środa, 4 czerwca 2014

Mój tydzień z Marilyn



Marylin Monroe, a właściwie Norma Jeane Mortenson to legenda światowego kina lat 50 i 60 XXw. Współcześnie jest ona też uznawana za największą ikonę pop kultury i kultury w szerokim tego słowa znaczeniu. 

Nie znam chyba żadnej osoby, która nie wie kim jest ta uśmiechnięta blondyneczka. Przez wiele tak powstało o niej wiele dzieł i filmów. Sama miałam przyjemność czytać nie jedną biografię o tej "sex bombie". 




Kilka dni temu dałam się skusić na "Mój tydzień z Marilyn" film, w którym główną rolę zagrała znakomita Michelle Williams. I właściwie tyle dobrego jestem w stanie powiedzieć o tej produkcji. 

Prawdę mówiąc staram się unikać rzeczy, które w jakiś sposób na mnie nie zadziałają. Wiecie o co chodzi, o ten zgrzyt w środku, to ciepło, które rozchodzi się po całym ciele, gdy tylko przypomnisz sobie tytuł czy okładkę . Dałam się namówić na ten film, ponieważ nie było lepszej opcji. Czułam gdzieś w środku, że nie wyjdzie z tego nic dobrego.

Zauważyłam, że zmierzanie się z postaciami, które są jak neon..który świeci nieokiełznanym blaskiem, zazwyczaj kończy się lekką porażką. Głównym bohaterem tego filmu jest Colin Clark, młody asystent reżysera, który stara się spełnić marzenia. Ku swojej wielkiej radości poznaję Marilyn i nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie spędzili oni ze sobą cudownego tygodnia tylko we dwoje. 




Już sama myśl o tym, że gwiazda i zwykły chłopak z prowincji spędzają razem niezapomniane chwile sprawiła, że miałam mieszane uczucia co do całości. Rozwiały się one, gdy okazało się, że film jest częściowo (a może i cały..wybaczcie nie pamiętam) oparty na faktach. Przez chwilę przez myśl mi przeszło, że to może i całkiem miła historia. 

Ale zaczęła się cała otoczka filmu. Marilyn jako kobieta lalka, którą bardzo łatwo skrzywdzić. Inni bohaterowie jakby mdli i niewyraźni i Colin, który denerwował mnie niemiłosiernie samym sposobem bycia. 




Wiem, że powinnam wysunąć jakieś racjonalne argumenty. Postarać się pokazać niedoskonałość, a może i doskonałość "Mojego tygodnia z Marilyn", ale nie potrafię. Całe dzieło nie przypadło mi do gustu. Wynudziłam się i  właściwie nie dowiedziałam się niczego istotnego o Marylin. Ot po prostu kolejny film, o tak znanej postaci, który nawet nie cieszył mojego oka. 

Film: Mój tydzień z Marilyn (2011) reż S. Curtis 

zdjęcia tradycyjnie z wyszukiwarki Google 

12 komentarzy:

  1. Całkowicie zgadzam się z Twoim zdaniem, ja nawet nie byłam w stanie doglądać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja skończyłam, ale nie byłam zachwycona!

      Usuń
  2. Hej, filmu tego nie widziałam, jednak słyszałam o nim bardzo wiele i nie były to pozytywne oceny... Twoja opinia też nie zachęca, aby zobaczyć ten film, jednak według mnie jest w nim coś co sprawia, że i tak duża liczba osób po niego sięga... Może z ciekawości kiedyś go obejrzę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o nim słyszałam wiele, ale w końcu zainteresowanie Marylin wygrało i obejrzałam. Sama wiesz jakie są moje odczucia ;p

      Usuń
  3. Uwielbiam MM i ubolewam nad jej historią, ale na ten film bym się nie zdecydowała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro Ty się wynudziłaś, to ja pewnie podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam okazji poznać, a że nie zachęcasz to szukać filmu nie będę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedys chcialam obejrzec ten film, nawet bardzo, ale potem szybko sie to zmienilo. Moze kiedys obejrze z ciekawosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałam z ciekawości. Troszeczkę żałuję ;/

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.