środa, 3 lipca 2013

„Czerwień rubinu”- ekranizacja



Czyli o tym jak zrobić z fanów Trylogii Czasu totalnego idiotę!

Dobrze wiecie,że byłam wielce oczarowana książką. „Czerwień rubinu”.Miała wszystko, to co tak bardzo kocham w powieściach dla młodzieży. Przepadłam w całej serii i obejrzenie ekranizacji wydawało mi się najbardziej naturalną rzeczą na ziemi.

Oceniając film nie patrząc na jego pierwowzór jestem dość zadowolona. Nie liczyłam na jakąś super hollywoodzką opowieść, ale na przyzwoite dwie godziny przed telewizorem. Teoretycznie to dostałam- lekką opowieść bez wielkiego halo. Miłość dwojga młodych ludzi, tajemnice i wszystko co to w takich filmach się lubi. Odprężenie i jakieś takie uwielbienie i coś co poprawiło mi humor.

Wszystko mogło by się wydawać bardzo fajne, gdybym nie przeczytała książki. Oglądałam „Czerwień rubinu” z siostrą i ona nie mogła zrozumieć, dlaczego mam ochotę wstać i wyjść, równocześnie rzucając czymś w telewizor! Dla widza, który po prostu ogląda ekranizację wszystko jest bardzo przyzwoite. Ba nawet moja kochana S uznała, że to całkiem fajne i nie mam o co się spinać. Ale dla fana Trylogii Czasu, czyli kogoś takiego jak ja to lekkie kpiny.

„Czerwień rubinu” w wykonaniu Felixa Fuchssteinera to połączenie trzech części książki. Mieszające się wątki z każdej powieści, równocześnie mające dziwne sceny, których w żadnej z nich nie było. Jednym słowem otrzymaliśmy coś co tak naprawdę ni jak ma się do pierwszej części Trylogii. Właściwie nie rozumiem dlaczego w ekranizacji wszystko się już nie wyjaśniło? Skoro mamy jedne z najważniejszych wydarzeń z „Błękitu szafiru” i „Zieleni szmaragdu” to po co nagrywać kolejne? Czy cofniemy się w do totalnego początku? Czy będziemy przeżywać w kolejnych filmach to co zostało ukradzione w tym? Czy raczej nie dostaniemy tego co trzeba?

Ja naprawdę rozumiem, że wiele rzeczy w filmie należy zmienić. Wiem, że ekranizacja musi się różnić, bo nie da się wszystkiego przedstawić jak w książce i to wątki muszą mieć jakiś sens. To naturalne. Ale po co tak mieszać i zmieniać i dodawać?
Opanuję jednak moje emocje. Zaakceptowałam te zmiany i obejrzałam film jeszcze raz, żeby skupić się na wszystkim tym co mi umknęło.

Gwen jest średnia. Ogólnie rzecz ujmując aktorka poradziła sobie, ale żeby zachwycić mnie i powalić na kolana to już niekoniecznie. Początkowo była jakąś pseudo rockową dziewczyną, co już od razu mnie zniechęciło. ( Błagam niech ktoś mi wytłumaczy po co jej ten czerwony płaszcz podczas pierwszej podróży w czasie.. ale się uśmiałam jak go zobaczyłam)
Później zaczęła grać wielką niezdarę by na sama koniec przemienić się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia.Łabędź ten nie był raczej samotny, bo tuż przy jego boku pojawił się słodki mężczyzna. Oczywiście Gideon filmowy odbiega od mojego wyobrażenia faceta z książki, ale z czasem przypadł mi do gustu. Nawet mogę stwierdzić, że bardzo go polubiłam.
Nie ma tam jakiś świetnych i wyróżniających się aktorów. Moją uwagę przykuły jeszcze tylko Leslie przyjaciółka Gwen i jej kuzynka Charolotte, która wyglądała nieziemsko. Naprawdę jaka to ładna aktorka, aż dziw, że nie robi kariery w Hollywood.

Podsumowując „Czerwień rubinu” to naprawdę sympatycznym filmem, ponieważ dość dobrze się go ogląda. Aktorzy nie są irytujący, akcja ładnie płynie, a scenografia i montaż zasługują na taką czwórkę z plusem. Polecam wszystkim tym którzy nie czytali książki, bo dla każdego czytelnika będzie to prawdziwa udręka! Po prostu nie powinno robić się ludzi idiotów. Tyle mam do powiedzenia.

Film: „Rubinrot” Niemcy 2013 reż Felix Fuchssteiner

Zainteresowanych książką odsyłam  o tutaj.




20 komentarzy:

  1. Przy pierwszym zdaniu zaczęłam się śmiać;) Podobała mi się trylogia, więc siłą rzeczy nie mogłam zdzierżyć filmu. A największym ciosem był dla mnie brak Xemeriusa :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach powinnam an tym zadaniu zakończyć całą recenzję.
      A Xemerius czasami nie pojawia się w 2 części chwilę po tym jak całują się w konfesjonale? :D Właściwie tak pomieszali, że mogli go już dać tutaj ;p

      Usuń
  2. Czytałam tylko dwie pierwsze części trylogii, które kompletnie nie przypadły mi do gustu. Do trzeciej się przymierzam. Może ona uratuje resztki mojej wiary w to, że jednak nie jestem jakaś dziwna i osamotniona w ocenie trylogii. Filmu nie planowałam i nie planuję. Coś tak przeczuwałam, że schrzanią tę ekranizację i się nie myliłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście uważam, że trzecia część jest najlepsza! :D

      Usuń
  3. mam w planach i film i książkę, mam nadzieję, ze niebawem uda mi sie te plany wcielić w życie. Oczywiście wszystko w odpowiedniej kolejności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam całą serię. Z filmem to już tak średnio, ale pewnie nie wytrzymasz jak ja i obejrzysz :)

      Usuń
  4. Aż z ciekawości obejrzę. Na szczęście książek nie czytałam i chyba nie zamierzam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam twój gust i chyba mogę stwierdzić, że Trylogia czasu, chyba rzeczywiście Ci się nie spodoba. :P

      Usuń
  5. Co prawda "Zieleń..." jeszcze przede mną, więc do kina się nie wybierałam, ale spełniły się moje najgorsze oczekiwania - wrzucili trzy części do jednego filmu. I ja się pytam... Jak to nie ma Xemeriusa!? Masakra - inaczej się tego nie da skomentować. -,-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie.. na pewno w kolejnej części :)

      Usuń
  6. Muszę obejrzeć, żeby sprawdzić własne odczucia! Całą serię czytałam i jakoś nie byłam zachwycona, więc tym bardziej ciekawi mnie odbiór filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam książki, ani nie widziałam filmu, ale po recenzji myślę, że to trochę tak, jakby we Władcy Pierścieni w pierwszym filmie od razu przerzucili Froda do Mordoru :)
    Pewnie z ciekawości film obejrzę, bo książkę nie prędko dostanę w swoje łapki. Choć coś mi mówi, że powinnam się wykazać cierpliwością i odłożyć film na później :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! Ależ się uśmiałam z tym porównaniem do Władcy Pierścieni! Świetne słowa! :D

      Usuń
  8. Na mnie książki nie zrobiły aż takiego wrażenia i po filmie nie spodziewałam się zbyt wiele - z tej perspektywy nie wypadł on źle, był fajnym przerywnikiem w nauce :) Ale kilka rzeczy mnie też denerwowało - np. to pomieszanie wątków ze wszystkich części, bo trzeciej jeszcze nie czytałam i w pewnym momencie aż się dziwiłam, czy to wszystko było w Czerwieni rubinu i ja tego nie pamiętam? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam to dziwne wrażenie, że mam sklerozę. Na szczęście lub nieszczęście okazazło się, że po prostu autorzy filmu coś sobie dodali. :)

      Usuń
  9. Nie czytałam jeszcze książki, więc może tym razem zacznę właśnie od filmu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie! Odradzam :) Książki są dużo ciekawsze :)

      Usuń
  10. Bardzo podoba mi się aktor grający Gideona. Podczas czytania nie mogłam go sobie w ogóle wyobrazić, ale po obejrzeniu zwiastuna od razu w głowie miałam jego podobiznę. "Trylogii czasu" nie pokochałam aż tak bardzo, ale jestem ciekawa ekranizacji. Oglądnę na pewno ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie słyszałam, a chyba warto. Książki i film, trochę chyba mi zajmie nadrobienie zaległości ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.