? 

Nie mogłam się powstrzymać i dodaję ten post od razu po przeczytaniu, bo muszę poznać waszą opinię na temat tej książki.. jesteście za czy wręcz przeciwnie?

Książka: "Pięćdziesiąt twarzy Greya" E L James wyd. Sonia Draga 2012 str 605