sobota, 29 czerwca 2013

Stosik#3 Wakacyjny?

Czapki z głów moim drodzy! Właśnie spoglądam na świadectwo i własnym oczom nie wierzę. „Otrzymała promocję do trzeciej klasy liceum ogólnokształcącego” jak to dziwnie brzmi i wygląda.
Ale nie będę się rozpisywać nad tym co mnie czeka już za rok, bo jakoś to jeszcze do mnie nie dotarło. Teraz przede mną dwa miesiące obijania się i odpoczywania. Chociaż prawdę mówiąc mam takie plany na wakacje, że śmiem wątpić, że będę miała kiedy się lenić.

Postanowiłam mimo wszystko dobrze wykorzystać ten czas i w ten sposób uzbierałam całkiem niezły według mnie oczywiście stosik powiedzmy na wakacje. Jeśli uda mi się wszystko przeczytać w lipcu będę szczęśliwa, ale wiem już dzisiaj, że w okolicy 25 ucieknę na dwa tygodnie, żeby się smażyć na polskiej plaży, a zaś w sierpniu mam kilka ważnych spraw, więc sama nie wiem jak to będzie z tym stosikiem. Dodatkowo nadal zalegam jeszcze z poprzednim stosem, który mam nadzieję na dniach będzie skończony. I trzy recenzję się szybciutko ukarzą. Musicie jednak zrozumieć, że seria Milenium idzie mi jak po grudzie, a zaś o „Pokucie” to nawet nie myślę.

Skończę już moje gadanie i pokazuję stosik typowo wakacyjny? Śmiem wątpić.



„Ciemniejsza strona Greya”(musiałam ją już oddać więc nie widać akurat tej książki na zdjęciu) i „Nowe oblicze Greya” E L James wyd. Sonia Draga pożyczone
„Geneza” J. Khoury wyd. Wilga pożyczona (recenzja już jest)
„Imię róży” U.Eco wydanie z Kolekcji Gazety Wyborczej pożyczona
„Dom jedwabny” A. Horowitz wyd. Rebis własna, ale wygrana w konkursie u Agaty Jarzębowskiej
„Miłość w czasach zarazy” G.G. MarQuez wyd. Muza pożyczona
„W zwierciadle nie jasno” J.Gaarder wyd. Jacek Santorski& CO Wydawnictwo pożyczona
„Świat Zofii” J.Gaarder wyd Jacek Santorski& CO Wydawnictwo własna
„Stambuł. Wspomnienia i miasto” O.Pamuk wyd. Wydawnictwo Literackie pożyczona
„Woda dla słoni” S.Gruesn wyd. Rebis pożyczona
„Primavera” M.J Beaufrand wyd. Jaguar polecona przez StrawCherry własna

Do tego należało by jeszcze dodać kilka lektur które MUSZĘ przeczytać, ale o nich nie mam ochoty pisać. Wystarczy, że mnie straszą z półki nie muszą jeszcze z bloga :)
Gdzieś jeszcze w przestworzach mojego komputera zalegają e booki, ale podejrzewam, że nie zdarzę ich ruszyć.

I jak? Przypadło mam coś do gustu? Może coś znacie i polecacie najpierw? Oczywiście jak tam wasze „wakacyjne” stosiki? Mam się szykować na wielki buum i mnóstwo książek, które będę musiała przeczytać?

Nawiasem mówiąc założyłam konto w całym tym Google+ ale całkiem nie umiem się w nim połapać. Dodam za chwilę cały ten przycisk, ale prawdę mówiąc nie mam ochoty się z tym denerwować więc proszę macie tam na górze przycisk do Bloglovin i na razie to ogarniam. Tworzy się jeszcze strona na FB ale nie jest na tyle gotowa, żebym wam ją „udostępniła”. Grr.. mam nadzieję, że nie zniknie opcja obserwowania, bo strasznie się wkurzę!


wtorek, 25 czerwca 2013

"Geneza" Jessica Khoury




Zastanawialiście się skąd pochodzimy? Jak nas stworzono? Kto w tym maczał palce? Bóg? Naukowcy? Czy może jeszcze coś innego? Zadam wam jeszcze jedno pytanie...Czy naprawdę chcecie wiedzieć jaki był początek?

Pia nie mogła gdybać. Wie z góry jak powstała. Dzięki yresy i katalizatora. Cały proces trwał kilkanaście lat. Kilka pokoleń walczyło o to, żeby nieśmiertelna dziewczyna się narodziła.

"Geneza" to swego rodzaju inicjatorka, jak mi się zdaje, nowego trendu w literaturze młodzieżowej. Wszyscy jesteśmy już zmęczeni wilkołakami, wampirami, czarownicami i innymi stworzeniami. Teraz nadszedł czas na nieśmiertelnego człowieka, ale człowieka stworzonego dzięki nauce i wiedzy, a nie przypadkowi i nadnaturalnej sile. Khoury stworzyła nowy świat i całkowicie innych bohaterów.

Akcja powieści toczy się w amazońskiej dżungli, gdzie w ukryciu naukowcy pracowali nad stworzeniem doskonałej, nieśmiertelnej istoty, która miała dać początek nowej rasie człowieka. Autorka w świetny sposób opisała tło do wydarzeń. Czułam na sobie spojrzenia dzikich zwierząt, wilgoć i zapach lasu. To naprawdę bardzo cenne, kiedy książka tak oddziałuje na moje zmysły. Czytanie staję się wtedy wielką przyjemnością, nawet jeśli momentami "Geneza" była dla mnie nużąca.

Sporą część mojej recenzji powinnam poświęcić bohaterom, ponieważ są świetnie skonstruowani. Poznajemy ich motywy postępowania, trud związany z podejmowaniem naprawdę trudnych życiowych decyzji i co najważniejsze nie ma tutaj miejsca na super bohatera. Idealność jest jakby gdzieś po za dżunglą, chociaż Pia może sprawiać wrażenie dziewczyny doskonałej to wcale taka nie jest.

W "Genezie" mamy do czynienia z wątkiem miłosnym, ale był on dla mnie tak dziecinny, niewinny i czysty, że momentami wydawał mi się nieprawdopodobny,ale za to relację między Pią, a innymi bohaterami były autentyczne i bardzo poruszające.

Szczerze nie spodziewałam się, że typowa, lekka powieść może dać mi tyle do myślenia. Gdzieś między wierszami otrzymujemy historię pełną prawdy o ludziach. O tym co są w stanie poświęcić "dla wyższego celu", wyższego tylko z pozoru.

"Geneza" od pierwszych stron nie zachwyca. Czasami sprawiała, że miałam ochotę odłożyć ją i nigdy więcej do niej nie wracać, ale kiedy pochodzenie Pii zaczęło się wyjaśniać powstrzymywałam odruchy wymiotne. Tak, dobrze przeczytaliście... rozwiązanie było strasznie szokujące, ale myślę, że dzięki temu książka zyskała w moich oczach i jest godna zapamiętania. Z czystym sumieniem mogę również polecić ją wszystkim fanom lekkiej lektury.

Książka: "Geneza" Jessica Khoury wyd. Wilga 2012 str. 511

niedziela, 23 czerwca 2013

Downton Abbey

Pogoda jest taka piękna, że aż za piękna. Słońce praży tak, że aż leje się z człowieka. Nie pozostaje nic innego jak smażyć się na dworze, albo zaszyć się w zimnym pokoju i odpocząć. Postanowiłam pooglądać serial, który mnie strasznie zachwycił!

Downton Abbey

To zarówno tytuł serialu, jak i nazwa posiadłości, która jest tłem dla burzliwych przemian społecznych, które miały miejsce w Wielkiej Brytanii.



Strasznie podoba mi się klimat i aura wielkiej szlachetności o ile to tak można nazwać w serialu. Jestem niemal oczarowana postępowaniem szlachty angielskiej. Ich wychowanie, maniery, szacunek i wyższość nad innymi, sprawie, że serial ogląda się z zapartym tchem.

Muszę przyznać, że na samym początku to co mnie teraz zachwyca, wcześniej lekko przerażało. Nie rozumiałam postępowania bohaterów. Nie mogłam pogodzić się z panującymi zasadami i dyskryminacją kobiet, ale z czasem zdałam sobie sprawę, że tak wyglądało życie i nie ma co się krzywić, tylko stawić temu czoło, bo ja to tylko oglądam, a kobiety w XX wieku musiały przez to przechodzić. Ale nie mówię tu tylko o kobietach. Powinnam mieć na uwadze całe przemiany społeczeństwa. Zniesienia monarchii w większości krajów, zniesienie służby i równość, chociaż co do tej równości to można by się było zastanowić...


"Downton Abbey" rozpoczyna się tuż po zatonięciu Titanica czyli w roku 1912...Przez klika sezonów poznajemy lordowską rodzinę, która w wyniku katastrofy traci spadkobiercę. Zaczyna się usilna walka o majątek i istnienie rodu. I tutaj właśnie na scenę wkracza Matthew i jego matka. Od tej chwili nic nie będzie już takie same.

Nie mogę wam powiedzieć jak kończą się losy bohaterów, co się z nimi dzieję, ponieważ oglądam dopiero drugi sezon, ale wiem jedno... odcinki lecą mi jak szalone, ledwo zdążę włączyć kolejny, a już mam ochotę dalej zagłębiać się w tej historii.



Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem. Lubię oglądać świat z dawnej perspektywy. Chcę wierzyć, że gdzieś na świecie byli dżentelmeni, że dbało się o tradycję, kulturę wypowiedzi i ogólnie przyjęte maniery.
Czasami szokują mnie niektóre sceny. Nie rozumiem dlaczego kobieta nie mogła być dziedziczką, dlaczego nie pozwalano im pracować i wiązać się z klasą robotniczą, nawet jeśli była niemiłosiernie bogata. Bawię mnie pierwsze kontakty służby z telefonem czy zupełnie inne absurdalne i przekomiczne sceny. Tutaj naprawdę widać zmieniające się społeczeństwo. Z jednej strony mocno zakotwiczone w starej tradycji, a z drugiej wyrywające się jak ptaszek z klatki ku nowoczesności.

Byłam wzruszona przedstawieniem wojny z perspektywy tęskniących, zakochanych kobiet i równocześnie dziwnie podbudowana patriotyzmem mężczyzn.

W serialu wszystko i wszyscy mają swoje miejsce. Kolejnym plusem o którym należy wspomnieć jest wplątanie w wątki "lepszego państwa" wątków służby. Okazuję się, że służbie było o wiele bliżej do nas, współczesnych ludzi niż tym wykształconym, rozpieszczonym dzieciakom i ich rodzicom.

Dzięki połączeniu dwóch światów otrzymujemy pełen obraz XX wieku, który mnie osobiście zachwyca!


Oczywiście duża w tym zasługa aktorów, którzy są jak dla mnie bardzo wiarygodni, zwłaszcza w tych ślicznych strojach z dawnej epoki, w otoczeniu zamków i samochodów tak bardzo różnym od tych dzisiejszych.

Polecam, polecam, polecam.. wszystkim z duszą historyka, romantyków, bo nie brak tu historii miłosnych, ale jak dla mnie jest to film dla ludzi, którzy po prostu lubią takie klimaty.

A teraz mam do was dwa pytania!
Znacie może książki powiedzmy o podobnej tematyce? Klimacie? Nie koniecznie zależy mi na XX wieku. Chętnie poczytam coś o innych czasach .
I oczywiście czy znacie tematycznie zbliżone filmy lub seriale?
Będę dozgonnie wdzięczna za jakieś propozycje.



piątek, 21 czerwca 2013

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Stieg Larsson



Sześćset trzydzieści cztery strony może przerazić. Mnie przeraziło tym bardziej, że książka Larssona nie zachwyca od pierwszych stron. Źle zrobiłam, że najpierw obejrzałam film. Tak, zdecydowanie to był błąd, zważywszy na to, że "Dziewczyna z tatuażem" niczym się praktycznie nie różni od "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Są co prawda jakieś szczególiki, których raczej brakuje w ekranizacji, ale nie zakłócą to odbioru całości.

„Zawsze znajdą się ludzie skłonni wierzyć w to, co mają do powiedzenia złe języki.”

Obszerna powieść kryminalna szwedzkiego autora jak dla mnie jest dziwną książką. Momentami byłam okropnie znudzona, by już za chwilę pochłaniać kolejne rozdziały jak głupia.

Wątek kryminalny dla mnie nie był ciekawy, bo wiedziałam jak wszystko się skończy. Właściwie cały odbiór książki może być przeze mnie zachwiany, ponieważ ekranizacja dostarczyła mi odpowiedzi.

Starałam się więc skupić na pięknie języka, na bohaterach i na wszystkich tym co z ogólnie rzecz ujmując fabułą, nie ma nic wspólnego. Dlaczego właśnie na tym? Po prostu w innym przypadku zanudziłabym się na śmierć.

„Jeżeli wpadłeś w tarapaty- przejmij inicjatywę."

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" kojarzy mi się z książką, która jest totalnie współczesna. Prosty język, ale równocześnie nie prosty. Gładka akcja, a równocześnie zagmatwana.. tajemnica, którą praktycznie czytelnik sam rozwiązuje na samym początku, nagle okazuję się bardziej skomplikowana. Nowoczesność.. tylko takie słowo pasuję, aby opisać w skrócie tą powieść.

Kreacja bohaterów była dla mnie dziwna. Nie mogłam doszukać się drugiego "ja" w ich zachowaniu. Lubię czytać między wierszami i wyszukiwać ciekawych cech charakteru, starać się samemu tłumaczyć motywy postępowania postaci. Tutaj mi tego zabrakło. Dostałam "suchych" bohaterów, opisanych, ale bez możliwości znalezienia w nich "tego czegoś". A może była taka możliwość tylko ja ją przegapiłam? 

„Ani razu z nią nie flirtował. Przez cały tydzień był zajęty dochodzeniem. Pytał ją o zdanie, ale dawał po łapach, gdy popełniała błędy, i przyznawał rację, gdy słusznie go karciła. No, kurwa mać, traktował ją jak człowieka!”

Nie mogę napisać nic więcej. Nie wiem dlaczego. Strasznie się wymęczyłam i znudziłam czytając tą książkę. Nie będę się usprawiedliwiać, że to przez to, że widziałam ekranizację, bo zaczęłam czytać drugą część serii Milenium i jak na razie nie jestem do niej przekonana. Muszę przerwać tą przygodę i pomęczyć coś "odmóżdżającego", bo te szwedzkie kryminały są naprawdę ciężkie. 

Tymczasem dla wszystkich zabieganych i nie koniecznie lubiących czytać takie obszerne tomiska polecam film "Dziewczynę z tatuażem" naprawdę nie różni się zbytnio od książki, więc spędzicie miło czas i będziecie doskonale wiedzieć o co chodzi. 

Książka: "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Stieg Larsson  wyd. Czarna Owca 2011 str. 634

środa, 19 czerwca 2013

Piękne Istoty


Od dawna polowałam na książkę, ale zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Nigdzie jej nie ma. W bibliotece nie widać, na półkach u znajomych też, ebooka nie mam obecnie na czym czytać,a pieniędzy na książkę też brak. Co więc robię? Oglądam film. 

Postanowiłam, że jeśli wciśnie mnie w fotel i będę go oglądać z otwartą buzią ze zdziwienia to uzbieram pieniążki i pobiegnę do księgarni. No cóż... chyba jednak po dwóch godzinach mój entuzjazm odrobinkę zmalał... 

Pierwsze na co chcę zwrócić waszą uwagę to niesamowity klimat filmu. Tajemniczość, ciemność i dziwne iskry między bohaterami sprawiają, że aż chce się oglądać "Piękne Istoty". Kiedy zaczęłam seans zwróciłam uwagę na jego mroczność i narrację. Co prawda przez dłuższą chwilę nie miałam pojęcia o co chodzi, ale kiedy się odrobinkę zorientowałam zaczęłam czerpać garściami z całej tej otoczki. 

Mam to do siebie, że staram się nie oceniać aktorów, których widzę właściwie pierwszy raz. Chcę ich poznać, nacieszyć oko ich grą. Niestety główny bohater Ethan ( Alden Ehrenreich) był dość słaby. Zdziwiłam się, że nie "dostałam" na tacy jakiegoś ciacha, który jednym spojrzeniem, sprawiałby, że fanki rozpływałyby się jak skwarki na patelni. To nawet zabawne, że taką rolę dostał jak dla mnie dość przeciętny chłopak. Wydaję mi się, że najzwyczajniej w świecie stawiamy na jakość, a nie na prezencję. Cóż do tej jakości też bym się mogła przyczepić, bo średnio mi się podobała jego gra, ale fakt faktem czuć było chemię między nim, a Alice Englert, czyli Leną Duchannes.



To do tej pani. Hmm.. raz była naprawdę przekonująca i wyglądała dość zabójczo, żeby już za chwilę stać się ciepłą kluseczką, kolejną dziewczyną bez wyrazu, o której zapomną tuż po obejrzeniu filmu.  Dla mnie była po prostu zwyczajna, żadna rewelacja, ale źle też nie było. 

Moją uwagę za to zwrócili aktorzy grający drugoplanowe role. Nie mam porównania z książką(a szkoda!), ale cała rodzina Leny była naprawdę zabawna, pełna sprzeczności i w swej dziwności totalnie odrealniona. 

Nie narzekam na to, że akcja się wolno toczyła. Naturalne jest, że pierwsze części ciągną się jak flaki z olejem, wszak to dopiero wstęp. Końcówka i całe to przedstawienie klątwy wynagrodziło mi dość nudnawą godzinę, którą umilały tylko momentami interesujące i inteligentnie śmieszne dialogi. 



Tak mroczność i humor to zdecydowany plus. Wspominałam o tym, że pierwszy raz w życiu stwierdziłam, że sceny pocałunków głównych bohaterów były jakieś takie inne i fajnie się je oglądało? (dziwne spostrzeżenie, prawda?) 

Polecam "Piękne Istoty", bo to przyjemny film na wieczór. Po prostu film z serii "dobrze się bawmy". Sama nie wiem czy warto sięgnąć po książkę? Warto? 

Widzieliście film? Podobał się? Bardzo różni się od książki? Polecacie ją? 





  • Film: "Piękne Istoty" 2013 reż. Richard LaGravenese

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Konkurs! I wielkie zdziwienie...

Nadal nie mam na nic czasu..chociaż zaczynam chyba wakacje.. jeszcze tylko jeden sprawdzian i błogie lenistwo. Ale dzisiaj nie o tym.. 

Kilka dni temu dostałam wiadomość od autorki książki "Larista"- Mellissy  Darwood, która poprosiła mnie, abym upowszechniła za pośrednictwem mojego bloga konkurs dla fanek książki! 


Przyznam się, że pierwszy raz coś takiego mnie spotkało, ale zważywszy na to, że autorka pofatygowała się, żeby do mnie napisać, przeczytała moją recenzję.. (którą możecie znaleźć o tutaj), pochwaliła mój blog, przez co zrobiło mi się jakoś tak cieplej na serduchu i stwierdziłam, że prowadzenie bloga ma sens.. :) Chociaż ostatnio mnie tu nie ma .. za co po raz enty przepraszam. 

Nie przeciągając... 


Konkurs Larista
Wygraj „Laristę” z dedykacją od autorki i bonusem, który umili ci czytanie powieści.
Co zrobić by wygrać? 
Opisz, jakie cechy, twoim zdaniem, posiadać paranormal romance,
od którego nawet siłą by cię nie oderwano? (max 1500 znaków ze spacjami, w języku polskim ;))

Na wasze e-maile do 13.07.13. czeka autorka Laristy:
md@melissadarwood.com
W treści zgłoszenia proszę umieścić zdanie: wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych oraz upowszechnianie mojej pracy do celów niniejszego konkursu.
Najbardziej oryginalny, twórczy i nietuzinkowy opis wygrywa.
Zwycięska praca oraz najciekawsze opisy zostaną udostępnione na fanpage’u Laristy: tinyurl.com/facebook-larista
Tutaj łapcie jeszcze link, gdyby ktoś potrzebował jakiś innych informacji 
Ja tam nadal nie mogę uwierzyć, że autorka wpadła na mój blog i zauważyła moje wypociny. To naprawdę dziwne uczucie. 
Miłego tygodnia i dziękuję za cierpliwość.. wrócę już niedługo.. 


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Uwaga, uwaga!



Nienawidzę jak blog świeci pustkami, a ja codziennie na niego zaglądam i mam wyrzuty sumienia. Dlatego postaram się usprawiedliwić.
Kilkanaście dni temu prezentowałam stosik, był plan, żeby wszystko przeczytać. Niestety nie jestem obecnie w stanie tego zrobić. Jest kilka spraw, które bardziej mi zaprzątają głowę. Musicie mi wybaczyć.

Dzisiaj zrobiłam rundkę po bibliotece i mam sporo nowych nabytków na wakacje. Tak dobrze widzicie wszystko postaram się przeczytać przez dwa najbliższe miesiące ewentualnie przez ostatni tydzień czerwca.

Mam nadzieję, że mnie rozumiecie i wytrzymacie te dwa tygodnie beze mnie. Mogłabym nic nie napisać, ale czuję winna, ponieważ wiem, że są osoby, które czekają na kolejne recenzję/posty, a ja po prostu nic nie dodaję.

Przepraszam jeszcze raz i do napisania wkrótce.

Obawiam się, że również w związku z wyżej wymienionym powodem będę rzadkim gościem na waszych blogach, chociaż jak dobrze widać już jestem.


środa, 5 czerwca 2013

„Requiem” Lauren Oliver




Czy wiesz kim jesteś? Czy wiesz kim będziesz za chwilę, za kilka lat? Czy jesteś odpowiedzialny? Czy jesteś dorosły? Czy jesteś na tyle dojrzały by nieść pomoc innym? Czy jesteś gotowy zmieniać świat? Czy jesteś w stanie walczyć o lepsze jutro?

Potrafisz odpowiedzieć na te pytania?

Powiem szczerze, że ja chyba nie. Zastanawiacie się pewnie skąd pomysł na ich zadanie?
Powód jest prosty. Skończyłam czytać „Requiem” i czuję pustkę.

„Taka jest właśnie przeszłość: unosi się, potem osiada i gromadzi warstwami. Jeśli się straci czujność, pogrzebie cię.”

Nie zdawałam sobie sprawy, że zaczynając serię Delirium, skończę ją z takim dziwnym uczuciem gdzieś w okolicy żołądka. Coś jakby kamień, albo gula, coś to gniecie i przytłacza.

Jak pewnie się domyślacie „Requiem” to dalsze losy Leny, Aleksa i Juliana. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć co wynika zazwyczaj z dziwnych trójkątów? Każdy doskonale wie, że dostaniemy dziewczynę między młotem, a kowadłem, która będzie starać się na swój głupi sposób wybrnąć z sytuacji. Nie ukrywam, nie oszukuję.. właśnie te jej próby były prawie głównym wątkiem w książce Oliver.

„To właśnie robią ludzie w tym chaotycznym świecie, świecie wolności i wyboru: odchodzą, kiedy chcą.”

Ale „Requiem” to nie tylko taka powieść. To nie opowieść o jakiejś miłości. To historia ludzi walczących o lepsze jutro. Swego rodzaju rewolucja, która przez poprzednie części starała się „wypłynąć na szerokie wody”, tutaj osiąga punkt kulminacyjny. Autorka w świetny sposób pokazała tragizm obu stron, bo nie można przecież powiedzieć, że ludzie u władzy nie cierpię i nie ponoszą strat. Każda rewolucja przynosi ofiary!
Dzięki wprowadzeniu narracji z punktu widzenia Hany-najlepszej przyjaciółki Leny, w „Delirium”, obecnie wyleczonej dziewczyny, narzeczonej jednego z największych wrogów Ruchu Oporu, czytelnik dostaje na tacy opis dwóch światów.

„Jak ktoś może mieć taką moc, by sprawić, że drugi człowiek rozpada się na tysiąc kawałków albo doświadcza uczucia pełni?"

Strasznie podobało mi się zestawienie dwóch światopoglądów najlepszych przyjaciółek. Przez krótką chwilę zastanawiałam się po której stronie bym się opowiedziała. Czytając poprzednie części miało się jasne wyobrażenie, kto jest tym złym, ale tutaj sprawa nie była już tak klarowna. Inaczej jest postrzegać sprawę z jednej perspektywy, a inaczej z wielu. Mając kilka punktów odniesienia nagle zdajemy sobie sprawę, że nie wszystko jest takie proste.

Naturalnie muszę zaznaczyć, że „Requiem” to książka, w której rozwiązują się wszystkie wątki, a czytelnik dostaje dobre, ale jak dla mnie niezbyt porywające czy zachwycające zakończenie.

„Może jednak szczęście wcale nie tkwi w wyborze. Może leży ono w iluzji, w udawaniu, że gdziekolwiek skończyliśmy, tam właśnie chcieliśmy być przez cały czas.”

Trylogia Delirium to seria, która zmusiła mnie do myślenia nad sensem naszej codziennej egzystencji. Zastanawiam się dokąd zmierza ten świat i czy czasami tak nie skończymy jak bohaterowie? A co najważniejsze po której stronie bym się opowiedziała?

Znacie serię Delirium? Podobała wam się? A może dopiero przed wami?

Książka: „Requiem” Lauren Oliver wyd. Otwarte 2013 str.340


niedziela, 2 czerwca 2013

Stosik#2. I pierwsze podsumowanie na blogu? (maj)




A więc postanowiłam dodać kolejny Stosik. Rzeczywiście świadomość tego, że „zapowiedziałam” co będę czytać w najbliższym czasie motywuję. Miałam lekkie załamanie pod koniec miesiąca i prawie odłożyłam przeczytanie „Wichrowych Wzgórz” właściwie to nie wiem nawet już dlaczego.
Ale spięłam się w sobie i przeczytałam, bo w pewnym stopniu obiecałam, że to zrobię.

Dzisiaj prezentuję moje małe zdobycze, ale tutaj już nie jestem pewna czy wszystko przeczytam, bo zbliża się zakończenie roku, mnóstwo nauki itd., a na dodatek trzy książki są z biblioteki i muszę je oddać do połowy czerwca. Kto wie może zdarzę?

S.Larsson „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”; „Dziewczyna, która igrała z ogniem”;”Zamek z piasku,który runął” o to właśnie te trzy tomiska z biblioteki, moje małe spotkanie z kryminałem. Byłam zafascynowana filmem „Dziewczyna z tatuażem” i tak jakoś dopadłam książki Larssona, kto wie co mnie czeka?
A. Rice „Pokuta” książka autorki „Wywiadu z wampirem”, po którą poszłam do księgarni, ale niestety nie dostałam, więc kupiłam „Pokutę”. Zobaczymy.
L.Oliver „Requiem” ostatnie spotkanie z Leną i całą serią.. mogę powiedzieć, że bardzo udane, ale o tym później..


Jak widać mam do przeczytania pięć książek, może to nie jest jakaś fascynująca kolekcja, ale ja jestem całkiem zadowolona.  


Spoglądając na wasze blogi zauważyłam też comiesięczne podsumowania. Miałam ich nie robić, ale tak jakoś przez tą dziwną pogodę policzyłam sobie co nieco i wyszło mi coś, co mnie samą zdziwiło. Naprawdę nie zdawałam sobie sprawy ile ja czytam przez miesiąc! 
Więc tak szybciutko ...
  • W maju przeczytałam 6 książek. 
  • Co dało 2535 stron. 

Wiem, że to dziwne, ale jak zobaczyłam tą liczbę stron to mi troszkę szczęka opadła. Pewnie myślicie dlaczego? A no dlatego, że czytając takie podsumowania u niektórych dziwiły mnie te liczby i myślałam wow, a co się okazuję? Wcale nie jestem taka gorsza :) 
  • W maju było 1007 wyświetleń 
  • Najbardziej popularnym postem był post Stosik, który wyświetlono 185 razy 
  • I nagle zrobiło się 99 obserwatorów. Zabawne, ale jeszcze jedna duszyczka i będzie was 100...dziękuję.. dziękuję.. dziękuję...


Życzę miłej niedzieli!! 

Nawiasem mówiąc nie wiem co się dzieje z tym całym Google+. Próbowałam tam założyć konto, ale chyba mnie to przerosło dlatego korzystam z BlogLovin :)