piątek, 27 września 2013

To mnie (za)kręci!

Miałam nie dodawać tego postu. Jakoś nie pewnie się jeszcze czuję.. mówiąc o sobie na blogu, ale pomyślałam.. że nikt nie zrozumie mojej ciszy, gdy nic nie napiszę..

W moim życiu troszeczkę się pozmieniało. Troszeczkę się pomieszało.Ogólnie rzecz ujmując nie mam na nic czasu, a zwłaszcza na czytanie, ale to chyba wie już każdy. Jeśli dobrze pójdzie to za kilka tygodni wszystko się zmieni. Zakończę kurs, parę projektów.. zostanie tylko szkoła.. Widmo matury, ale jakoś się nie stresuję jeszcze... 

Dzisiaj jest dla mnie szczególny dzień. 18naście lat temu przyszłam na świat. Przez to też nie mam czasu, bo zamarzyła mi się huczna impreza, ale jakoś nie pomyślałam o tym, że trzeba ją przygotować. I tak leci czas nieubłaganie. Nie mam chyba nic ciekawego do powiedzenia.. właściwie to nie wiem, jak się powinnam czuć. Wiem jedno urodziny kojarzą mi się z samotnością oraz miłością. Ewentualnie z "Plotkarą" i snem, ale to już bardzo ekstremalne przypadki :D Dodałabym jeszcze muzykę.. dużo muzyki i naturalnie książki











Czuje się jakoś tak dziwnie. Nie wiem ile w tym zasługi "dorosłości", a ile po prostu kataru..
Trzymajcie się cieplutko i do napisania.. mam nadzieję.. już niedługo!


Obrazki pochodzą z weheartit.com








poniedziałek, 23 września 2013

„Magiczna gondola” Eva Völler


Mija kolejny dzień od zakończenia lektury..„Magicznej gondoli”. Znowu usiadłam przed komputerem, włączyłam edytor tekstu i czekam.. czekam, aż słowa zaczną układać się w jakąś logiczną całość, a ja będę je mogła wystukać na klawiaturze. Niestety znowu wychodzi na to, że wena mnie opuściła. Sklejenie w miarę składnej recenzji mi nie idzie. Dlatego po prostu przeczytajcie to co napisałam, a ja będę mieć wielką nadzieję, że mimo wszystko nie zniechęcę was do przeczytania tej powieści.

„Magiczna gondola” ma w sobie wszystko, co lubię w książka najbardziej. Oryginalną historię, wartką akcję i ciekawych bohaterów. Mimo wszystko czegoś mi zabrakło. Momentami miałam wrażenie, że autorce brakuje pomysłu na rozwinięcie danego wątku. Trochę tak jakby poszła po łebkach. Rozbudziła zmysły i zapowiedziała niesamowitą przygodę, by za chwilę w jednym zdaniu zaprzepaścić wszystkie moje marzenia

Zabrakło mi w tej opowieści piękna, piękna języka i opisów. Lubię się delektować słowem, zwrotami wyszukanymi i troszeczkę innymi niż potoczna mowa. Tutaj było tego odrobinkę za mało. Autorka posługuję się raczej mową potoczną, dowcipną i lekko fascynującą. Nie przepadłam w treści, nie miałam ochoty zostać w świecie Anny na zawsze.

„-Jak masz na imię, dziewczyno? -Nazywam się Hannah Montana. -A gdzie mieszkasz? -Przy kanale Disneya."

Kolejnym minusem była relacja głównej bohaterki z tajemniczym i zaskakującym Sebastianem. Nie wiem nawet kiedy i jak się w sobie zakochali. Naprawdę wszystko stało się nagle i tak jakoś nienaturalnie za szybko. Rozumiem, że w książce, gdzie jest tyle wątków, nie ma czasu na opisywanie budzącego się uczucia, ale tutaj wszystko potoczyło się w mgnieniu oka. Widzieli raz, czy dwa i już... dziwne... ?

Zastanawiacie się pewnie czy było coś, co mi przypadło do gustu. Było oczywiście. Opis dawnych czasów, zarys pradawnej epoki... klimat w jakim utrzymana jest powieść i oryginalna fabuła, jak i również jej nietypowe rozwiązanie sprawia, że „Magiczną gondolę” czyta się dość szybko i miło. Nie zarwałabym dla niej nocy, ale poświeciłam jej kilka godzin i myślę, że było warto. Czuć tutaj klimat dawnych czasów, zapach Wenecji w 1499, coś co sprawia, że człowiek chce się wybrać w podróż z Obrońcami.

„Możliwości nie było zbyt wiele. Na ile mogłam to ocenić - najwyżej cztery. Raz: byłam martwa i znalazłam się w ogniu piekielnym. Dwa: ktoś mnie nafaszerował narkotykami. Trzy: to jakiś film. Cztery: zwariowałam.”

Mimo wszystko... nie lubię kiedy książka pobudza mój apetyt, ale nie sprawia, że jestem syta. To trochę jak zaprosić człowieka do domu i przed nosem zamknąć mu drzwi. Spodziewałam się niesamowitej przygody, ale odrobinę się rozczarowałam. Nie dużo.. nie na tyle, żeby jej nie polecić, ale nie mam się czym zachwycać. Nie mogę stworzyć totalnie pochlebnej recenzji. Sięgnę po kolejną część.. poczytam o losach Anny. Będę po cichu liczyć, że autorka „wyszlifuje” język i sprawi, że przepadnę.


Książka: „Magiczna gondola” Eva Völler wyd. Literackie Egmont 2012 str.464

sobota, 21 września 2013

"Stambuł. Wspomnienia i miasto." Orhan Pamuk


Z czym kojarzy się wam Stambuł? Co w Stambule może być fascynującego? Jak Europejczyk może poczuć klimat miasta, które od zawsze było kojarzone z Imperium Osmańskim? Czy nie powinniśmy myśleć o Turcji w kategorii odległego, innego zakątka świata?

Przyznam się szczerze, że to miasto ma duszę. Czuć w nim egzotyzm, zmieszany z usilną modą dogonienia zachodu. Czuć tam niespieszne kroki czasu, ale i również dumę ludzi, że żyją w tym, a nie innym miejscu. Stambuł kojarzy mi się jeszcze z zapachem przypraw i spalin. Nie potrafię tego inaczej opisać.

„Życie nie może być aż tak straszne. W końcu zawsze można iść nad Bosfor”

Miałam okazję dwa lata temu odwiedzić ten zakątek ziemi, a kilka dni temu wybrałam się w podróż z Orhanem Pamukiem do jego małej ojczyzny.

I tutaj zaczyna się zderzenie mojego poglądu z poglądem pisarza. Okazuję, się, że Stambuł dla mnie to kolejne miasto, które mogę odhaczyć na liście, bo je widziałam, dla Pamuka jest to miejsce, które wywołuje ogromne emocje.

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z twórczością artysty. Było to dla mnie pierwsze spotkanie, ale jakże udane. Trudno jest opisać książkę, która jest tak osobista(bynajmniej w moim odczuciu). Autor snuje opowieść o mieście z różnych perspektyw. Czasami opowiada o Stambule, takim jaki jest, by za chwilę pokazać jaki był, gdy on był mały, albo gdy na świecie, go jeszcze nie było. Dzięki takiemu zabiegowi czułam, że odbywam jakąś podróż nie tylko do przeszłości, ale również do serca autora.

Pamuk w zadziwiający sposób sprawił, że przez kilka dni chodziłam przygnębiona, ponieważ zdałam sobie sprawę, że za kilka lat, wszystko co mnie otacza, będzie miało sentymentalne znaczenie tylko dla mnie. Dla normalnego, szarego człowieka, miejsca, które wywołują u mnie wspomnienia, łzy, czy uśmiech, będą bezwartościowe. Zniszczy je .. zmieni i nie będzie się ze mną liczyć.

Uwielbiam i ubóstwiam takie powieści. Przenikają do mojej duszy i zostają długo w pamięci. Wszystko za sprawą dobrego języka, zdjęć, które można odnaleźć we wnętrzu książki. ale również klimatu w jakim utrzymana jest opowieść Orhana.

„Pierwszą nauką, jaką dała mi szkoła, było to, że niektórzy są głupi. Drugą - że inni mogą być znacznie głupsi.”


„Stambuł. Wspomnienia i miasto” to według mnie artystyczne credo pisarza. Książka jest przesiąknięta odczuciami, melancholią, żalem, smutkiem, ale również radością i zadowoleniem. Jest to swego rodzaju podsumowanie tego wszystkiego, co Pamuk ma i miał. To taka inna autobiografia, której akcja rozgrywa się na tle wspomnień miasta z dzieciństwa.  

Książka: Stambuł. Wspomnienia i miasto. Orchan Pamuk  wyd. Wydawnictwo Literackie 2008 str.480


niedziela, 15 września 2013

"Nad Niemnem" Eliza Orzeszkowa



Ciężko jest coś napisać o książce przez większość czytelników znienawidzonej. Osobiście ja sama nie byłam do niej przekonana. Czytam całkiem sporo i lubię to robić, ale kiedy przychodzi czas na lektury różnie już bywa. 

„Gdybyś był głupcem, nie dbałbyś o nic i do końca hulałbyś sobie wesoło, a ponieważ, choć późno, do rozumu przyszedłeś, zrozumiałeś, coś zmarnotrawił i stracił!"

"Nad Niemnem" nie było dla mnie drogą przez mękę. Nie męczyłam się zbytnio czytając okropnie długie opisy, odnalazłam w nich pociechę i zrozumiałam, że na tym opiera się ta powieść, na pięknie przyrody, ale nie tylko. Dzieło Orzeszkowej to swego rodzaju podróż do dawnej Polski, do świata zmienionego przez powstanie, do ludzi, którzy starają się żyć normalnie, równocześnie nie zapominając o przeszłości. 

Czytając historię Justyny i Janka przez chwilę czułam się jakbym miała przed nosem opowieść z książek Austen. Nie wyczuwałam mega wielkiej różnicy między tymi klasykami. Wiem, że nie niektórzy za chwilę posądzą mnie o przesadę, ale wydaję mi się, że fani stylu Gaskell, Austen czy sióstr Bronte nie powinni być bardzo zawiedzeni piórem Orzeszkowej. Powieści tych kobiet są dla mnie bardzo porównywalne. 

„Bo prawdą jest, że ideały młodości grubym piaskiem wielu następnych wypadków przysypane przemieniają się w szczypawki, które przy lada poruszeniu kąsają w serce.”

"Nad Niemnem" to powieść społeczna. Opowiada o życiu ludzi, o ich uczuciach i rozterkach u początku nowej epoki. To często rozmowa między Romantyzmem, a Pozytywizmem. Widoczny jest konflikt pokoleniowy, ale również swego rodzaju krok ku lepszemu, krok ku zmianie myślenie Polaków. 

Mam wrażenie, że sama książka nie jest zła. My młodzi boimy się raczej jej legendy. Opowieści o niej.. o tym jaka to jest nudna i długa i bezsensowna. Nikt mi nie powiedział, że dowiem się czegoś o dawnych czasach, że polubię bohaterów.. nikt. (no może tylko polonistka, ale kto by jej tam wierzył).

Śmiało mogę powiedzieć, że "Nad Niemnem" to dobra książka, ale takie powieści trzeba lubić po prostu. 

Książka: "Nad Niemnem" Eliza Orzeszkowa  wyd. Greg str.367

piątek, 13 września 2013

To mnie kręci

JESIEŃ 




Uwielbiam jesień. Zdecydowanie jest to najpiękniejsza pora roku. Kolorowa, ale równocześnie szara. Ciepła, ale w gruncie rzeczy chłodna. Miła, ale właściwie długa i depresyjna. 
Jesień zawsze kojarzy mi się z radością. Z wielu powodów. 
  • We wrześniu są moje urodziny.

  •  Jesienią są najpiękniejsze i najcieplejsze ogniska. 

  • Jesienią zrywa się dojrzałe jabłka i gruszki.

  • To właśnie w tym czasie zajadam się grzybami, robimy przetwory na zimę, a w całym domu tak pięknie pachnie. 

  • Jesienią uwielbiam biegać.. uwielbiam obserwować zmieniające się liście i całą przyrodę. Miło poskakać przez kałużę i pochodzić po kolorowym, szeleszczącym dywanie. 

  • Jesień to dla mnie czas, kiedy moje życie kulturowe się rozwija. Długie deszczowe wieczory sprzyjają czytaniu książek i oglądaniu filmów, pod kocem z gorącą kawą, czekoladą czy herbatą. 

  • Jesień to również wieczory na bujanej huśtawce, spacery w deszczu i rozmowy, bo przecież każdego w końcu dopada chandra. Chociaż w moim wypadku jest odwrotnie, bo ta pora roku jest tak piękna, że nie da się smucić. 




A wy za co kochacie jesień? A może jej nie lubicie? 

zdjęcia https://weheartit.com (dobierane losowo) 

środa, 11 września 2013

Filmy w pigułce

Powtarzać się nie będę.. różnie to bywa we wrześniu z moim czasem. Dziwne by było gdyby ktoś o tym nie wiedział..(to by oznaczało, że nie czyta mojego bloga!).

Postanowiłam dodać dzisiaj post troszeczkę inny. Zazwyczaj rozwodzę się nad filmem, który miałam okazję obejrzeć. Tym razem opowiem o kilku.. takie mini recenzję..

Leon zawodowiec(1994). 


Wiem, wiem.. niewiarygodne, ale ja naprawdę nigdy wcześniej nie widziałam w całości tego filmu. Zawsze coś lub ktoś mi przerywał, alb trafiałam na sam koniec. Postanowiłam kilka dni temu, że nadrobię zaległości i nie ma, że boli.. tylko trzeba. Muszę powiedzieć, że „Leon zawodowiec” nie zrobił na mnie zbyt dużego wrażenie. Momentami troszeczkę się wynudziłam, a całość oceniam tak średnio. Myślę, że jestem jednak mało obiektywna, bo po prostu nie przepadam za Gary'm Oldmanem. Nie wiem dlaczego, po prostu zawsze mi się dziwnie kojarzy. Mimo wszystko młoda Portman daje radę i doskonale widać, że kiedy dorośnie będzie z niej doskonała aktorka- co zresztą ma obecnie miejsce, bo rola w „Czarnym łabędzie” cud,miód i orzeszki!
Jutro wychodzę za mąż(2010) 


A teraz to się ubawicie. Włączyłam jakiś film w TV. Właściwie jest chyba tak słaby, że nawet w Film Webie nie ma zarysu fabuły. Mimo wszystko ja uwielbiam francuskie komedie i dla mnie obejrzenie "Jutro wychodzę za mąż" było po prostu miłym odmóżdżeniem. Jak nie trudno się domyślić po tytule główna bohaterka wychodzi za mąż, ale oczywiście po drodze napotyka mnóstwo przeszkód.. Dzieło bez większego sensu.. bardzo mało ambitne, ale mimo wszystko bardzo przyjemne. 


Kocha lubi szanuję(2011)


 Po pierwsze kocham polskie tłumaczenie! Uwielbiam i chylę czoło..! Szczerze gdyby nie doborowa obsada.. (czytaj Gosling, Moore i Stone) pewnie bym nie dała się namówić na wieczór przy tym filmie. Wydawał mi się taki banalny... Właściwie to taki był, ale twórcy po prostu chcieli przywrócić wiarę w miłość. Udało im się to, a ja troszkę się uśmiałam, troszkę ironicznie pouśmiechałam... po prostu hollywoodzka produkcja.. lekka, przyjemna i miła dla oczu.


Duchy Goi(2006) 


A o to film, który mogę zdecydowanie polecić. Nie jest to kino odmóżdżające, ba nawet nie kino relaksujące, to kino wpływające na uczucia widza i w stu procentach wartościowe. Nie jest to film dla ludzi o słabych nerwach. Jednak zanim pomyślicie, że to horror to ostrzegam.. To dramat kostiumowy z elementami biograficznymi. „Duchy Goi” to opowieść o czasach, gdy władzę miał Kościół, a niewinną dziewczyną można było skazać na tortury tylko dlatego, że Inkwizycja taki miała kaprys. Historia Ines niezmiernie mnie poruszyła... Sprawiła, że przez chwilę zatrzymałam się i pomyślałam o tym co było... o tym jak świat się zmienił... mam wrażenie, że na lepsze(chociaż wszystko ma dwie strony). Genialna rola Portman(tak zdecydowanie dobra z niej aktorka) i Javiera Bardem, jak i również Stellan Skarsgard!  


Widzieliście któryś z powyższych? A może oglądaliście coś innego i polecacie? 

sobota, 7 września 2013

Stosik

Książek w ostatnim czasie przybyło mi mnóstwo. Mam wrażenie, że półki pod ich ciężarem w pewnym momencie się załamią, ale najgorsze jest uczucie, że nie zdążę ich przeczytać. Co z tego, że tak wiele ich mam.. skoro czasu już nie?

Dlatego we wrześniowym stosiku będzie tak mało książek, które przeczytam z wielką przyjemnością. Prawda jest taka, że dokańczam jeszcze inne stosy i tak właśnie ten jest po prostu bardzo skromny.


Znajdziemy tutaj dwie lektury, które muszę przeczytać.. nie ma innego wyjścia, ale skoro już je czytam to postanowiłam, że coś o nich napiszę...(dobrze.. postaram się o nich napisać, o ile przez nie przebrnę). Dwie kolejne to już książki, które mają sprawić, że czytanie będzie przyjemne.




„Nad Niemnem” Eliza Orzeszkowa wyd. Greg 2004 z biblioteki
„Lalka” Bolesław Prus wyd. Zielona Sowa 2009 z biblioteki
„W blasku diamentów” Anna Davis wyd. Otwarte 2012 zakup własny w Biedronce (okazyjna cena)
„Złoty most” Eva Voller wy. Egmont 2013 prezent przed urodzinowy :D


Jedyne co mogę napisać to to, że mam nadzieję, iż październik będzie dla mnie bardziej łaskawy i będę miała więcej czasu dla siebie.



wtorek, 3 września 2013

Zapchaj dziurę czuli D nie ma czasu.

Dzisiaj powinien pojawić się stosik i podsumowanie, ale z braku czasu najzwyczajniej w świecie nie zdążyłam tego zrobić. Dodam teraz coś co mi się nigdy nie zdarzyło w całej mojej karierze blogowej i ogólnie czytelniczej...

Zabrałam się w wakacje za przeczytanie wielu książek. Jedne już za mną inne jeszcze nie.. w swojej kolejce czeka „Primavera”, „Magiczna gondola” i „Stambuł. Wspomnienia i miasto” są to powieści, które na pewno na dniach skończę i podzielę się recenzją, dlatego nie chcę ich znowu „wklejać” do stosika, bo nie widzę w tym sensu.

Są jednak dwie książki, których nie mogę przeczytać. Próbowałam na wszystkie sposoby.. starałam się jak mogłam.. po około 100 stronach poddałam się, a to nie zawsze się zdarza, bo to nigdy się nie zdarzało!

Mam na myśli .. „Imię róży” Umberto Eco i „Pokutę” Anne Rice. 




Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że pierwsza z nich to klasyk, ale nie mogę.. nie mogę wytrzymać stylu w jakim jest napisana. Strasznie drażnią mnie te całe filozoficzne rozmyślania, osadzone w średniowieczu i do tego prowadzone przez kler. Nie wiem.. może problem jest jeszcze w tym, że widziałam film i wiem, jak to się skończy.. nie potrafię odpowiedzieć sobie szczerze, co jest przyczyną? Mam ogromną nadzieję, że kiedyś w końcu się przełamię i dotrę do ostatnich stron, ale na chwilę obecną to jest niemożliwe.

Za to na temat „Pokuty” mam bardzo mało do powiedzenia. Główny bohater mnie irytuję.. tyle. Nie wiem nie mogę się skupić na jego losie, na tym co do mnie „mówi”...porażka.

Zdaję sobie sprawę, że ten post to taka „zapchaj dziura”, ale nie mogę się pozbyć dziwnej irytacji, że nie jestem w stanie przeczytać tych powieści.. to trochę podobnie, jak mam z lekturami.. początkowo mam zapał.. a później zaczynam moją przygodę z opasłym tomiskiem i wychodzi co wychodzi.. witaj opracowanie... :p

Mieliście kiedyś taką sytuację, że nie mogliście czegoś czytać dalej? Co wtedy robić? Brnąć dalej w książkę, która totalnie nas nudzi, czy odpuścić?


______________________________________________________________________
Nie wiem kiedy ukaże się jakaś recenzja. Obejrzałam kilka filmów oczywiście na dniach o nich coś "naskrobię". Książek nie mam kiedy i jak czytać.. szkoła..(już mnie uświadomili dzisiaj, że koniec wakacji), kurs i ogólnie pełno innych spraw, do tego multum lektur w "stosie" nie wiem. Wybaczcie i zrozumcie. 
Do napisania! 


niedziela, 1 września 2013

Co wiesz o danym kraju? I jak pokonać barierę językową?


Co wiecie o danym kraju? Skąd czerpiecie o nim informacje? Z internetu? Z książek? Od znajomych? Czy raczej sami szukacie inspiracji? U mnie to bywa różnie. Często mimo wszystko natrafiam na przeszkodę, a mianowicie barierę językową. Nie jestem wielką fanką nauki języków obcych, chociaż uczę się trzech. Raczej z konieczności niż z przyjemności, ale to nie zmienia faktu, że mimo wszystko z angielskim i niemieckim radzę sobie dość dobrze.. można nawet powiedzieć, prawie perfekcyjnie, za to z francuskim mam troszkę pod górkę. Muszę też zaznaczyć, że nauka języka obcego w szkole czy samemu nic nie daje. 


Wiem z własnego doświadczenia, że kiedy wysiada się na lotnisku w Paryżu, czy na dworcu w Berlinie okazuję się, że cała nasza wiedza jest mało pożyteczna. Dlaczego? Każdy z nas przyswaja sobie daną mowę w formie urzędowej, a nie pospolitej. To tak jakbyśmy my cały czas mówili po polsku tak jak na zajęciach, kiedy polonistka bardzo pilnuje poprawności. Po pewnym czasie zaczęłam rozumieć to co mówią do mnie obcokrajowcy, którzy skracają, zjadają literki, mówią niezmiernie szybko, że trzeba się sto razy zastanowić co mieli na myśli, ale nagle pojawiły się schody. W Niemczech spotkała Bawarczyka, we Francji kogoś z Alzacji i moją całą wiedzę o języku trafił szlak, bo to tak jakby Góral miał dogadać się z Kaszubem. Przerąbane!



Kiedy napisała do mnie pani Paulina z wydawnictwa Colorful Media, nie byłam przekonana do podjęcia współpracy. Z dwóch powodów.. po pierwsze mnóstwo blogerów napisało już słów kilka o czasopismach językowych i nie chciałam się powtarzać, a po drugie nie za bardzo wierzyłam w skuteczność nauki języka obcego w ten sposób. Jednak jak to w życiu bywa przekonałam się i tak kilka dni temu dotarło do mnie sześć czasopism językowych.

Hmm.. no i właśnie. Tutaj zaczęło się coś dziwnego. Okazało się, że gazety te są całkiem przyjemne i nie żałuję, że dałam się namówić na to, żeby po nie sięgnąć. 


Czytanie Deutsch Aktuell i  English Matters nie sprawiło mi najmniejszego problemu. Znalazłam tam mnóstwo artykułów dotyczących ludzi, kultury danego kraju, podróży, sportu i  kilka porad językowych. Co prawda czasopism tych nie czyta się tak szybko, jak tych w języku polskim. Może ktoś robi to równie dobrze, ale ja poświęcałam sporo czasu każdemu tematowi. Dlaczego? Bo chciałam przyswoić jak najwięcej nowych słówek. To miło uczyć się języka i równocześnie dowiadywać się rzeczy o Wielkiej Brytanii czy Niemczech, prawie z najbardziej wiarygodnego źródła. 

Troszeczkę inaczej wyglądało moja przygoda z Francais Present. Francuskiego uczę się od roku. Moja wiedza jest średnia i dość ograniczona, ponieważ skupiłam się tylko na tym, żeby potrafić się porozumieć z Francuzem. Nie uczyłam się niepotrzebnych zwrotów, by moje wypowiedzi były ładne i składne. Chodziło mi tylko o dogadanie się. Dlatego czytając to akurat czasopismo, miałam troszeczkę problemów. Język ten był dla mnie po prostu odrobinę za trudny, ale to nie zmienia faktu, że tłumaczenia najtrudniejszych wyrażeń, pozwoliły mi uchwycić cały sens artykułu. Chodzi po prostu o to, że wydaję mi się, że te czasopisma nie są dla osób, które są na bardzo podstawowym, a może nawet raczkującym poziomie, bo po prostu jest ciężko, ale z drugiej strony ja się nie poddałam i wydaję mi się, że całkiem sporo na tym zyskałam. 



Muszę jeszcze dodać, że jest możliwość odsłuchania danego artykułu w formacie MP3. Szczerze, to strasznie mi się to przydało przy języku francuskim, bo nie ukrywajmy, że wymowa jest mega trudna. 

Doskonale wiem, że teraz część z was myśli, że jestem kolejną blogerką, która zachwala te gazety, ale taka jest prawda, że są one po prostu doskonałym dodatkiem do nauki języka obcego. Poszerzają wiedzę, horyzonty i sprawiają, że nauka jest troszeczkę bardziej przyjemna. 

Zainteresowanych odsyłam o tutaj, gdzie można poczytać o wydawnictwie i może skusić się jeszcze na inne czasopisma na przykład w języku hiszpański czy też rosyjskim  i o tutaj, gdzie czasopisma te można kupić.(wiem również, że są one w Empiku, bo sama je wczoraj tam widziałam.. jeśli jeszcze gdzieś to możecie o tym wspomnieć w komentarzu, może akurat dla kogoś będzie to przydatna informacja). 

Ja wiem jedno. Nie było to moje ostatnie spotkanie z angielskim, niemieckim i francuskim w takiej formie. Niesamowite, że sięgając po nie znowu a propo pisania tego postu okazało się, że całkiem sporo zapamiętałam i nie muszę korzystać już z tłumaczeń trudnych zwrotów. 

Co myślicie o takiej formie nauki? Może korzystacie z tych czasopism? A może znacie inne? Nawiasem mówiąc chciałam zacząć czytać książki w innym języku to dobry pomysł? :d