czwartek, 13 lutego 2014

Gratka dla fanów czy raczej próba zbicia fortuny?


Kto z nas nie zna Tolkiena? Kto z nas chociaż raz w życiu nie słyszał o hobbitach, elfach i krasnoludach? Kto z nas nie interesował się Śródziemiem? Zdaję sobie sprawę, że istnieją na świecie ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o czym chcę opowiedzieć. Rozumiem, że nie każdy ma cały miesiąc(fakt niektórym to może zająć nawet rok) na przeczytanie Władcy Pierścienia. Jest jednak dużo mniejsza książeczka Tolkiena, w której  możemy przeczytać o wszystkich  mieszkańcach fantastycznej krainy. "Hobbit, czyli tam i z powrotem" doczekał się ekranizacji. Stosunkowo króciutka powieść została podzielona na trzy części. Przypadek?



Muszę przyznać, że jestem idealistką i w głębi duszy wierzę, że Peter Jakson po prostu miał taki kaprys i postanowił stworzyć kolejną epicką opowieść na miarę Władcy Pierścienia. Zamarzyło mu się nakarmić spragnione dusze fanów Tolkiena aż trzema filmami.

Po pierwszej części opowieści "Hobbit: Niezwykła podróż", gdzie śpiew krasnoludów rozbrzmiewał w tle naszedł czas na "Hobbit: Pustkowie Smauga", czyli dopracowaną opowieść o wędrówce sympatycznej drużyny zmierzającej w kierunku legowiska strasznego smoka.


Najlepsze w ekranizacji książki jest to, że utrzymana jest ciągle w tym samym klimacie. Gołym okiem widać, że nad wszystkim czuwa Jakson. Nie brakuje tutaj efektów specjalnych, pięknych widoków i mknącej niczym potok, którym krasnoludy uciekają w beczułkach, akcji. Każda postać dopracowana, każdy widok zapierający dech w piersiach, dialogi na wysokim poziomie i bardzo porywające sceny walki, sprawiły, że w kinie zapanowała cisza i nie było słychać nawet odgłosów "wciągania rurką coli".

Według mnie najcięższym zadaniem twórców filmu było stworzenie opowieści dobrej, ale nie komputerowej. W dzisiejszych czasach bardzo łatwo przekroczyć cienką linię między dopracowanymi efektami specjalnym, a karykaturalną wizją świata. Obawiałam się chyba najbardziej smoka. Tego, że podadzą mi na tacy postać przerysowaną i aż nazbyt komiczną. Pomyliłam się i znowu nie wierzyłam Jaksona. Smaug jest piękny. Na swój sposób naprawdę piękny. Kiedy pojawił się na ekranie zapadła cisza. Hipnotyzujący wygląd i niesamowity głos, wyciągnięty niemal z domu angielskiego lorda sprawił, że polubiłam tą straszną postać.


Zastanawiam się co teraz myślicie? Film idealny? Film, który muszę obejrzeć? Tak macie rację, chociaż  nie ma filmów idealnych, w każdym znajdą się wady. Dla mnie "Hobbit" nie ma już klimatu Władcy Pierścienia. Jest efekciarski, bardzo nie taki jak książka. Film obfituje w wiele scen nawiązujących do Trylogii, wiele scen dopisanych i stworzonych tylko po to by starczyło materiału na trzy filmy. Oczywiście jest to wielka gratka dla wszystkich fanów, ale oglądając film czuje się, że opowieść o Bilbie Bagginsie to przede wszystkim  milionowe przedsięwzięcie, które ma przynieść jeszcze większe zyski.

Chociaż muszę powiedzieć szczerze co mnie obchodzi marketing, kiedy na ekranie widzę Orlanda Blooma(Legolas), Martina Freemana (Blibo) , czy Evengeline Lilly (Tauriel) w świecie stworzonym przez dwóch mistrzów... Tolkiena w jego wyobraźni i Jaskona w filmie. Nie ważne ile pieniędzy zarobią, nie ważne jakie zyski przyniesie. Tak każdy fan pójdzie do kina i gwarantuję, że wyjdzie z niego zadowolony i powróci do niego już za rok, bo przecież przed nami WIELKI FINAŁ!


***

Nie wytrzymałam  Dziękuję bardzo za wszystkie "dające kopa" komentarze, maile i wiarę we mnie. Fakt, że czas mi nie pozwoli na zbyt dużą aktywność, ale nie jestem w stanie zrezygnować. Mówiłam, że wszystko mnie męczy,ale kilka osób napisało mi "że mogę robić to inaczej", pokazało mi, że można inaczej pisać o książkach, poszerzyć "działalność". Obecnie pracujemy nad zmianą szablonu (tak ten to tylko wersja robocza) i może już niedługo zobaczycie świat z męskiego punktu widzenia. Nigdy bym nie przypuszczała, że pan X (tak tak nie chce się ujawnić nawet z imienia :O) będzie tą osobą, która mną potrząśnie i rozkaże mi działać i zaoferuje pomoc... więc bądźcie czujni! :D

7 komentarzy:

  1. Witaj ponownie! Tęskniłam za Twoją obecnością w blogosferze :)
    Mało tego Hobbita w Hobbicie było tak naprawdę. Mnóstwo efektów, wątków z trylogii i tych dodatkowych, stworzonych w wyobraźni. Ale muszę przyznać, że całość naprawdę nieźle wyszła i oglądałam wielkim przejęciem. Już nie mogę się doczekać trzeciej części i wielkiego finału!
    Ale... Ja nie poszłam do kina dla Legolasa, ale dla Bilba! On ma coś w sobie. Ale Smaug... Ten głos, to spojrzenie. Smok im zdecydowanie najbardziej wyszedł!

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaak, na pewno trzy części to z troski o dobro fanów :)))
    Druga cześć podobała mi się o wiele mniej niż pierwsza. Okropnie tandetny wątek elfki, niezmiernie schematyczny i naiwny...tfu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Filmu nie widziałam. Czekam na III część i maraton z Hobbitem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekając na drugą część cały rok, już w czasie seansu wiedziałam, że nie tego oczekiwałam. Podobała mi się pierwsza część Hobbita, bo była bardziej tolkienowska, ta druga była zbyt naciągana i przedłużana. Smaug na plus. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że wróciłaś :)
    Dla mnie Hobbit (obie części) są filmami typowo kinowymi: będą się podobać głównie w kinie, gdzie pozwolimy wciągnąć się w historię i porwiemy magii obrazu. Gdzie indziej, rzeczywiście może być przydługi i nudnawy. Ale jako, że ja go widziałam tylko na dużym ekranie, jestem jak najbardziej za wizją Jacksona :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Film jest Jacksonowy, ale przecież wzbogacił film o dużo rzeczy które są w dodatkach do hobbita, wiec go podziwiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie jestem fanką Hobbita. Oglądałam go ze dwa razy, ale jakoś mnie nie zachwycił. Jedynie efekty wizualne przypadły mi do gustu oraz niezwykły klimat.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.