niedziela, 9 marca 2014

"Szmaragdowa tablica" Carla Montero



Są książki o których właściwie nie usłyszałam nic złego, Możliwe, że szukałam w złych miejscach i są ludzie dla których "Szmaragdowa tablica" to niezbyt ciekawa powieść. Rozumiem ich. Naprawdę. Mi też często się zdarza rozczarować tym co każdy uznaje za fenomen. To naturalne, że jest na świecie tyle gustów ile osób. 

Tym razem jednak uśmiechnę się szeroko i dołączę do grupy, która powieść Montero uznaje za coś dobrego. Ku rozczarowaniu większości nie usłyszycie złego słowa o książce, która na długo zostanie w mojej pamięci.

"(...) w żadnych okolicznościach nie należy tracić nadziei i trzeba wierzyć, że to, co piękne i dobre w życiu, zawsze zwycięża."

Pierwsze co przypadło mi do gustu to narracja, która jest prowadzona z kilku perspektyw. Nie tylko mamy do czynienia z narracją z punktu widzenia innego bohatera, ale też z narracją z kilku perspektyw czasowych. Według mnie był to genialny zabieg. Niesamowicie czytało się o Annie, która chce rozwiązać zagadkę, a równocześnie poznawać to czego ona nie mogła odnaleźć w umyśle Sary i majora SS. 

Dobrze widzicie. Major SS, a więc co? Wojna! I to nie byle jaka po II światowa. Autorka w całkiem przystępny sposób oprowadzała mnie po Paryżu podczas okupacji niemieckiej. Czułam na sobie wzrok faszystów i spojrzenie wszystkich ludzi, którzy współczuli mi Dawidowskiej opaski na ramieniu. Musicie wiedzieć, że Sara to Żydówka. I tutaj rozpoczyna się świetna historia! Nawet lepsza niż "ta współczesna". Z wielkim utęsknieniem czekałam aż przed moimi oczami ukarzą się myśli i słowa bohaterów żyjących ponad 60 lat temu. Wydaję mi się, że właśnie to co było sprawia, że "Szmaragdowa tablica" jest tak genialna. 
"Jestem przekonana, że gdybym kiedyś została w starej bibliotece po zamknięciu, sama i po ciemku, mogłabym zobaczyć lśnienie półek jak ogni świętego Elma nad masztami żaglowca. Słyszałabym też ich głos: szmer kartek i szept atramentu. Jestem przekonana, że książki żyją i oddychają..."
Muszę jednak dodać, że gdyby nie współczesne wydarzenia, nie poznalibyśmy Sary i Georga von Berheima. Wszystko zaczyna się niewinnie. Młoda, zdolna pracownica muzeum, z dużo starszym i bogatszym mężczyzną u boku-Anna, postanawia dla Konrada odnaleźć tajemniczy obraz, którego autorstwo jest przypisywane Giorgionemu. I tak zaczyna się wielka przygoda. 

Przygoda, którą będziecie śledzić z wypiekami na twarzy. Przygoda, której finał wgniecie was w fotel. Właściwie to nie wiem co tu jeszcze robicie. Biegnijcie po książkę i czytajcie, bo naprawdę warto! 

Książka: "Szmaragdowa tablica" Carla Momtero wyd.Rebis str 667

14 komentarzy:

  1. Jedna z 16 książek, których lekturę zaplanowałam sobie na ten rok :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno kiedyś przeczytam tylko najpierw muszę zdobyć swój egzemplarz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę już mam tak jak i "Wiedeńską grę". Liczę na emocje wywołujące gęsią skórkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szmaragdowa tablica jest jeszcze ciekawsza niż Wiedeńska gra!

      Usuń
  4. To była obfita i ciekawa lektura :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Warto, mówisz? I widzę, że to całkiem porządne tomisko. Mam drugą książkę Montero w swojej domowje biblioteczce, więc jeśli ona przypadnie mi do gustu, to sięgnę i po ,,Szmaragdową tablicę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porządne fakt, ale czyta się w mgnieniu oka! :D

      Usuń
  6. W takim razie na pewno się za nią rozejrzę. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaintrygowałaś mnie, z chęcią przeczytam. Obym znalazła ją w bibliotece. :)

    shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, bo warto ją przeczytać :D

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.