czwartek, 11 lipca 2013

„Zamek z piasku, który runął” Stieg Larsson





Nie będę i nie chcę nic napisać o tym, czy warto czy nie warto, przeczytać trzecią część Trylogii
Milenium, bo jeśli ktoś nie zna dwóch poprzednich to niech cofnie się do tamtych recenzji i zastanowi się czy chce mieć do czynienia z kryminałami Larssona.

Właściwie to nie mam nic do powiedzenia. Kolejna część to po prostu kontynuacja i wielki finał. Bohaterowie praktycznie się nie zmieniają, akcja toczy się jak flaki z olejem, a na samym końcu mknie jak szalona. Autor żongluję narracją jak opętany. Raz mamy do czynienia z Lisbeth, później z jakimś policjantem, później z adwokatem, a jeszcze później z kimś innym. To odrobinę mieszało mi w głowie, ale jak sobie wszystko poskładałam to dobrze, że Stieg zastosował taki zabieg, bo nie chciałabym czytać przez pół książki o pobycie w szpitalu

„Zamek z piasku, który runął” to dla mnie przede wszystkim opowieść polityczna. Strasznie dużo tutaj różnych nawiązań do rządu, do tajnych służb i innych dziwnych rzeczy, często dla mnie zupełnie nie zrozumiałych.

Dla całej serii charakterystyczny jest suchy język Larssona. Nie ma tutaj miejsca na rozczulanie się nad bohaterami, są oni po prostu przedstawiani, tak samo jak cała fabuła. Prawdę jest, że troszeczkę mniej tutaj „opisów lodówek”, ale za to straszne duże wstępy przy opisie nowej postaci. Historia jej życia i te klimaty.

„Tak to wygląda. Rodzimy się. Żyjemy. Starzejemy się. Umieramy. Zrobił swoje. Jedyne co pozostało, to rozkład.”

Prawdę mówiąc mało się skupiałam na parze głównych bohaterów i głównym wątku kryminalnym. Wszystko zaczyna nabierać kształtów dopiero na samym końcu i jakoś nie miałam kiedy się tym nacieszyć. Dodatkowo znowu czułam jakieś takie dziwne zmęczenie czytając serię Milenium. Z jednej strony są to książki, które polecam i które mi się naprawdę dobrze czytało, ale z drugiej strony strasznie mnie one zdołowały i sprawiły, że byłam lekko otępiała. To trochę tak jak musisz się za dużo uczyć, widzisz efekt, ale jesteś tak padnięty, że właściwie tak nie zdasz na pięć. Ech., głupi przykład, ale po prostu nie wiem jak to lepiej zobrazować. Muszę też zaznaczyć, że „Zamek z piasku, który runął” to najsłabsza z książek z Larssona

Podsumowując cała seria Milenium jest dla każdego. Skoro ja, która nie czyta kryminałów, zbyt namiętnie przez nią przebrnęła to jest dla wszystkich. Poza tym czasami miałam wrażenie, że książką bliżej do obyczajówek czy thrillerów niż kryminałów.
Polecam i zapewniam, że to nie będzie zmarnowany czas.


Książka: „Zamek z piasku, który runął” Stieg Larsson wyd. Czarna Owca str, 784



25 komentarzy:

  1. Mam w planach całą serię, wiele osób mi ją polecało :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nawet nie przeczytałam pierwszej części bo mój tata mi wszystkie podkradł i ja już nie zdążyłam bo Pani z biblioteki po 3 dniach mnie ścigała, że mam oddać. Za to film tej pierwszej produkcji bardzo mi się podobał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak wiem co to znaczy kolejka w bibliotece. Też strasznie długo czekałam na wszystkie trzy części.

      Usuń
  3. Tak, to chyba najbardziej polityczna z powieści Larssona. Ja sama trzecią część sagi czytałam po angielsku i sama nie wiem, czy z tego wszystkiego, wszystko dokładnie zrozumiałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytałam po polsku i też nie wiem czy zrozumiałam wszystko o.O

      Usuń
  4. Właśnie przez to żonglowanie narracją nie uważam, że akcja wlecze się jak flaki z olejem i dopiero później przyspiesza...Jak dla mnie zmienność była duża i dynamiczność w porządku, uznałam ją za najlepszy tom trylogii, a tym bardziej można poczuć, jak naszpikowana jest powieść opisami, sytuacjami itp, kiedy obejrzy się skrócony maksymalnie film:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie osobiście męczyła zmiana narracji. Nie wiem dlaczego, bo w poprzednich częściach uważałam to za plus. A co do ciągnącej się akcji.. nie mogłam zrozumieć dlaczego początek jest taki "dłuuugi" i nic się nie dzieje, a na samym końcu nie mogłam nadążyć. :D

      Usuń
  5. Próbowałam kiedyś przeczytać pierwszy tom i polegałam. Myślę, że tutaj poległabym z kretesem, przy tych politycznych nawiązaniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się czyta bardzo uważnie i jest się na maksa skupionym to nie ma mowy o pogubieniu się, chociaż prawdę mówiąc ja nie wiem ile zrozumiałam o.O

      Usuń
  6. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet to był mój pierwszy kryminał, który przeczytałam i tak mi się spodobał, że teraz coraz częściej sięgam po ten gatunek. Jak na razie przeczytałam tylko pierwszą część trylogii, ale drugą już mam zarezerwowaną. Tyle osób chce ją przeczytać, że bez rezerwacji nie ma szans jej wypożyczyć, jeszcze kilka osób jest przede mną, ale mam nadzieję, że wkrótce wpadnie w moje ręce. Tak więc najpierw czeka mnie przygoda z drugą częścią, ale po trzecią też na pewno sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz kryminały to polecam Agathę Christie to właśnie z jej kryminałami zaczęłam przygodę z tym gatunkiem i nie żałuję : D

      Usuń
  7. Najbardziej polityczna, ale też godna kontynuacja i bardzo dobre zakończenie trylogii, autorowi udało się nie popsuć finału, co przy tak obszernych cyklach jest częste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście finał był naprawdę dobry i dopracowany :D

      Usuń
  8. O serii słyszałam dużo, pewnie i ja w końcu się za nią wezmę. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam tę trylogię. Myślę, że każda jej część trzymała poziom i była równie ciekawa, co poprzednia. Nie męczyła mnie, trzymała mnie w napięciu, a jej lektura sprawiła mi mnóstwo przyjemności. Szkoda, że autor nie mógł dokończyć kontynuacji losów Lisbeth i Mikaela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie szkoda, że autor już nie żyję, bo myślę, że stworzył by jeszcze dużo dobrych rzeczy.

      Usuń
  10. Tylko w jednym się z twoją recenzją zgodzę, a mianowicie w tym, że była to najsłabsza część z serii. Zastanawiam się tylko w jaki sposób mogłaś pogubić się z narracją. Przecież zmiana narratora była zawsze przy każdym nowym rozdziale. Seria Millenium to z pewnością nie jest obyczajówka, jak już to thriller.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm.. narracja zmieniała się nie co rozdział. Dla mnie rozdział był kiedy zobaczyłam z jednej strony białą kartkę, a narracja zmieniała się co chwilę, był odstęp jednej dwóch linijek i zmiana. Gubiłam się, bo czytałam z wielkim zainteresowaniem o losach jednego bohatera, a dokończenie tej historii miałam za 10, 20 stron :) A co do obyczajówki, oczywiście, że to nie obyczajówka. Użyłam tego słowa w sensie... że było tam więcej o bohaterach, ich życiu itp, a nie o wątku kryminalnym. Może źle się wyraziłam? Eh... :)

      Usuń
  11. Chyba na razie sobie odpuszczę, bo mam sporo innych pozycji w planach. Ale kto wie, może kiedyś? Zwłaszcza, że sporo osób poleca tę serię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo warto.
      Też mam mnóstwo książek do przeczytania, a czasu tak mało :(

      Usuń
  12. A ja tom pierwszy uważam za zmarnowany czas, więc kontynuacji już nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tom pierwszy wymęczył, bo oglądałam film.

      Usuń
  13. Skoro bliżej do obyczajówek to może dam jej szansę, a jak nie to polecę siostrze, bo bardzo chce się z tą serią zapoznać:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.