środa, 30 kwietnia 2014

"Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow

\

Może jednak i szkoła na sam koniec zostawi po sobie dobre wspomnienie? Dobre wspomnienie, cień książki, która wydawała się opasłym tomiskiem, a okazała się w ostateczności dziełem na skalę.. na skalę właściwie żadną, bo brak dla niej jakiś określeń zwyczajnie brak. 

Trudno jakoś określić ten klasyk. Nie na darmo "Mistrz i Małgorzata" znalazła się na liście najlepszych arcydzieł świata. Dzieło życia Bułahowa to skomplikowana opowieść z wieloma, wieloma wątkami i elementami, która ciężko wytłumaczyć nie zdradzając najważniejszych rzeczy i sekretów powieści. 
"– Kotom nie wolno! Z kotami nie wolno! Psik! Wyłaź, bo zawołam milicjanta! Ani konduktorki, ani pasażerów nie zdziwiło to, co było najdziwniejsze – nie to więc, że kot pakuje się do tramwaju, to byłoby jeszcze pół biedy, ale to, że zamierza zapłacić za bilet!"
Powieść w powieści, szkatułkowa budowa utworu, mieszanie się elementów realistycznych z fantastycznymi sprawia, że każda strona.. każde kolejne słowo jest pochłanianie z nutą podziwu i zaskoczenia. 

Jesteśmy wielkimi szczęściarzami, bo "Mistrza i Małgorzatę" czytamy w całości. Nic nam nie umknie, nic nie zostało zatajone przez cenzurę. To przykre, ale Bułahkow przez wiele lat zmagał się z władzami ZSRR. Sam napisał list do Stalina. Nie rozumiał jak z uwielbianego człowieka kultury, na którego sztuki przychodził dyktator nagle stał się nikim, a jego dzieła nigdy nie miały być wydane pod jego nazwiskiem. Zrozpaczony nie raz spalił swoje rękopisy. Nie trudno się więc domyślić w powieści wątków autobiograficznych. Śmiało można powiązać tytułowego bohatera z autorem. 
"Rękopisy nie płoną."
Realistyczny obraz zaś Moskwy przypomina czasy współczesne Michaiłowi. Artyści byli na usługach władzy. Kultura zachodu mimo,że fascynowała mieszkańców Związku Radzieckiego, musiała być wymazana z ich świadomości. Wszystko co obce było złe. Stąd też częste donosy, czy ukrywanie dolarów w dziwnych miejscach. 

Ku radości czytelnika i ludzi nad wszystkim czuwa nie Bóg, ale Diabeł- Woland, wraz ze swoją świtą. Przecudnym kotem Behemotem,Azazellem i demoniczną służącą. To on staje się pierwiastkiem dobra w tym strasznym świecie. To on sieje dobroć i pomaga niewinnym... chociażby Małgorzacie, która prezentuje jak dla mnie silną, niezależną kobietę. 
"– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...) – Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus."
Całość, by nie było tak prosto, dopełnia opowieść o Poncjuszu Piłacie i Chrystusie. Skazanie i śmierć Syna Bożego nie jest jednak najważniejsze. Bułhakow skupia się na Precuratorze Judei. I właśnie chyba to czyni ten wątek tak ciekawym.

Nie spodziewałam się, że ta książka wywołała we mnie takie uczucia. Nie wiedziałam, że spędzę całe popołudnie by ją przeczytać. Nie miałam pojęcia, że stanie się wielkim zbiorem cytatów. Któż mógł się spodziewać, że tak mnie wciągnie i zaciekawi ostatnia lektura w liceum!

"Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!"

***
Moi mili! Jakoś mi nie idzie czytanie książek z ostatniego bardzo skromnego stosiku (aż dwie powieści) coś mnie nie zaciekawiły. Mam nadzieję, że przeczytam je w przyszłości, a tymczasem czytajcie i komentujcie wszystkie inne recenzję które się pojawiają. Zapowiadam też chwilowe zwolnienie tępa.. wszyscy wiecie dlaczego, nie będę się powtarzać... Uff.. 3 lata w 4 dni? Niemożliwe staje się możliwym. Ściskam gorąco! 

Książka:  "Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow wyd. Muza Warszawa 2011 str.542

sobota, 26 kwietnia 2014

"Angelfall. Penryn i Świat Po" Susan Ea


Znowu dałam się nabrać w każdym możliwym tego słowa znaczeniu. Zaczęłam czytać pierwszą część z lekką nutą obawy. Ku mojemu zdziwieniu bardzo szybko rozwiała się gdzieś w mroku, ale wróciła ze zdwojoną jak nie potrojoną siłą w "Angelfall. Penryn i Świat Po.". 

Nie chcę nawet rozpisywać się nad tym co mi się nie podobało. Świat stworzony przez autorkę wcale mnie nie zainteresował. Czytałam z wielkim obrzydzeniem o kolejnych "eksperymentach na ludziach". Pojawiające się skorpiony miały w sobie coś tak ohydnego, że za każdym razem czułam jak ciarki przechodzą po moim ciele. 

"Wy, ludzie, jesteście tak kruchymi istotami.(...) Niby wszystko jest w porządku, ale w każdej chwili możecie bezpowrotnie odejść."

Penryn stała się ciepłą kluską, która czasami miała minimalne odchyły od normy, ale w zasadzie nie przypominała dziewczyny z pierwszej części. Aniołowie i ich zachowanie stało się aż nadto groteskowe, nie miało w sobie nic strasznego, a nasz główny bohater.. nasz cudowny Raffe? 

Cóż miał jakiś syndrom.. "chcę skrzydła i już". W magiczny sposób, całkowicie odrealniony przedostawał się do gniazda, gdzie niby panoszył się w przebraniu, ale oczywiście nikt go nie zauważył. Jego towarzysze zostali zdegradowaniu do hołoty, swego rodzaju mafii, która pragnie tylko alkoholu i panienek.

"Nie została stworzona do samotności -Podobnie jak chyba żadne z nas."

Ruch oporu.. cóż mało mu było do tych wszystkich ruchów, jakie znamy z innych książek. Nie mieli jak dla mnie nic właściwie z odważnych i ciekawych ludzi. Ot zgraja ludzi, którzy dostają broń i potrafią pochować niemal żywcem swoich współtowarzyszy. 

"Angelfall..." zaczynało nabierać ciekawego kształtu, gdy Penryn i Raffe się spotkali. Nie liczyłam chyba na super romans, bo ich historia rozwija się raczej powoli, ale miałam nadzieję, że oboje wyciągną książkę z otchłani.. cóż.. nie stało się tak. Peige stała się przyczyną mojego obrzydzenia i zniechęcenia. Stała się ich wybawieniem, będąc równocześnie przywódcą .... w pewnym sensie roju. No ... kurcze.. myślałam, że wyrzucę książkę do kosza. 

"Prędzej czy później zawsze nas porzucają. Niezależnie od tego, jak bardzo ich kochamy albo jak wiele dla nich robimy. Nigdy nie spełnimy oczekiwań."

Do tego wszystkiego dobijała mnie historia z mieczem. Ta jego dusza.. jego historie. Po prostu ... beznadzieja. 

Bardzo bardzo mi się podobała książka Susan Ea. Wiem, że może porywam się z motyką na Księżyc to pisząc... może za chwilę dowiem się, że jestem zła itd, ale nie podobała mi się ta część i koniec!

Książka: "Angelfall. Penryn i Świat Po" Susan Ea wyd.Filia Poznań 2014


czwartek, 24 kwietnia 2014

"Tylko kochankowie przeżyją"




Jim Jarmusch to reżyser do którego nie potrafię odnaleźć klucza. Jego wrażliwość i nieokiełznana wyobraźnia nie mieści się w ramy zwykłego kina komercyjnego. Dlatego też mnie dziwi, że tak mało osób zna jego filmy.



Filmy eleganckie, wysublimowane, z nutką nostalgii, ale co najważniejsze bardzo odrealnione. Zdarzają się produkcje, które oglądałam, ale miałam wrażenie, że znalazłam się w innej czasoprzestrzeni, w świecie gdzie nic nie ma początku, końca i przede wszystkim sensu.

Zupełnie inny jest film z 2013 roku pt. "Tylko kochankowie przeżyją". Jim sięga po bardzo znany i lubiany ostatnio przez autorów temat, a mianowicie WAMPIRYZM i swego rodzaju ból egzystencjalny, ale ujmuje to w tak cudowny sposób, że nie mogłam oderwać wzroku od ekranu telewizora.



Bardzo ciężko jest mi cokolwiek napisać o tym dziele, przez ogromne D jak dla mnie. Polecam obejrzeć zwiastun... cały film ma taki cudowny klimat, który tworzą znakomici aktorzy, miejsca i muzyka. Cudowna muzyka, ale prawda jest taka, że muzyka mnie nie dziwi.. bo to bardzo charakterystyczna rzecz dla Jarmuscha.


Znacie jakiś film reżysera? A może znacie inne w podobnym klimacie? 


sobota, 19 kwietnia 2014

Wielkanoc... cóż myśmy z tobą zrobili?!

Kolejne święta. Kolejna Wielkanoc. Kolejne zapachy w domu. Kolejny stos jajek do pomalowania. Kolejna babka piaskowa do upieczenia. Kolejne słodycze do zapakowania dla najmłodszych... kolejne coś. 

Im jestem starsza tym święta bardziej tracą swój urok. Kiedyś cieszył mnie dom pełen ludzi, uśmiechy bliskich, możliwość wyspania się, wolne od szkoły czy po prostu czas dla siebie. Czas dla książek, czy filmów. 


W tym roku jest inaczej. Czuję, że ta Wielkanoc będzie miała jakieś ogromne znaczenie. Nieubłaganie zbliżam się do kresu pewnego etapu w moim życiu. Niedługo zacznie się dorosłość pełną parą, ale nawet nie o to chodzi. 

Zauważyłam dzisiaj dziwną rzecz. Tysiące ludzi pędzi po ulicach, krzyczą, stoją w korkach... każdy gdzieś pędzi, by zdążyć. By zdążyć na co? Na śniadanie jutro? Na poświęcenie pokarmów dzisiaj? Na kolejną bezsensowną rozmowę z krewnym z którym przez cały rok nie ma nic wspólnego? Co zrobiliśmy ze świętami? Czy ktoś pamięta o co w nich chodzi? 

Przyznaję się z ręką na sercu, że i ja często o tym zapominałam. Bo przecież... co to za święta. Smutne, przykre... przecież każdy z nas woli Boże Narodzenie.... Ale nie o to tu chodzi. Wielkanoc jest pewnym symbolem.. symbolem zmartwychwstania. Nie tylko Chrystusa, ale też każdego z nas....



Życzę wam więc, abyście w tym roku zatrzymali się na chwilę. Pomyśleli.. co się zmieniło w waszym życiu.. co chcecie zmienić i po prostu zróbcie to. Nie będę mówić "wesołych świąt... smacznego jajka itd" bo to słowa banalne i właściwie nic nie znaczące. Mam ogromną nadzieję, że wykorzystacie te dwa dni na pielęgnowaniu rodzinnych kontaktów, na odpoczynku od pędzącego świata.. że te dwa dni będą waszymi dniami... tak zwyczajnie i bez żadnej spiny! 


piątek, 18 kwietnia 2014

"Anglelfall"Susan Ee


"Uważajcie, aniołowie bardziej szatanom niż ludziom są bliscy" Stanisław Lec.

Kiedyś gdy usłyszałam ten cytat szukałam w nim drugiego dna. Myślałam, że może odnosić się do ludzi, do istot, które potrafią ranić,ale też kochać. Z czasem kiedy zaczynałam dorastać i rozumieć mechanizm religii powątpiewałam czy mój dawny tok myślenie nie był błędny? Okazuję się, że nie tylko ja zdałam sobie sprawę, że anioł może być istotą złą w swojej naturze. 

Susan Ee właśnie na tym pomyśle oparła całą swoją książkę. Książkę do której podeszłam dość sceptycznie i właściwie nie wiem dlaczego dopiero teraz po nią sięgnęłam? 

Żałuję, że nie zapoznałam się z "Angelfall" wcześniej. Dostałam powieść, która jest zupełnie inna. Wieje w niej wiatr oryginalności, chociaż i kilka schematów się powtarza, ale bądźmy szczerzy, gdyby cała była jedną wielką nowością bardzo mała liczba czytelników by ją pochłonęła. 
" Czy rozczulanie się nad sobą rzeczywiście poprawia ludziom samopoczucie? - Nie rozczulam się nad sobą. - Oczywiście, że nie. Taka dziewczyna jak ty? Podróżująca w towarzystwie takiego półboskiego wojownika jak ja? Nad czym miałabyś się rozczulać?"
Penryn jest z pozoru zwykłą dziewczyną, ma tylko ogarniętą szaleństwem matkę, niepełnosprawną siostrę, od dziecka chodziła na zajęcia z samoobrony i potrafi świetnie rzucać kuchennymi nożami we wrogów. Właściwie niema w niej nic niezwykłego... niezwykłe jest raczej to w jakich czasach przyszło jej żyć. 

Prawdę mówiąc ja sobie nigdy nie wyobrażam czasów Apokalipsy, a co dopiero czasów Poapokaliptycznych. W mózgu człowieka jest takie coś co sprawia, że nasze myśli zaczynają odpływać w nieznane, gdy zaczynamy głowić się nad rzeczami, których nie jesteśmy w stanie ogarnąć, o rzeczach, które bardzo nas stresują. Podejrzewam, że właśnie to zadziałało. 
Penryn?! Z kim rozmawiasz?! - pyta matka niemal oszalałym tonem. - Z moim osobistym demonem, mamo. Nie martw się. To jakiś słabeusz. Może i słabeusz, ale oboje wiemy, że mógłby mnie w każdej chwili zabić. Tyle że ja nie zamierzam dać mu satysfakcji i pokazać, że się boję. - Och! - stwierdza niespodziewanie spokojnym głosem matka, jakby moja odpowiedź wszystko jej wyjaśniła. - Rozumiem. Tylko go nie lekceważ. I nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać."
Zaufałam całkowicie zmysłowi Susan i pozwoliłam by prowadziła mnie po świecie zniszczonym przez Anioły. Nie analizowałam, nie wnikałam czytałam. Bo przecież jeśli są książki w których świat niszczą ludzie, czarownicy, demony, wampiry, wilkołaki to dlaczego nie mogą go zniszczyć aniołowie. Nie ulegajmy stereotypom. 

Teraz nadszedł czas na schemacik. Niestety od początku można się go było spodziewać, a mianowicie miłości, a raczej zalążka uczucia "Córy człowieczej" i "ziemskiego najeźdźcy". Tradycyjnie pan Anioł ma cechy złego chłopca. Ma cięty język, wygląda nieziemsko. Schemat, ale bądźmy szczerzy wypadało stworzyć taką istotę, żeby wszystkie dziewczyny na świecie krzyczały " RAFFE! RAFFE"! 

" Jak ci na imię? - pyta przywódca. (...) - Przyjaciele nazywają mnie Gniew - odpowiada poza kolejnością Raffe. - A wrogowie mówią do mnie Błagam Miej Litość. A tobie jak na imię, wojaku?"

Książka jest cieniutka. Pochłonęłam ją w dwa wieczory. Mogę śmiało wam ją polecić za jej oryginalność i z pozoru banalną historię, ale coś czuję, że rozkręci się kolejnych częściach. 

Książka: "Anglelfall"Susan Ee wyd. Filia 2013 str.309

czwartek, 17 kwietnia 2014

Niezgodna (2014)



Ominęło mnie kawał dobrych rzeczy w internecie. Nie miałam czasu szukać, grzebać i się wysilać,żeby znaleźć jakieś informacje o ekranizacji książki Veronici Roth (którą się zachwycałam tutaj), ale na szczęście mam przyjaciół, którzy wiedzą czego mi potrzeba dwa tygodnie przed maturą.
A potrzebuje długich relaksacyjnych  wieczorów z filmem w tle. I tak mój ukochany pan wygrzebał gdzieś "Niezgodną" i sprawił, że zarwaliśmy wczoraj noc, żeby obejrzeć dzieło Neil Burger. 


Na samym wstępie powiem, że strasznie ciężko jest oglądać film z facetem,dlaczego? Bo przed oczami pojawia ci się twój ukochany Cztery, który jakby tak odrobinkę przypominał tego z książki i sama nie wiesz co masz zrobić... rozpływać się nad jego urodą i mieć na pieńku z towarzyszem, czy raczej nie mówić nic i czuć jak emocję rozwalają cię od środka? :D 



Muszę przyznać, że film początkowo nie zrobił na mnie wrażenia. Spodziewałam się czegoś lepszego, ale z czasem, z każdą klatką, sceną i kadrem zdawałam sobie sprawę, że reżyser postawił na emocję, na pokazanie emocji bohaterów i starał się wszelkimi możliwymi środkami wpłynąć na widzów. 



Nie będę ukrywać, że nie pamiętam już szczegółów i szczególików z powieści. Często tak mam, że pamiętam ogólny zarys historii, główne wątki i wydarzenia, a unikają mi niepotrzebne rzeczy, które są teoretycznie nieprzydatne, ale to one tak naprawdę tworzą książkę. Do czego zmierzam? Do tego, że "Niezgodna" wydawała się zawierać wszystko to co było w wersji papierowej. Fakt może akacja toczyła się troszkę szybciej, momentami byłą okrojona, ale ogólnie było wszystko.  



Co do gry aktorskiej. Trish wyobrażałam sobie nieco inaczej, ale ogólnie w końcowych scenach dawała radę. Całkiem sympatyczną postacią był Erick ( o ile można tak nazwać "zły charakter"). Koledzy i przyjaciele głównej bohaterki właściwie niczym się nie wyróżniali... Ciekawą postacią była też przywódczyni Erudytów, no i oczywiście boski Cztery! :D 



Podsumowując jest to film dla wszystkich fanów książki obowiązkowy, co do innych nie wiem. Oglądając film z panem musiałam mu często tłumaczyć o co chodzi. Jaki z tego wniosek? Kilka niedociągnięć, ale ogólnie oceniam film na całkiem, całkiem niezły! 

Film: "Niezgodna" reż. Neil Burger 2014

niedziela, 13 kwietnia 2014

"Kamienie na szaniec"(2014)



Tak, chyba i ja dałam się porwać "modzie". Już tak mam, że muszę koniecznie sprawdzić to co podoba się wszystkim innym ludziom. Nie mogę być oryginalna, nie mogę włączyć sobie jakiegoś filmu alternatywnego, nie wybiorę się przecież do kina na film, którego tytułu nikt nie kojarzy. Oczywiście po co? Lepiej zmarnować swój czas na coś co spodobało się milionom Polaków, tylko nie mi. Czyżbym była anty Polką? Czy może jak inni szukam dziury w całym? Nie chcę rozpisywać się na temat.. bo chyba nie mam do tego kwalifikacji. Rzeczywiście nie było tu laurki, ale też nie było tak źle. Nie będę jak niektóre znane osoby z telewizji.. mówić i krzyczeć, że harcerze i Szare Szeregi jakoś tak w filmie straciły swój patos. Czy można stracić patos? Czasami zastanawiam się, czy wszyscy używają mózgu? 

Mi się film nie podobał. Zbyt .. zbyt idealny. Nie chce mi się wierzyć, że zgraja młodych ludzi wychodzi od jubilera, z wystającą bronią spod płaszcza i nie zatrzymuje ich gestapo. Jakieś to wszystko takie bez ładu i składu, ale ja jestem już "starsza" no wiecie. Widziałam starą dobrą "Akcję pod arsenałem", widziałam wiele wojennych filmów i czytałam książkę więcej razy niż można to zliczyć. Mnie takie filmy pod komercję mało kręcą, ale muszę przyznać, że dzieciaki w kinie były zachwycone. No wiecie... łzy się lały, komentarze nie cichły. Może i o co właśnie chodzi? Żeby tym małym dzieciakom z podstawówki czy gimnazjum pokazać kawał historii w takiej przystępnej wersji, bo przecież oni książek prawie nie czytają. Na lekcjach mało uważają, a przy przeładowanym programie pewnie nawet jeszcze czasów II wojny nie liznęli. 



I w ogóle panie reżyserze ja się pytam gdzie w tym całym filmie jest Alek? Bo Rudego i Zośki to tak dużo, że aż mnie męczyli, a gdzie Alek? Co oddał kurtkę.. i zginął? Chyba pan o kimś zapomniał. Chociaż muszę przyznać gra aktorska całkiem przyzwoita. Chyra genialny i dziewczyna Rudego-Magdalena Koleśnik (która nawiasem mówiąc będzie grać w "Miasto 44" na który to film również czekam... jeśli macie chwilę polecam oficjalny zwiastun.. wbija w fotel) 

Jednym słowem... "Kamienie na szaniec" to film dla dzieciaków, którzy jeszcze za bardzo nie rozumieją ... nie skupiają się na szczegółach i faktach. Jakoś tak "uczą się" historii z filmu, chociaż odrobinę, bo wiadomo, że teraz mają Disney Chanel.. czy tam inne programy z bajkami, a w między czasie tłuką jakąś grę na komputerze. 



Dla mnie to film. Po prostu.. gdybym tak nie lubiła książki pewnie nie wywołałby we mnie żadnych uczuć, a tak.. nie dla mnie te "Kamienie na szaniec" 

A jak wam się podał film? Macie podobne odczucia, a może zupełnie inne? 

Film: "Kamienie na szaniec" 2014 reż.Robert Gliński

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Podróże małe i duże!



Niestety nie mam kiedy czytać książek, a tym bardziej nie mam chwili, aby coś dodać na bloga. Musicie mi wybaczyć to małe zamieszanie. Tymczasem pokazuję wam kilka zdjęć z krótkiej wycieczki do Drezna. 


Drezno – miasto we wschodnich Niemczech (Pogórze Zachodniosudeckie), położone nad Łabą. Drezno jest stolicą Saksonii i okręgu dyrekcyjnego Drezno(dawniej Rejencji Drezdeńskiej). Aglomeracja drezdeńska liczy 1,036 mln mieszkańców (2004), samo miasto natomiast niewiele ponad pół miliona, co plasuje je na 15 miejscu w kraju. Drezno stanowi duży węzeł komunikacyjny (lotnisko międzynarodowe), z ośrodkami przemysłu maszynowego, produkcji klisz fotograficznych, przemysłu chemicznego i farmaceutycznego. Znajduje się tu również fabryka samochodów Volkswagen.

Hofkirche to najbardziej charakterystyczna budowla w Dreźnie.

Historia
Pierwszą istotną postacią w historii miasta była osoba Konrada Wielkiego, który doprowadził do założenia Dynastii Wettynów, panującej na tych terenach ponad osiem wieków. Położenie miasta nad Łabą zdawało się sprzyjające, gdyż z reguły kanały wodne przyczyniały się do rozwoju transportu a co się z tym wiąże również handlu. Niestety Łaba nie była rzeką żeglowną, co w dużym stopniu opóźniło rozkwit miasta. Dodatkowo rozwój opóźniały liczne wrogie najazdy panów, którzy mieli ochotę na tak łakomy kąsek, jakim były ziemie Wettynów. Pod koniec XV Drezno strawi wielki pożar a podczas odbudowy wykorzystano kamienie dzięki czemu miasto zmieniło swoje oblicze. Toczyły się tu również spory o wpływy religijne, pomiędzy katolikami i protestantami. Po "religijnej" wojnie szmalkaldzkiej w XVI wieku państwo wreszcie stało się centrum kulturalnym i zaczęło rozkwitać. Kolejne "złe okresy" w historii dotyczą wojny trzydziestoletniej oraz wielkiej epidemii dżumy. Kolejny rozkwit to czas Augusta Wielkiego i umocnienia Saksonii i następny upadek po wojnie siedmioletniej. Ostateczny pogrom nastąpił pod koniec II wojny światowej, kiedy to miasto było bombardowane w wyniku czego zniszczone zostało całe śródmieście. Włączenie do NRD niestety nie dało wielkich szans miastu na dalszy rozkwit. Powoli dokonywano jedynie niezbędnej odbudowy.


Naprawdę jeśli macie chwilę czasu to wybierzcie się do tego piękne miasta.. nazywanego Florencją Północy. 






wtorek, 1 kwietnia 2014

"Elyria. Polowanie na czarownice" Brigitte Melzer


Czasami trafiam na książki, o których nie wiedziałam. Po prostu kuszą mnie okładką, ceną, tematyką. Niezależnie jak po prostu czuję mrowienie w środku i pragnę ją mieć. Tak było z tą powieścią. 

Prawdę mówiąc nie zawiodłam się. Otrzymałam historię jakiej się spodziewałam. Lekko schematyczną, z magią i miłością w tle, ale wiedziałam, że tak będzie, więc nie byłam rozczarowana. 

O czym jest "Elyria. Polowanie na czarownicę"? Muszę wam pisać? Naprawdę się nie domyślacie? 

Oczywiście o czarownicy i magi. O złych i dobrych bohaterach. Walce dobra ze złem. Z ciekawym zakończeniem, dla którego warto sięgnąć po tą nieznaną książkę. 

Dzisiaj krótko, ale z sensem. Warto, jeśli chcecie odpocząć od "Dżumy", "Ferdydurke" i innych ciężkich książek (nie, nie muszą to być lektury). Ja nie mam kiedy czytać innych książek.. a prawdę mówiąc nie mam ochoty pisać o "Pożegnaniu z Marią" czy "Innym świecie"... 

Gorące pozdrowienia! D. 

Ps. Nie nie uciekłam znowu.. po prostu szkoła i zbliżający się koniec roku mnie przytłacza. Dziękuję za wszystkie wiadomości. Jesteście wielcy! :D 


Książka: "Elyria. Polowanie na czarownice" Brigitte Melzer wyd. Świat Książki str.320