niedziela, 23 lutego 2014

"Wiedeńska gra" Carla Montero


"Wolność i szczęście to rzeczy ulotne. Udawanie, że mogą być trwałe, przysparza nam tylko rozczarowania i cierpienia. Dlatego ja staram się splatać poczucie szczęścia z drobnymi codziennymi zdarzeniami."
Bardzo cenię autorów, którzy wychodzą po za schematy. Twórców, którzy tworzą coś więcej niż opowieść o nic nie znaczących, gubiących się w tłumie bohaterach. Carla Montero poddała mi na tacy historię Europy tuż przed wybuchem wojny. Historię tak dobrą, że aż zapierającą dech w piersiach.

Dobrze już dobrze. Posłodziłam, posłodziłam, ale to nie moja wina, że "Wiedeńska gra" tak mnie zaciekawiła, tak bardzo pochłonęła, że przez kilka dni męczył mnie kac książkowy. Nienawidzę tego uczucia, kiedy spoglądam na stos powieści, każda krzyczy do mnie "przeczytaj mnie.. przeczytaj", a ja smutno się uśmiecham, chowam głowę w poduszkę i wiem, że nie dam rady sięgnąć po coś innego, bo nadal żyję w Brunstriech i nie mam zamiaru pakować walizek, o nie!
"Nie rób w nocy niczego, czego mogłabyś żałować o poranku"
Długo nie mogłam zrozumieć blogowego zachwytu nad Carlą. Miałam wrażenie, że jak zawsze większość dała się porwać modzie i innym, że spędzę kilka godzin z książką w ręku, a później nadejdzie wielkie rozczarowanie. 

Oczywiście, że się pojawiło. I to bardzo szybko. Nie mogłam wdrożyć się w język powieści. W rozdziały w formie listu... listu pisanego do jednego z książąt, przez ukochaną i jego brata. Bardzo dziwnie się to czytało, ale równocześnie czułam w kościach, że zaczyna mi się to podoba. Powiew świeżości i nowości. Tak zdecydowanie miało to jakiś ukryty sens. 

Im dalej brnęłam w tą historię, tym bardziej przepadałam. Miałam przed oczami piękną Hiszpankę, która musiała opuścić swój rodzinny dom. Przechadzałam się z bohaterami po zamku. Zapadałam w fotel tuż przed świątecznym obiadem. Słyszałam w uszach dźwięk orkiestry, która grała walca. Wirujące pary, pary śpiące w wiedeńskim hotelu... i nagle.. w zakamarku mojego umysłu pojawiła się myśl o wojnie. O tym, że jest rok 1913, że za chwilę świat opanuje strach i właściwie co? Zbrodnia, ale musicie wiedzieć, że zbrodnie dopadają głównych bohaterów znacznie wcześniej! 
"Miłość to tylko słabość charakteru, niebezpieczne zakłócenia w naszym rozumowaniu."
"Wiedeńska gra" to taki Bond XX wieku. Bez zabawek, bez gadżetów, właściwie bez niczego. To co łączy bohaterów i agenta Jej królewskiej mości to szpiegostwo. Zdziwieni? Nie mam nadzieję, że nie. Mam nadzieję, że zaintrygowani na tyle by dać się porwać historii. Ja uległam i nie żałuję, bo to powieść inna niż wszystkie. Powieść przepełniona klimatem lat XX, z lekkim oddechem nadchodzącej wojny na każdej karcie! 

Książka: "Wiedeńska gra" Carla Montero wyd. Rebis 2013 str.372

8 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podobała "Wiedeńska gra". Na początku też myślałam, że ten zachwyt nad Carlą Montero jest przesadzony, ale okazało się, że autorka idealnie trafia w moje klimaty, choć nie ukrywam, że były momenty gdy zaczynałam się nudzić, zwłaszcza na początku. Potem ta historia przypominała mi nieco powieści Agathy Christie i pozostałam w zachwycie do końca lektury:)
    Ps. Dobrze Cię tu widzieć z powrotem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak strasznie polubiłam autorkę. Wciągnęłam nosem i "Wiedeńską grę " i "Szmaragdową tablicę" i miałam niezłego kaca książkowego :D

      Usuń
  2. Czuję, że by mi się spodobała. Lubię takie klimaty;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie czytałam ale bardzo lubię połączenie historii, sensacji i wątków romansowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że pochłoniesz ją w tempie ekspresowym ;d

      Usuń
  4. Nie czytałam jeszcze, ale klimaty jak najbardziej moje :) - do listy dopisałam, jeszcze tylko muszę książkę dorwać :D

    Przy okazji zapraszam Cię do mojego wyzwania autorskiego
    http://babskieczytadla.blogspot.com/p/autorskie-wyzywanie-europa-da-sie-lubic.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.