wtorek, 29 października 2013

Stos#7

Z poprzedniego zostało mi jeszcze prawie dwie książki, a ja już atakuję was kolejnym. Znowu jednak jest bardzo ubogi. Wszystko za sprawą stosu lektur, które otrzymują naklejkę "priorytet"... przyjdzie czas na przyjemności



"Ja, diablica" K.B. Miszczuk wyd. W.A.B 2010 z biblioteki. - wiele dobrego słyszałam o całej tej serii, więc nadszedł czas, że muszę się z nią zapoznać.
"Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana" D. Noszczyńska  wyd. Sol 2011 - świetna książka! Przeczytana jednym tchem.. niedługo recenzja :D
"Życie artystek PRL" S. Koper wyd.Czerwone i Czarne 2013- początkowo książka do prezentacji, ale z niej zrezygnowałam... mimo wszystko wciągnęły mnie biografie sławnych kobiet więc ją dokończę.

Do tej zacnej listy proszę dodać "Chłopów" "Zbrodnię i karę" "Proces" "Ludzi bezdomnych" oraz "Wesele". Zapowiada się ciężki listopad, ale nie dam się tak łatwo!

Znaleźliśie coś dla siebie? Coś polecacie?

niedziela, 27 października 2013

To mnie... echem... wkurza!

Do napisania tego postu zainspirowało mnie to oto zdjęcie...

  


Przyznam się szczerze, że mnie mało obchodzą gazety o modzie... W internecie znalazłam takie opisy trzech magazynów, które kojarzę.. 
 Vogue
'

Nazywany biblią mody. W 1892 roku, kiedy ukazał się pierwszy numer magazynu o tym tytule, ukazywał się jako tygodnik. Najbardziej znana jest wersja amerykańska, ale pismo doczekało się wielu edycji - oprócz brytyjskiej, francuskiej, włoskiej i hiszpańskiej, jest także m.in. edycja rosyjska, japońska i indyjska. Poszczególne edycje różnią się od siebie, ale wszystkie łączy zamiłowanie do mody. Vogue ma ogromny wpływ na kreowanie marek i projektantów. Wielu z nich zaistniało i teraz buduje prawdziwe imperia dzięki szefowej edycji amerykańskiej, słynnej Annie Wintour.

Elle


Elle to synonim podążania za trendami. Tytuł ten pochodzi z Francji (po francusku ''elle'' znaczy ''ona'') i adresowany jest do kobiet, które chcą być na bieżąco z modą i tendencjami. ''Elle'' nie przywiązuje zbyt dużej wagi do marek, a bardziej do efektu, jaki można osiągnąć daną stylizacją. Na rynku prasy panuje opinia, że ''Elle'' ma wierną grupę czytelniczek, których głównym zainteresowaniem jest moda, a inne publikowane w miesięczniku treści traktują jako wartość dodaną.

Vanity Fair

''Vanity Fair'', czyli ''Targowisko Próżności'' to prawdziwie luksusowy produkt. Choć moda stoi tu na bardzo wysokim poziomie, to nie jest głównym tematem i treścią. Miesięcznik jest mocno zawieszony w Hollywood, traktuje o gwiazdach, filmach, muzyce, kulturze. W Vanity  publikowane są także reportaże o polityce i długie, szczere wywiady. To w rozmowie z dziennikarzem z tego magazynu, Teri Hatcher wyznała, że była molestowana jako dziecko, Jennifer Aniston po raz pierwszy opowiedziała o rozstaniu z Bradem Pittem, a Lindsay Lohan przyznała się do uzależnienia od narkotyków.


W każdym z tych magazynów pojawiają się gwiazdy modelki i inni sławni ludzie. Nad ich wizerunkiem pracuje sztab ludzi, kilka programów komputerowych. Wyglądają idealnie. Mają w sobie to wszystko, czego brakuje nam szarym myszką. Styl, klasę, idealną cerę, piękne ubrania. Tysiące szalonych kobiet przegląda Vogue i wpada w kompleksy.  A tutaj mam za dużo centymetrów, a tutaj jestem za chuda, tutaj coś mi wystaje, a tutaj... coś. Nie ważne co, ale coś...Chcę wam coś uświadomić... spójrzcie... 

Adele sesja zdjęciowa i w realnym życiu



















Lilly Colins.. młoda dziewczyna w magazynie i na spacerze... dziwne?
Kira w magazynie i w realu...


Domyślacie się co chcę powiedzieć? Wszystkie te gazety przepełnione modą.. tzw. "biblie" są nic nie warte! 

Nie ma w nich nic szczególnego... nic prawdziwego. Mam wrażenie, że wpędzają tylko młode kobiety w stan depresyjny, anoreksje i bulimie, bo mimo, że w świecie zaistniała Adele.. w rozmiarze troszkę większym, to tak trwa kult "chudości". Doskonale zdaję sobie sprawę, że wszyscy o tym wiedzą, że media o tym trąbią, ale czy aby na pewno? Jak mamy kochać siebie, kiedy świat wciska nam taki kit! 

Następnym razem droga pani.. nim zdecydujesz się na operację plastyczną, botoks, detoks i inne rzeczy, bo zobaczyłaś Portman w Elle... włącz wujka Google i spójrz jak ta pani wygląda, kiedy jest sama.. kiedy tak jak ty leci szybko po kawę, idzie z dzieckiem do parku.. i nie ma nad sobą stylistów. Spójrz na nią... i zadaj sobie pytanie.. czy zwróciłabyś na nią uwagę mijając ją na ulicy? Czy różni się czymś od ciebie? Może problem nie tkwi w tym jak wyglądasz tylko co myślisz... 

Pozostałe źródła pochodzą z grafiki Google. 

piątek, 25 października 2013

I nagle wszystko się kończy” Krzysztof Bielecki


Zadziwiające, że są na świecie książki, które mogą sprawić, że cała moja wiedza o powieściopisarstwie, przepada po przeczytaniu pierwszych słów.

Bardzo trudno mi zakwalifikować i umieścić„I nagle wszystko się kończy” Krzysztofa Bieleckiego w jakimś zbiorze, w jakiś ramach. Wydaję mi się to odrobinę niebezpieczne, bo cała książka wykracza poza, właśnie.. poza co?

Sam autor na wstępie informuję czytelnika, że ta książka to powiem świeżości, a może raczej jazda bez trzymanki. Przyznam się szczerze, że byłam tak zaintrygowana tymi słowami, że musiałam dowiedzieć się, co tak naprawdę mnie czeka. I tutaj zaczynają się schody.

„I nagle wszystko się kończy” to zbiór opowiadań, ale nie jakiś byle jakich, o nie! W swoje łapki dostałam opowieści tak różne i tak odrealnione od rzeczywistości, że zaczynałam się bać o swoje zdrowie psychiczne. Naprawdę.. czytałam kolejne rozdziały z rozdziawianą buzią i zastanawiałam się co ze mną nie tak, że chcę brnąć w to dalej?

Odpowiedź znalazłam, gdy dotarłam do ostatnich słów i skończyłam moją lekturę. Zdałam sobie sprawę, że te opowieści mają głębszy sens. Ukazują ludzi i ich życie z innej perspektywy. W ten totalnie odrealniony sposób pokazują złożoną naturę ludzką.

Wydaję mi się, że najlepszym tego przykładem będzie opowiadanie pt. „Astronauta”. W zadziewający sposób przedstawiony jest w nim mechanizm ludzkich serc. Każdy z nas interesują się nową przybyłą osobą.. stara się z nią zapoznać, sprawić, że nas polubi.. z czasem jednak ta osoba nas wykorzystuje. Sami nie zauważamy jak zmienia nasz świat, światopogląd. W pewnym momencie sprawia, że zrobimy wszystko o co poprosi, bo jest nowa i ma w sobie ten magiczny magnetyzm....Najgorsze jest jednak to, że doprowadza nas to do zguby.

Zdaję sobie sprawę, że czytając moje streszczenie opowieści pomyśleliście, że nie mam w niej nic niezwykłego. Zapewniam was jednak, że sposób w jaki została napisana jest naprawdę dziwny. Musiałam się sporo namęczyć, żeby wyciągnąć z niej cały sens.
Opowiadania Bieleckiego mają to do siebie, że są strasznie dziwne, ale równocześnie strasznie ciekawe. Czytając je zastanawiałam się, czy gdyby podać mi ich sens na tacy były by tak interesujące?

Chociaż może właściwie w tych historiach nie ma w nich drugiego dna.. może ja sobie to wszystko wymyśliłam, żeby usprawiedliwić to, że przeczytałam tą książkę? Może tak naprawdę powinnam się martwić o zdrowie psychiczne autora i swoje?


Książka: „I nagle wszystko się kończy” Krzysztof Bielecki. str. 300 .Książka wydana własnym nakładem poprzez działalność w ramach Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości. Warszawa 2013.  

środa, 16 października 2013

Seriale...

Seriale to moja druga miłość. To właśnie na kolejny odcinek ulubionego hitu znajduję chwilę.. a nie na książki i filmy ..


Rozpoczęły się trzy nowe serie. Seriali z których właściwie tylko jeden" Downton Abbey" uwielbiam całym serduchem (tak ma to związek z moją fascynacją latami 20 XX wieku :D ). 



Zdecydowanie na drugim miejscu postawiłabym "The Orginals" to nowe tchnienie w historię wampirów. Rozpoczął się pierwszy sezon, a więc jest tu po prostu mnóstwo nowości i świeżości. Zdecydowanie na plus.



I ostatni serial, któremu poświęcam czas.. właściwie to z przyzwyczajenia. Piąty sezon zaczął się mało spektakularnie. Powiało troszeczkę nudą, ale ... sentyment jest, a więc oglądam dalej :D


Znacie któryś? A może oglądacie zupełnie coś innego i polecacie?

niedziela, 13 października 2013

To mnie (wy)(za)(od) kręci.


Cóż wszyscy wiecie, że mnie zbyt często tu nie ma. Nie będzie tajemnicą jak powiem, że nie mam czasu. Wczoraj nagle się okazało, że doba ma za mało godzin. Trudno mi wszystko jakoś połączyć ze sobą. Nie chcę rezygnować z częstych postów na blogu... nie chcę rezygnować z czytania książek, które chcę przeczytać, a nie muszę!
Niestety nie mam kiedy. Nie przypuszczałam, że trzecia klasa liceum będzie tak wyczerpująca. Normalny program jest przytłaczający.. dodajmy do tego jeszcze materiał z fakultetów i jakieś takie ogólne "uczenie się" do matury... wychodzi na to, że wstaję o 7 rano i chodzę spać o północy.


Zaczęłam przygotowywać do prezentacji maturalnej.. zbieram wszystkie potrzebne materiały. Za kila dni mam serię próbnych matur... Mnóstwo sprawdzianów i ogólnie nauki. Do tego ciągle robię rzeczy po za szkołą. Tak musiałam wiele rzeczy ograniczyć.. Jest średnio. Nie jestem przyzwyczajona do takiego tempa, dlatego tak narzekam. 



Muszę prosić was o cierpliwość i czujność, bo prawdę mówiąc nowych postów możecie się spodziewać zawsze. Zawsze gdy będę miała chwilę postaram się coś naskrobać..

Tym czasem lecę do DNA i GENÓW może czegoś się nauczę.



Pozdrawiam D.

piątek, 11 października 2013

„W blasku diamentów” Anna Davis


Ach ..te boskie lata 20 XX wieku! Ach.. ten jazz! Ach.. ten charleston! Uwielbiam ten okres z całego serca. Oglądanie filmów, czy czytanie książek o wyzwolonych damach z „paziem” na głowie, sprawiają, że od razu poprawia mi się humor.

„W blasku diamentów” Anny Davis przepełnione jest klimatem dawnych lat. Na kartach powieści czuć dym papierosowy, oddech pijanych ludzi... słychać muzykę, która rozbrzmiewa w uszach Diamond Sharp. Równocześnie autorka nie pomija szarej rzeczywistości. Nie brakuję w jej powieści porannego kaca, niewyspania, czy nieszczęścia.

„Oportunistka to taka dziewczyna, która spotkawszy w środku nocy wilka, następnego poranka pojawia się w nowym futrze”

Powieść reklamowana jest raczej jako romans, ale dla mnie była czymś więcej. To wędrówka przez skomplikowane życie Grace Rutherford. W dzień jest zwykłą kobietą, lekko wyzwoloną, ale nadal trzymaną w ryzach.. w nocy staję się szaloną imprezowiczką. Nie boi się mężczyzn, nie widzi nic nieprzyzwoitego w flirtowaniu. Jest po prostu normalną kobietą. Normalność jest jednak w książce pojęciem względnym, bo to co jest dla mnie teraz normalne kiedyś budziło rumieńce na twarzach wszystkich.

„Może właśnie dlatego jestem niezamężna. Bo jestem kłótliwa. Nie pozwalam facetom robić z siebie popychadła. Pewnie przez to wydaję się nieco niesforna”

Książka nie jest banalna, a muszę przyznać, że dość rzadko się to zdarza. Wątek miłosny wije się przez karty powieści niczym wąż, ale nigdy nie jest jasny i klarowny. W uczuciach bohaterów pełno jest sprzeczności, paradoksu i smutku. Poprzez cofanie się momentami w przeszłość głównej bohaterki poznajemy ją od podstaw. Wiemy dlaczego fascynują ją jeden, a nie drugi mężczyzna.. Wszystko może się zdarzyć....

     "Nie pojmuję tych całych bajgli. Czy ta dziura w środku ma być metaforą tego, co jest                       sednem naszego życia, czy po prostu piekarze są zbyt skąpi, by zapełnić ją ciastem?"


„W blasku diamentów” to doskonała propozycja dla wszystkich kobiet poszukujących opowieści, która da coś więcej. Czytając ją poczułam oddech czasu na plecach. Czerpałam z klimatu deszczowego Londynu w 1927 roku. Wiedziałam, że powieść ma ukryty sens. To historia kobiet, które pragnęły przerwać więzy.. pragnęły od życia czegoś więcej.. czasami za najwyższą cenę.

Książka:   „W blasku diamentów” Anna Davis wyd. Otwarte 2012 str.366

poniedziałek, 7 października 2013

Stos#6

Wrzesień nie był dla mnie zbyt łaskawy. Przeczytałam, a raczej wymęczyłam trzy książki i do tego jedną lekturę. Strasznie was zaniedbałam i nawet nie chodzi o to, że mam wyrzuty sumienia (a mam uwierzcie)ale poczułam, że pierwszy miesiąc jesieni gdzieś mi przeleciał między palcami. Skończył się nim zdążyłam się nim nacieszyć. Był szalony i nie chcę więcej takiego czasu w moim życiu.. o nie dziękuję bardzo. 

Co prawda pod koniec miesiąca obłowiłam się w książkach. Spoglądam na moje półki i mam ochotę skakać z radości, albo nie.. zrobić wam ogromne zdjęcie i pokazać wam co mam, a później stać się próżną damą .. 

Wiem jednak, że moje możliwości są ograniczone.. czuję, że znowu nie będę miała czasu, więc prezentuję wam powiedzmy 1/10 mojego "STOSU".  Mam wielką nadzieję, że uda mi się chociaż te książki przeczytać. 


David Foenkinos "Delikatność" wyd. Znak 2012 zakup własny - od dawna mam ochotę na tą opowieść.
Krzysztof Bielecki "I nagle wszystko się kończy".2013- od autora- nie wiem czego się spodziewać, ale to lubię w książkach najbardziej...odkrywanie nowości 
Cassandra Clare "Miasto zagubionych dusz" wyd. Mag pożyczona - musiałam w końcu dać się przekonać i znowu dać szansę tej części. Pierwsze trzy zrobiły na mnie OGROMNE wrażenie, a później no cóż...

Znacie coś? Polecacie? A jak wyglądają wasze plany czytelnicze? Na najbliższy miesiąc? 

Ps. Za kilka dni ukarzę się recenzja ksiażki.. tak wiem.. nareszcie.. ale nie mam naprawdę kiedy czytać 

środa, 2 października 2013

Filmy w pigułce#2

Postanowiłam, że na blogu co jakiś czas będzie się ukazywał post pt. „Filmy w pigułce”. Postaram się w nim opowiedzieć po prostu o filmach, które obejrzałam i w jakiś sposób zapadły w mojej pamięci.

Iluzja(2013)


Nigdy nie przypuszczałam, że sztuczki magiczne mogą być tak wciągające. Wszystko zaczyna się, gdy grupa Iluzjonistów obrabia bank i rozdaje pieniądze zwykłym ludziom. Film to przede wszystkim opowieść o pościgu FBI za magikami. To doskonale kino akcji z wieloma elementami zaskoczenia. Dla samej końcówki warto poświęcić chwilę.  

Dary Anioła. Miasto Kości. (2013)


Nie muszę chyba nikomu streszczać fabuły filmu, ani opowiadać o czym jest prawda? Pierwsza część serii zrobiła na mnie całkiem fajne wrażenie. Gra aktorska nie jest najgorsza. Początkowo Bower nie pasował mi na Jace, ale z czasem i jego polubiłam. Wielkie ukłony dla mojego ukochanego Meyers'a, uwielbiam tego aktora! Miło było jeszcze zobaczyć Headey w innej produkcji niż „Gra o tron”. Całkiem przyjemnie się oglądało. Efekty specjalne dość dopracowane, pasująca muzyka.. czego chcieć więcej?  

Bezpieczna przystań(2013)



Ekranizacja powieści Sparksa. Czego można się spodziewać słysząc nazwisko autora? Pięknej historii miłosnej. Oczywiście ją dostaniemy. „Bezpieczna przystań” to opowieść o kobiecie, która szuka siebie i stara się uciec od przeszłości. To opowieść wielowątkowa, piękna, ale zarazem zaskakująca. Idealna na jesienny wieczór pod kocem, z kubkiem gorącej czekolady. Dla wszystkich fanek miłosnych historii!


Znacie któryś? A może widzieliście coś innego i coś polecacie? 


wtorek, 1 października 2013

"Złoty most" Eva Völler



Podróże w czasie to temat, który inspiruje wielu autorów. Jedni wymyślają maszyny do przenoszenia, inni portale, jedne są napędzane na krwią, a jeszcze inne siłą umysłu. Ile pisarzy tyle nowych koncepcji na ujęcie tego tematu.

Eva Voller stworzyła serię, która początkowo nie przypadła mi do gustu. Nie krzyczałam, jak rozkochane fanki Biebera na koncercie, po przeczytaniu „Magicznej gondoli”, ale też nie poddałam się i postanowiłam dać szansę Annie i Sebastianowi, bo czułam jakiś potencjał, ale jakby nie do końca wykorzystany.

„Pokuta i żal to dwie różne rzeczy, jedno bez drugiego jest niewiele warte.”

Tym razem główni bohaterowie nie przechadzają się po Wenecji. Nie pływają w blasku księżyca czerwoną gondolą, o nie.. tym razem los z nich zakpił i znaleźli się w Paryżu. W mieście zakochanych, czyżby?

Co wiecie o Francji w roku 1625? Pamiętacie Ludwika XIII i jego „krnąbrną” żonę, a może więcej mówi wam nazwisko Richelieu? Dobrze.. może chociaż pamiętacie muszkieterów i ich walkę z kardynałem.. jeśli tak, to już wiecie czego możecie spodziewać się w „Złotym moście”.

„- (...) Chciałam tylko z tobą porozmawiać... być z tobą sam na sam. Jego twarz złagodniała, spojrzał na mnie trochę drwiąco. - Och, ktoś tu ma romansowe zamiary, co? Randka z oficerem gwardii? Tego ci się zachciało? - Ujął mój podbródek. - Jesteś bardzo ładna, Anno z Niemiec. Mógłbym się skusić. Ta słodka buzia naprawdę zaprasza do pocałunków. Nagle schylił się do mnie i przycisnął swoje wargi...”

Anna i Sebastian znaleźli się w czasach niezmiernie trudnych i zupełnie innych. Dodajmy do tego jeszcze amnezję i mamy schematyczną powieść na wieczór. Chciałam jednak powiedzieć, że nie ma co się zniechęcać, bo mimo wszystko autorka troszeczkę zaskakuję.

Eva Voller stworzyła świat niesamowity. Zauważyłam, że jej warsztat pisarski odrobinę się poprawił. Sprawiła, że minęło kilka godzin, a ja zamknęłam powieść i miałam najzwyczajniej w świecie kaca książkowego.

„- Mówiłem ci, że te spodnie są za wąskie - wtrącił zrzędliwie Sebastiano. - Nie moja wina. Sam mi je dałeś. - Przytyłaś? - Uważasz, że jestem gruba? - spytałam oburzona.”

Nie przypuszczałam, że po słabej (w moim odczuciu) „Magicznej gondoli” tak zaciekawię się „Złotym mostem”. Zdecydowanie lepsza część.e. Nic tylko brać.. czytać i się rozkoszować.

Książka: "Złoty most" Eva Völler wyd.Literacki Egmont 2013 str.439