środa, 26 marca 2014

To mnie kręci!

Nirvana


Nirvana – amerykański zespół grunge'owy, założony przez wokalistę i gitarzystę Kurta Cobaina i basistę Krista Novoselica w Aberdeen (USA) w1987. Zespół w ciągu siedmiu lat swojej kariery zatrudniał kilku perkusistów (ostatnim był Dave Grohl, który dołączył do grupy w 1990).
Nirvana zdobyła ogólnoświatową sławę po wydaniu albumu Nevermind oraz pierwszego singla promującego płytę, "Smells Like Teen Spirit" (1991) oraz stała się jednym z prekursorów podgatunku muzyki rockowej, grunge.
Zespół został rozwiązany po śmierci Cobaina w 1994, ale popularność Nirvany po tym wydarzeniu jeszcze bardziej wzrosła. W 2002 wydano nieukończone przez zespół demo "You Know You're Right", które okazało się międzynarodowym hitem i uplasowało się na szczytach list przebojów. Do marca 2009 zespół sprzedał ponad 25 milionów albumów w Stanach Zjednoczonych oraz ponad 50 milionów na całym świecie **







I moja ulubiona piosenka! 


Znacie ten zespół słuchacie? Czy głos Kurta też wywołuje u was ciary?:D 

** Informacje- Wikipedia, więc nie wiem czy są zbyt prawdziwe o.O chciałam napisać coś ciekawego z książki, którą dostałam od kolegi na urodziny, ale niestety nie mam jej w domu (szał prezentacji maturalnych.. rozumiecie)

sobota, 22 marca 2014

Stosik #9


Bardzo niewielki stosik. Z dwóch powodów. W ostatnich tygodniach marca i w kwietniu będę miała wiele, wiele do zrobienia. Ogólnie rzecz ujmując.. książki, podręczniki i nauka. Sami rozumiecie.. maj nadciąga. Obiecałam sobie jednak, że nie zaniedbam znowu bloga. Stąd dwie książki, które zalegają u mnie na półce od X czasu i chyba nadszedł ich czas.


"Słodki zapach brzoskwiń" Sarah Addison Allen wyd.  Znak 2011 str.297

"Alibi na szczęści" Anna Ficner- Ogonowska wyd. Znak 2012 str. 653

Obie książki są moje i grzecznie czekają od września aż nadejdzie ich czas. 

Znacie je? Od której zacząć? 

Ps.  Chcę kupić czytnik ebooków. Powiedzcie mi proszę jaki macie w swoich domach i jaki polecacie? Oczywiście pamiętając, że jestem licealistką i kupię sobie to cacko za własne, ciężko odłożone pieniądze... ! Z góry dziękuję za każdą odpowiedź, radę itp. 

czwartek, 20 marca 2014

"Inferno" Dan Brown


Nie. Nie siadajcie wygodnie w fotelu, broń Boże nie zaparzajcie herbaty, nie szukajcie cieplutkiego koca, żeby się w niego zawinąć. Nie warto. Nie krzyczcie z radości, nie piszcie nic na "fejsie".Nie szalejcie z zadowolenia. I błagam nie dzwońcie do mamy z wiadomością, że "Nowiuteńka książka Dana leży na waszych kolanach." Nie róbcie tego. W ogóle najlepiej jej nie kupujcie, nie czytajcie, szkoda czasu.

Skąd ta moja negatywna postawa już na samym początku? Z prostej przyczyny to Brown.. kolejny klasyczny przykład autora, który popada w schematy. Przyznam się, że jeśli by to napisał nie znany mi pan Nowak, może bym napisała kilka pochlebnych słów, ale w tym wypadku.. nie wiem jak miałabym obronić "Inferno". 

Zagłada świata i próba jego ratowania? Jest. 
Piękna kobieta? Jest. 
Wiele symboli i uwaga.. jeszcze więcej symboli? Jest.
Ogólne poplątanie z poplątanym w głowie Roberta? Jest.
Tajemnicze "złe siły". Jakże by inaczej obecne. 
Ucieczka? Jest. 
Coś szokującego? Brak. 
Coś co powaliło mnie z nóg? Brak
Coś co zafascynowało mnie w "Kodzie Leonarda da Vinci" Znikło.

Nie chcę napisać, że "Inferno" to zła książka, bo ogólnie rzecz ujmując jest bardzo poprawna. Nie można się doczepić do języka, akcji, fabuły. Ma w sobie wszystko to co.. właśnie. Wszystko to co miały inne powieści Browna : "Kod Leonarda da Vinci". "Anioły i demony" czy "Zaginiony symbol". 

Nie słuchałam głosów dobrych wróżek, które mówiły, że zmarnuję czas. Nie wierzyłam, że dostanę takie ... cóż nie ukrywajmy flaki z olejem. Nawet nie dowiedziałam się nowych rzeczy! Zero... Cała powieść skupia się wkoło Dantego i jego "Boskiej komedii", szalonego naukowca Zorbisty i dziwnej grupy, która go ochrania. Dodajmy do tego jeszcze amnezję, troszkę symboli, piękne Włochy i mamy hit. Hit, który hitem i bestsellerem może i można nazwać, ale właściwie nie przez samą treść, ale przez wielkie boom na Roberta Longdona i Dana Browna. 

Książka: "Inferno" Dan Brown wyd. Sonia Draga 2013 str. 592

środa, 19 marca 2014

To mnie kręci


W "To mnie kręci" było już strasznie dużo rzeczy. Jeszcze trochę i skończą mi się pomysły.. wpadłam więc na pomysł podzielenia się z wami informacjami o moich ulubionych zespołach. Na pierwszy ogień idzie amerykańska grupa : 

IMAGINE DRAGONS




Imagine Dragons, to czteroosobowa grupa założona w Las Vegas w 2008 roku, grająca alternatywny rock.
Obecny skład zespołu: Dan Reynolds - wokal, instrumenty klawiszowe, Kazanie Wayne - gitara, Ben McKee - bas, Daniel Patzman - perkusja.
Po wygranej w konkursach muzycznych, zespół wszedł do studia po raz pierwszy w 2011 roku. Na swoim koncie mają kilka mini-albumów, między innymi "Imagine Dragons EP" z 2009 roku, "Hell and Silence" wydaną rok później czy "Continued Silence EP" z 2012 roku.
Również w 2012 roku wydali swój pierwszy longplay - "Night Visions". Znalazło się na nim jedenaście utworów, promuje go singiel "It's Time". Prace nad materiałem na debiutancki album trwały dwa lata.*



Za co uwielbiam tych chłopaków? Za głos wokalisty i bas! Nie będę się o nich rozpisywać... łapcie moje ulubione piosenki i cieszcie ucho Danem :p 





Może uważni fani filmu "Intruz" pamiętają ostatnie sceny filmu? Pamiętacie.. na pewno jak głównych bohaterów  odnajdują "innych". Właśnie w ostatniej scenie leciała piosenka Imagine... niestety nie mogę znaleźć tej sceny we wszystko posiadającym Internecie więc pocieszę was tym filmikiem....

Lubicie ich? Znacie? A może to nie wasze klimaty? I czy chcecie dowiedzieć się czego jeszcze słucham? Piszcie komentujcie! Śmiało!

niedziela, 16 marca 2014

"Dziewczyna i chłopak wszystko na opak" Wendelin Van Draanen


"(...)chaos jest niezbędnym etapem organizacji wszechświata(...)"
Właściwie nie rozumiem tego mojego wewnętrznego radaru książkowego. Czasami namierzam powieści, które właściwie nic nie wnoszą do mojego życia. Może tylko trochę słów i banalność? Zdecydowanie to się stało gdy przeczytałam "Dziewczyna i chłopak wszystko na opak". 
"- Niektórzy są jak papier, są matowi, inni z satynowym połyskiem, jeszcze inni z wysokim połyskiem. - (...) - Ale raz na jakiś czas spotykamy kogoś, kto mieni się wszystkimi kolorami tęczy, a wtedy nic już nie jest takie samo."
Nie jest to ambitna powieść. Zdecydowanie nie należy też do moich ulubionych czy nawet lekko lubianych. Ot po prostu krótka historyjka o dorastających dzieciakach. O ich szczenięcym uczuciu, które "wybuchło", gdy byli w drugiej klasie. Julianna się zakochała, a Bryce uciekł. Standard. 

Autorka stworzyła książkę lekką i przyjemną. Zapewne wielce interesującą dla dzieci w podstawówce lub gimnazjum. Dla mnie była zbyt co tu ukrywać dziecinna. Nie zaprzyjaźniłam się z postaciami. Historie i przygody jakie przeżywali bohaterowie wydawały mi się zbyt trywialne i oklepane. No może opowieść o kurzych jajkach i trosce dziewczyny o drzewo pokazały, że nawet małe dzieci mają swoje cele, marzenia i przede wszystkim UCZUCIA! 
"- Nic tak człowieka nie uszczęśliwia jak kobieta, która wie, czego chce."
Prowadzona z dwóch punktów widzenia narracja wprowadza czytelnika w dwa światy. W świat kobiecy i męski... niewiarygodne jak jedna sytuacja może być odbierana na wiele różnych sposobów. 

Tą stosunkowo cieniutką książeczkę mogę polecić wszystkim mamom, z dwóch powodów : po pierwsze, żeby mogły przeczytać ją swoim pociechom, a po drugie, żeby zauważyły, że jeśli syn nie chce się bawić z jakąś dziewczyną to proszę nie zmuszajcie go... może jest ona w jego oczach zakochaną wariatką, która go prześladuje, a mówienie "Synku to taka miła panienka.." tylko doprowadzi go do załamania nerwowego. 

Książka: "Dziewczyna i chłopak wszystko na opak" Wemdelin Van Draanen wyd. Galeria Książki str. 223


niedziela, 9 marca 2014

"Szmaragdowa tablica" Carla Montero



Są książki o których właściwie nie usłyszałam nic złego, Możliwe, że szukałam w złych miejscach i są ludzie dla których "Szmaragdowa tablica" to niezbyt ciekawa powieść. Rozumiem ich. Naprawdę. Mi też często się zdarza rozczarować tym co każdy uznaje za fenomen. To naturalne, że jest na świecie tyle gustów ile osób. 

Tym razem jednak uśmiechnę się szeroko i dołączę do grupy, która powieść Montero uznaje za coś dobrego. Ku rozczarowaniu większości nie usłyszycie złego słowa o książce, która na długo zostanie w mojej pamięci.

"(...) w żadnych okolicznościach nie należy tracić nadziei i trzeba wierzyć, że to, co piękne i dobre w życiu, zawsze zwycięża."

Pierwsze co przypadło mi do gustu to narracja, która jest prowadzona z kilku perspektyw. Nie tylko mamy do czynienia z narracją z punktu widzenia innego bohatera, ale też z narracją z kilku perspektyw czasowych. Według mnie był to genialny zabieg. Niesamowicie czytało się o Annie, która chce rozwiązać zagadkę, a równocześnie poznawać to czego ona nie mogła odnaleźć w umyśle Sary i majora SS. 

Dobrze widzicie. Major SS, a więc co? Wojna! I to nie byle jaka po II światowa. Autorka w całkiem przystępny sposób oprowadzała mnie po Paryżu podczas okupacji niemieckiej. Czułam na sobie wzrok faszystów i spojrzenie wszystkich ludzi, którzy współczuli mi Dawidowskiej opaski na ramieniu. Musicie wiedzieć, że Sara to Żydówka. I tutaj rozpoczyna się świetna historia! Nawet lepsza niż "ta współczesna". Z wielkim utęsknieniem czekałam aż przed moimi oczami ukarzą się myśli i słowa bohaterów żyjących ponad 60 lat temu. Wydaję mi się, że właśnie to co było sprawia, że "Szmaragdowa tablica" jest tak genialna. 
"Jestem przekonana, że gdybym kiedyś została w starej bibliotece po zamknięciu, sama i po ciemku, mogłabym zobaczyć lśnienie półek jak ogni świętego Elma nad masztami żaglowca. Słyszałabym też ich głos: szmer kartek i szept atramentu. Jestem przekonana, że książki żyją i oddychają..."
Muszę jednak dodać, że gdyby nie współczesne wydarzenia, nie poznalibyśmy Sary i Georga von Berheima. Wszystko zaczyna się niewinnie. Młoda, zdolna pracownica muzeum, z dużo starszym i bogatszym mężczyzną u boku-Anna, postanawia dla Konrada odnaleźć tajemniczy obraz, którego autorstwo jest przypisywane Giorgionemu. I tak zaczyna się wielka przygoda. 

Przygoda, którą będziecie śledzić z wypiekami na twarzy. Przygoda, której finał wgniecie was w fotel. Właściwie to nie wiem co tu jeszcze robicie. Biegnijcie po książkę i czytajcie, bo naprawdę warto! 

Książka: "Szmaragdowa tablica" Carla Momtero wyd.Rebis str 667

piątek, 7 marca 2014

"Francuska oberża" Julia Stagg


Są dni kiedy nie chce się nam nic. W szkole czy pracy czas płynie tak jakoś zbyt wolno,a w domu brak energii i siły. Co warto w takiej chwili zrobić? 

Zacząć czytać książkę. Książka musi być... bardzo lekka (nie nie mówię o ilości stron, czemu tak myślisz, hę?)  i niewymagająca. Powinniśmy gładko i szybko czytać kolejne strony. Najlepiej jeszcze, żeby akcja książki działa się w jakiś fajnym kraju... Może być Francja. Bohaterowie powinni być nietuzinkowi, ale równocześnie podobni do nas. Nie może zabraknąć czarnych charakterów, "babć- miłych sąsiadek" i miłości. Powinniśmy dodać jeszcze szczyptę jedzenia i zapachów, a otrzymamy idealną książkę na takie dni.... 
"-Mnie tam smakował jej cassoulet-zaprotestował słabo. 
-Jej cossoulet? Był dobry? - zapytała niewinnie
- Pyszny.Nic nie przebije domowych potraw!
Lorna szybko poszła do kuchni i wróciła z wielką puszką.
-Prezent dla ciebie -postawiła konserwowy cassoulet przed Christianem- Madame Loubert zostawiła to....." 
"Francuska oberża" taka właśnie jest. Dokładnie. Teoretycznie bazuję na tym co zawsze, a w praktyce jest w niej coś innego i ciekawego. Przyznam się szczerze, że trudno mi skupić się na akcji książki, bo jest ona wielowątkowa, a każda historia bohatera wprowadza coś do całości. 
Okładka mówi, że to opowieść o parze Anglików, którym zamarzyła się oberża we Francji (helloł.. kto o tym nie marzy?). Faktycznie tak jest, ale moja uwagę bardziej przykuli mieszkańcy niewielkiej wioski. Z jednej strony typowi Francuzi z taką specyficzną cechą ludzi z małych wiosek. Wiedzą o sobie wszystko i wszystko chcą wiedzieć. Jak nie trudno się domyślić nowi mieszkańcy co nie lada atrakcja. 
"Śmiała się i śmiała do rozpuku. W pewnej chwili przestała, żeby złapać oddech. Jacques również rozbawiony znalazł się obok niej. Jak za dawnych czasów. Od wieków nie czuła się tak dobrze"
Julia Stagg stworzyła książkę ciekawą i może nie porywającą, ale godną polecenia. Oczywiście nie możecie się spodziewać górnolotnej literatury, ale za to otrzymacie powieść przepełnioną zapachem Francji i obliczem Francuzów. Ich mentalnością i tym co najbardziej w nich lubię... szykiem! 
Tak wyraźnie we "Francuskiej oberży" czuć klimat tego państwa i tego czego nie da się opisać, jeśli się nie odwiedziło małych miejscowości (Paryż, czy inne duże miasto odpada... tam są "nowobogaccy" właściwie niczym nie różnią się od nas...)

Więc jeśli macie chwilę... i marzy się wam wieczór, bardzo relaksacyjny wieczór to polecam! Dawka dobrego humoru i ciepła gwarantowana. 

Książka: "Francuska oberża" Jaulia Stagg wyd.Świat Książki str. 254-

wtorek, 4 marca 2014

To mnie kręci

Kochani jak to jest u was ze sportem? Jesteście typem wysportowanych ludzi, uwielbiających wyciskanie potów na siłowni? A może raczej należycie do "kocich klimatów"? Wiecie.. godziny na kanapie i błogie lenistwo, a jedyny wasz sport to podniesienie ręki, aby przełączyć kanał w TV albo przewrócić kartkę w książce?  Zdradźcie jak to w wami jest, bo ja już mówię o sobie ....


Nie jestem sportowcem. Zdecydowanie nigdy nim nie byłam i nie zostanę. Nie znoszę siłowni, zajęć sportowych. Czasami zdarza mi się wskoczyć na rower czy rolki. Latem lubię pograć w siatkówkę czy w ping ponga, ale nie wyciskam siódmych potów na siłowni. Nie katuję się dietami.. nie żyję właściwie zbyt zdrowo, ale jest jedna rzecz, którą uwielbiam i o dziwo ona działa na plus dla mojego zdrowia.

Uwielbiam biegać. I nie wcale nie mam super butów, ekstra dresu.. tak samo jak nie mam świetnych tras do biegania. Nie mam tego co mają wszystkie te laski ze spotów reklamowych. Nie mam nic, ale kocham ten sport.



Lubię wiatr we włosach. Lubię czuć obciążenie w nogach. Lubię te kotłujące się myśli w mojej głowie i błogi spokój gdy kończę bieg. Po prostu dwa czy trzy razy w tygodniu ubieram się i biegnę.

Czasami jest to rano.. Kiedy świat śpi..  Czuję się jakbym była sama na całym świecie, a jedynym towarzystwem jest wschodzące Słońce. Zdarza się i to częściej że biegam wieczorami. Tak.. wtedy już nie jest tak "samotnie", ale kiedy wpadam zmachana do domu czuję jak całodniowy stres ze mnie ucieka. Tak to zdecydowanie ogromny plus.

A więc...jedyne o co was proszę to BIEGAJCIE! WARTO!


poniedziałek, 3 marca 2014

"Piękny kraj" Allan Averill



Czy istnieje raj? Czy ktoś był w Edenie? Czy ktoś z nas poszukiwał "pięknego kraju?Wydaję mi się, że w sercu każdego jest gdzieś miejsce na taki mały raj, ale czasami to miejsce staje się realne... Tak stało się z Takiem. Mężczyzną, który chciał popełnić samobójstwo, a odkrył coś niesamowitego... Stał się podróżnikiem w czasie. 
„Wehikuł czasu – to byłby cud…”
Allan Averill napisał książkę opartą na nowym pomyśle. Na pomyśle świeżym i wydaje się ambitnym. Jednak im dalej brnęłam w tą powieść... miałam wrażenie, że nie różni się niczym od tych do niej podobnych. Typowy gatunek science fiction... 

Dwoje bohaterów... oczywiście on i ona. Zakochują się w sobie, a w międzyczasie muszą uratować świat. Są źli i dobrzy ludzi. Ci źli mają broń, ewentualnie krwiożercze ptaki, a ci dobrzy... właściwie tylko siebie i magiczną walizeczkę. 
„-Życie jest samolubne – mówi. – Drapieżca pożera ofiarę, wirus niszczy gospodarza. Żądza przetrwania jest gwałtowna i zarazem dziwna, a sukces mogą odnieść wyłącznie ci kompletnie pozbawieni serca. Pytasz o resztę świata? Pieprzę resztę świata, Judith.”
Za mało w "Pięknym kraju" jak dla mnie wszystkiego. Nie powiem, że nie podobała mi się ta opowieść, ale nie mogę też powiedzieć, że jestem nią zachwycona. Mam wrażenie, że zniknie z mojej pamięci za kilka miesięcy. Będę pamiętać, ze czytałam książkę o bohaterach ratujących świat... ale szczegóły gdzieś mi umkną.

Książka dla ludzi, którzy lubią schematy. Dla osób, które uwielbiają mało wymagające science fiction. Zdecydowanie nie dla mnie. 

Książka: "Piękny kraj"  Allan Averill wyd. Akurat str. 337

sobota, 1 marca 2014

Stos #8

To, że miałam przerwę nie oznacza, że nie stałam się posiadaczką kilkunastu nowych książek. Dzisiaj prezentuję "Stos", który już prawie w 100% mam przeczytany. Co więc to oznacza dla was? Ciągłą dawkę postów bez żadnych dziur! :D 
A więc patrzcie, podziwiajcie i komentujcie....



Od dołu prezentują się dumnie książki : 

"Szmaragdowa tablica" Carla Momtero wyd.Rebis str 667 - moja osobista,prezent jeszcze świąteczny po "Wiedeńskiej grze"  nie mogłam się oprzeć
"Inferno" Dan Brown wyd. Sonia Draga str. 592 - moja osobista, wspominałam, że uwielbiam Browna? :D 
"Wiedeńska gra" Carla Montero wyd.Rebis str.372 - moja osobista. Bardzo bardzo na tak!
"Elyria. Polowanie na czarownice" Brigitte Melzer wyd. Świat Książki str.320 - własna. Upolowana na wyprzedaży. Wielka niewiadoma, którą polecam ;d 
"Czas żniw" Samantha Shannon wyd. SQN str513- pożyczona. Odsyłam do recenzji! 
"Piękny kraj" Alan Averill wyd. Akurat str. 367 - pożyczona. Powieść z gatunku science- fiction.. cóż.. niedługo wyrażę o niej swoje zdanie...
"Dziewczyna i chłopak wszystko na opak" Wemdelin Van Draanen wyd. Galeria Książki str. 223
moja własna, ale powiem jedno...wyrosłam z takich książeczek
"Francuska oberża" Jaulia Stagg wyd.Świat Książki str. 254- moja własna. Również upolowana na wyprzedaży. Lekka idealna na zimne wieczory! 

Coś dla was? Znaleźliście jakąś książkę na marcowe wieczory?