piątek, 29 sierpnia 2014

"Czarownica" ("Maleficent") 2014


Nie ma nigdy białej i czarnej strony. Nie zdarzają się w życiu sytuacje jasne i klarowne. Nawet szczęście i cierpienie mają tysiące odcieni. Podobnie jest z historią o pewnej złej czarownicy, która podobno zagubiła się we własnym zgorzknieniu.

Ale czy rzeczywiście tak było? Czy zło powstaje samo z siebie? Po obejrzeniu "Czarownicy" już nigdy nie będę oceniać po okładce. Czasami czyny człowieka mają głębszy sens. Czasami nawet są swego rodzaju zaklęciem przeciw złemu światu. Przeciw świadomości, że coś może nas zniszczyć czy doprowadzić do łez. 


I tak z dobrego dziecka rodzi się wielka i potężna Maleficent. Kobieta, która niosła śmierć, a wśród wrogów uchodziła za definicję zła. 

Oczywiście po film Disney'a sięgnęłam przez przypadek. Na większość zresztą produkcji trafiam w ten sposób. Nauczyłam się, że muszę ufać swojej intuicji, ponieważ zazwyczaj mnie nie zawodzi. I tak było tym razem. Co prawda liczyłam na coś bardziej ambitnego, wszak główną rolę gra Angelina, ale w ogólnym rozrachunku "Czarownica" nie jest najgorsza. 

Fakt, że w ogóle nie zapamiętałam innych aktorów niż Jolie nie wróży mu dobrze, ale gdy na ekranie pojawia się ta zjawiskowa kobieta nikt inny nie ma szans. A więc opowieść o Maleficent to przede wszystkim popisowa gra Angeliny, chociaż nie jest to film do jakich nas przyzwyczaiła. Znamy ją z doskonałych, ale dość trudnych ról. Tutaj nie miała też ułatwionej roli, ale jak dla mnie po "Przerwanej lekcji muzyki" "Czarownica" była mrzonką, tanią bajeczką dla dzieci. 

Drugie skrzypce w ekranizacji, a raczej zmyślnej adaptacji opowieści o Śpiącej Królewnie wcale nie gra księżniczka, a najzwyczajniej w świecie scenografia, która momentami zapierała dech w piersiach. Ciemność i gra światłem odbijały się echem w każdym możliwym momencie filmu. 

Szkoda, że wszyscy inni bohaterowie nie specjalnie się wyróżniali. Elle Fanning daleko do utalentowanej siostry i momentami miałam wrażenie, że dziewczyna znalazła się tam przez przypadek. Jej ojciec zaś był tak dziwną postacią, że nie jestem w stanie wyrobić sobie na jego temat zdania. 


"Czarownica" to przede wszystkim nowa interpretacja dobrze znanej bajki. Niespodziewana i nad wyraz nieprzewidywalna. Film sprawił, że przez chwilę się zatrzymałam, pomyślałam i myślę, że najlepszy powód (oczywiście prócz Angeliny, ale w jej przypadku nie jestem obiektywna) by poświęcić chwilkę wieczorem i poznać zupełnie nową opowieść o Śpiącej Królewnie, a raczej Maleficent.

Film: "Czarownica" ("Maleficent") 2014 reż. R. Stromberg

12 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej ekranizacji, wciąż mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem jak to się stało, ale nie miałam jeszcze okazji, aby obejrzeć film. Zamierzam to nadrobić w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może ostatnio za dużo wybredzam, ale mnie jakoś to wkurza ta historia. Ale i tak mało oglądam filmów, więc nie wiem, czy i to obejrzę.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W filmie ta historia ma zupełnie inne oblicze!

      Usuń
  4. Nie lubię Angeliny Jolie, więc wątpię, że zobaczę...

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam w kinie na tym filmie i jestem nim do dzisiaj zachwycona. Szczególnie rolą Angeliny Jolie, która zagrała świetnie i już od dawna jest moją ulubioną aktorką. Bardzo ją podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jest według mnie świetną aktorką!

      Usuń
  6. Jolie jest niesamowita. Idealnie dobrali aktorkę do tej roli.

    OdpowiedzUsuń
  7. Film widziałam, a wcześniej pokusiłam się na książkę (okazało się, że to powieść na podstawie scenariusza...czyli film będzie pierwowzorem). Dla mnie ta reinterpretacja baśni jest taka sobie - spodziewałam się czegoś lepszego, może też dlatego, że jestem do tego przyzwyczajona przez serial Once Upon a Time - a ta samą boskie połączenia różnych wątków i baśnie przedstawiane na nowo. "Frozen" to taki ideał - tam baśń o Królowej Śniegu zyskuje na znaczeniu, zdobywa coś nowego - tego samego szukałam w czarownicy, ale nie znalazłam - dla porównania obejrzałam sobie raz jeszcze "Śpiącą Królewnę" i tutaj w tej nowej wersji z Angeliną jakoś Królewna i Książę są kompletnie bez wpływu na akcję, co moment usypia ich Maleficent i to ona gra pierwsze skrzypce, a ja wolałbym opowieść, która dopasuje się do baśni nie naruszając jej kształtu za to doda takie szczegóły, które zmienią jej odbiór.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.