piątek, 12 września 2014

"Dziewczyna na Times Square" Paulina Simons


Najbardziej boję się długich jesiennych wieczorów, przygnębiających ciszą dni, które płyną leniwie w otchłań zapomnienia. Może staję się odrobinę melodramatyczna, ale szara polska pogoda wyzwala we mnie wszystkie demony. Zazwyczaj na dokładkę serwuję sobie książki, których nie powinnam czytać. Tak po prostu wpadam więc w czarną dziurę niczym mała Alicja do króliczej norki, z tą różnią, że ona z niej wychodzi, a ja nie bardzo.
"Posłuchaj jak brzmią twoje dwa pytania. Starożytni Egipcjanie zadawali je sobie, by określić, jakie życie czeka ich po śmierci. - Po śmierci? - Pierwsze z nich brzmiało: "Czy dawałeś radość?". A drugie: "Czy znalazłeś radość w życiu?".
Do czego zmierzam tym jakże przygnębiającym początkiem? A no do powieści Paulliny Simons, którą wczoraj skończyłam i jedyne co mam ochotę po niej zrobić to zakopać się w kocu z ciepłą herbatą i nigdy nie wychodzić. 

"Dziewczyna na Times Square" wpadła do mnie przypadkiem. Czasami tak jest, że los pragnie czegoś bardziej niż my sami. Podobnie było ze mną i z tą dziwną powieścią, o której nawet nie słyszałam. Chociaż nie. Śmignęła mi kiedyś w jakimś sklepie, ale nie zwróciłam na nią większej uwagi. Chyba wiem dlaczego. 
"Gdzie jest ten pokój płaczu, proszę księdza? -Nosisz go ze sobą, moje dziecko. Pytanie brzmi, czy z niego wychodzimy, czy zostajemy tam na zawsze? I kogo wciągamy ze sobą?"
Właściwie trudno stwierdzić do jakiego gatunku można zaliczyć książkę autorki. Ma w sobie wiele elementów dramatycznych, zahacza też o lekką obyczajówkę, by w ostateczności kusić wątkiem kryminalnym. "Dziewczyna na Times Square" to taki misz masz literacki, który sama nie wiem jak wypadł. 

Początkowo dałam się porwać opowieści o młodej dziewczynie- Lily. Malarka z duszą rozbieganą na wszystkie strony świata straciła miłość swojego życia, nie stać ją na nic (standard w tak młodym wieku), a dodatkowo po powrocie z rodzinnego domu okazuję się, że jej współlokatorka zaginęła. Banalne? Ależ skąd. Strasznie mnie to zaciekawiło. Dodatkowo autorka ma lekkie pióro. Szybko udało się jej wciągnąć mnie w wartką akcję. 
"Musiał podjąć decyzję, co zrobić z Lily Quinn. Dokonać wyboru. Mieć ją albo sprawiedliwość. Ją albo w żyłach whisky zamiast krwi. Dziś w nocy wybrał whisky. Co za ulga. Nie musi myśleć o niej, nie musi rozmawiać, nie musi czuć."
Później jednak kryminał, a raczej zalążek kryminału zmienia się w dramatyczną walkę o życie. Główna bohaterka ma raka. I kurcze.. ja sama nie wiem dlaczego, ale męczą mnie te wszystkie opowieści o chorobach. Nie potrafiłam jej nawet współczuć. Męczyłam się do czasu, aż do akcji wkracza sympatyczny pan detektyw, z wielką tajemnicą u swoich stóp. 

I tak gdzieś po drodze kryminał zmienia się w obyczajówkę, a po chwili w dramat. I tak wkoło Macieja. Raz to...raz tamto. Plusem powieści jest przede wszystkim jej język, ale czasami język i początkowo porywająca historia to za mało. Z czasem "Dziewczyna na Times Square" zaczyna męczyć. Pojawiały się nad nią ciężkie gradowe chmury, które z całych sił chciały wyssać ze mnie dobrą energię, niczym Dementorzy z Harry'ego. I tak w ostatecznym rozrachunku nie polubiłam się z książką Simons, chociaż nie twierdzę, że była zła. 

"Rzeczywistość: coś, co istnieje naprawdę i czym trzeba się zająć w prawdziwym życiu.Iluzja: coś, co oszukuje nasze zmysły, łudząc nas, że istnieje, gdy wcale tak nie jest lub pozornie wygląda na jedno, choć w rzeczywistości jest czymś zupełnie innym.
Cud: wydarzanie, które zaprzecza prawom natury."
Może po prostu aura i humor mają wpływ na odbiór powieści, sama nie wiem. Nie pozostaje mi nic innego jak dać wam wolną wolę. Wiecie o czym jest książka, wiecie jakie emocje we mnie wywołała, nie umiem tylko określić ich źródła. Czy polecam? Raczej tak, bo w ogólnym rozrachunku nie jest to zła historia. Wielowątkowość jest przedziwna, ale może co cały urok tej odnalezionej gdzieś na półce powieści, o której nawet Pani Bibliotekarka zapomniała. Może z tej wdzięczności, chciała zostać przeze mnie zapamiętana. Czy się udało? Dam znać za kilka lat. 

Książka: "Dziewczyna na Times Square" Paulina Simons wyd. Świat Książki 2004. str. 480

5 komentarzy:

  1. Chciałam czytać tej autorki ,,Jeździec miedziany", ale też się bałam, że mnie po pewnym czasie znuży. A o tej jeszcze nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam trylogię tej autorki ("Jeździec miedziany') i do tej pory jestem zachwycona tymi książkami. Słyszałam jednak, że pozostałe jej książki nie są już takie dobre, dlatego jestem ciekawa tej pozycji. Chcę sama się przekonać;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie do końca dla mnie, ale gdybym znalazła ją w bibliotece to chetnie bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam książkę. Ciężka, ja sama musiałam ja sobie stopniować, aby odebrać ją tak jak powinnam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama nie wiem, czy mam ochotę przeczytać tę książkę. Ciężko czyta mi się taki misz-masz.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i jeszcze bardziej dziękuję za komentarz, jaki napisałeś.