środa, 29 października 2014

"Rywalki", "Elita", "Jedyna" Kiera Cass


Romantyczna dusza, a może raczej pragnienie bycia księżniczką nigdy nie opuszcza prawdziwej kobiety, a przynajmniej tak słyszałam. Powinnam napisać o każdej z książek Kiery Cass osobno, ale nie ukrywajmy, że brak czasu i ogólne rozleniwienie, a może raczej życie w innej czasoprzestrzeni odrobinę mnie ogranicza. 
"Czasami, aby coś ukryć, najlepiej robić to na oczach wszystkich"
I tak siedzę sobie w wygodnym fotelu, czego nie robiłam już prawie od miesiąca i cicho stukam palcami w klawiaturę, zastanawiając się jak to możliwe, że brakuje mi czasu na książki. To odrobinę deprymujące, że jestem tu gdzie jestem i jestem z tego strasznie zadowolona. Ponoć blogi umierają śmiercią naturalną. Mam nadzieję, że ten się nie da tak łatwo.
"W większości przypadków, kiedy kobieta płacze, wcale nie chce, żeby ktoś rozwiązał jej problem. Chce tylko usłyszeć, że wszystko będzie w porządku."
Ale nie o tym jak to dziwnie i kolorowo u mnie jest miało być przecież. Powiem teraz jasno i wyraźnie...jeśli ktoś nie miał przyjemności poznać książek niech w tym momencie zaprzestanie czytania recenzji. Przyjmij drogi czytelniku, że warto. Po prostu i wróć jak przeczytasz!
"(...) Nie rozumiem, jak to możliwe, że dalej mnie kochasz.-przyznałam się.-Tak po prostu jest. Niebo jest niebieskie, słońce jest jasne, a Aspen na zawsze kocha Americę. Tak już został urządzony ten świat."

Dlaczego ostrzegam? Z prostej przyczyny mogę coś zaspojlerować, a nie chciałabym odbierać przyjemności z czytania. Schemat całej serii jest bardzo prosty. Dziwne społeczeństwo, nowe reguły i ktoś kto się buntuje by z czasem coś zmienić. Banalne? Ależ oczywiście, ale kurcze uwielbiam takie ckliwe banały. Naprawdę się przy nich relaksuję, chociaż nie mówię, że "Wszystko zależy od przyimka" czy "Jakbyś kamień jadła" są gorsze, a może lepsze (zależy od punktu widzenia) chodzi mi o to, że takie banały są chwilą w której nie myślę o świecie. To chwila dla mnie. Lekka czysta i odrobinę oszałamiająca głupotą, ale jednak chwila przyjemności. 
"- Nie płacz, skarbie. Gdybym mógł, oszczędziłbym ci łez na resztę życia.Oddychałam z trudem, ale zdołałam wykrztusić.
- Nigdy więcej cię nie zobaczę. To moja wina.
Maxon przytulił mnie mocniej.
- Nie, ja także powinienem być bardziej otwarty.
- Powinnam być bardziej cierpliwa.
- Powinienem był ci się oświadczyć tamtego wieczora w twoim pokoju.
- Powinnam była ci na to pozwolić."

Opowieść Cass skupia się na pięknej Americe, Księciu i jeszcze jednym Panu. Do tego została dodana szczypta magi "bycia królewną" i tak narodziła się seria prawie idealna. Dlaczego prawie? A no dlatego, że jest bardzo zbliżona do innych. Teoretycznie koncepcja inna, ale tematyka dość płytka. Wgłębiam się może w nadmierne szczegóły banalności i na tym już skończę. 
"- Postaraj się nie wpakować w żadne kłopoty pod moją nieobecność, dobrze? - poprosił żartobliwie.Przy Kriss nie próbował żartować. Czy to coś znaczyło? Uniosłam prawą rękę.
- Obiecuję, że będę się starała zachowywać wzorowo.
Maxon roześmiał się.
- Świetnie, to mam o jedno zmartwienie mniej."

Autorka ma lekkie pióro, dość lekkie żebym pochłonęła całą serię w trzy dni. Już dawno nie wolałam książki zamiast jedzenia. Nawet jak kipi banalnością. Wydaję mi się, że to największa zaleta serii. Każda z tych książek jest na swój sposób piękna i ciekawa, ale sprowadza się ku happy endowi, co raczej troszeczkę spłyca oryginalność, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo prawda? 
"Nie jesteś światem, ale jesteś tym, co sprawia, że ten świat jest dobry. Bez ciebie wciąż żyję, ale to wszystko co jestem w stanie robić."
Reasumując wszystkie te trzy części są godne polecenia, chociaż tak naprawdę nie wiem dlaczego. Strasznie często mi się to ostatnio zdarza, ale jeśli macie ochotę przenieść się do prawie bajkowego świata, wcielić się w księżniczkę, która ma zdobyć księcia i przy tym się nie wynudzić to polecam gorąco!

"To nie będzie "Żyli długo i szczęśliwie".To będzie o wiele więcej."

czwartek, 23 października 2014

"Hopeless" Collen Hoover


Uczucia są jak skrzaty. Małe i większe. Wszystko chyba zależy od punktu widzenia, albo siedzenia jak kto woli. Bardzo długo czekałam aż wszechobecna książka Colleen Hoover trafi w moje łapki. Doczekałam się i właściwie nic się nie zmieniło w moim życiu. 
"Nie będę życzyć sobie idealnego życia. Rzeczy, które przewracają cię w życiu są testami, zmuszają cię do wybrania pomiędzy poddaniem się i leżeniem na ziemi, a otarciem kurzu i powstaniem jeszcze wyżej niż stałeś zanim zostałeś przewrócony. Wybieram stanie wyżej."
Ogólnie rzecz ujmując chyba ciągle chcę wam udowadniać, że wszystkie hity wydawnicze mnie nie ruszają. Może to przypadek? A może po prostu nie daję się złapać całej tej komercji? Właściwie to daję się, bo przecież czytam wszystko to co czytają inni. Problem pojawia się w chwili, w której kończę daną powieść. Docieram do ostatniego zdania i się zastanawiam po co ja to czytałam?

W całym tym nieudolnym i szalonym życiu studenckim znajduję moment na powieść. Wybieram ją teraz bardzo selektywnie, bo nie każde tomisko mogę przywieźć z domu. Chociaż żałuję, bo chciałabym mieć wszystkie "dzieci" obok siebie. Żałuję, ale tylko odrobinkę, że zatrzymałam się na dłużej przy "Hopeless". 
"Jedną z rzeczy, za które kocham książki, jest to, że dzieli się w nich ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego zrobić w prawdziwym życiu. [..] Niezależnie od tego, co się dzieje, życie toczy się dalej, czy ci się to podoba, czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to, żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech."
O czym tak w skrócie jest ta powieść? A o dziewczynie, która jest inna i złym facecie, który w sumie okazuję się całkiem inny niż można by się spodziewać. Strasznie to schematyczne. Początkowe rozdziały wbiły mnie w fotel. Naprawdę! Autorka w zgrabny sposób przedstawiła rodzące się uczucie między Sky, a Holderem. Czytałam o nich z wypiekami na twarzy chłonąc każde słowo. 

Później było co raz gorzej, bo właściwie o czym pisać jak już nasza para się połączy? Najlepszy byłby jakiś wątek paranormalny, ale nie tutaj. W "Hopeless" otrzymamy opowieść która troszkę mnie zaskoczyła. Była jednocześnie nieprawdopodobna i dziwnie prawdziwa. Chociaż dość szybko wszystko się rozwiązało i powiało nudą. Chciałabym powiedzieć dlaczego, ale nie chcę niepotrzebnie wam spojlerować. Jak przeczytacie to wtedy pogadamy :D
"Do tej pory nie wierzyłam, że będę w stanie dzielić serce z jakimkolwiek mężczyzną, a co dopiero że oddam mu je w całości."
Nie wiem co myśleć o "Hopeless" jestem raczej obojętna po przeczytaniu. Początek bardzo na plus, ale końcówka mocno mnie rozczarowała. Szkoda, bo zapowiadała się przednia lektura.

Książka:Hopeless Collen Hoover wyd Otwarte Kraków 2014 str.278

niedziela, 5 października 2014

Stos #13

Stos trzynasty... Trzynastka to ponoć pechowa liczba. W sumie mieszkam teraz w mieszkaniu pod numerem trzynastym to mówię, że to najszczęśliwsza liczba. Zobaczymy za rok. 
Dzisiejsze zdobycze zaprezentuję dość chaotycznie. Wybaczcie, ale życie na dwa domy jest trudne. Staram się po woli zwozić tutaj książki, ale na weekendy muszę mieć coś w domu. Stąd dzisiejszy misz masz zdjęć. 

Chciałam was też bardzo przeprosić...
Nie miałam ostatnio czasu pisać, a zwłaszcza zaglądać na wasze blogi. Moje życie zmieniło się o 360 stopni i chyba dopiero od dzisiaj jestem w stanie powiedzieć "Przyzwyczajam się". 
Niestety też nie napiszę dokładnie co to za powieści, skąd jakie wydawnictwo itd, ponieważ fizycznie mam w mieszkaniu tylko jedną z tych książek. Zdjęcia są jakie są...widać. Trzymajcie się cieplutko. Dzisiaj mam zamiar wszystko nadrobić. 




Seria o przyszłej książnice już za mną. Za to "Hopeless" czeka cierpliwie podobnie jak inne książki, które mam nadzieję jak najszybciej wchłonąć i wam o nich opowiedzieć. A wy znaleźliście coś dla siebie? 

środa, 1 października 2014

"Planeta dobrych myśli" Beata Pawlikowska



Zaczęły się studia. Zaczął się też brak czasu. Poznawanie nowego miasta, zmiana życia i to wszystko jest przytłaczające. Mam gdzieś na dnie komputera kilka zaległych recenzji więc nie powinno wiać nudą, ale wiem, że z czytaniem tego co mam, a przede wszystkim na zdjęcie nowego Stosika będziecie musieli troszeczkę poczekać. Chociaż już dzisiaj prezentuję książkę, która w nim się na dniach pojawi. 

"Planeta dobrych myśli" Beaty Pawlikowskiej to bardzo dziwna książka. Przypomina raczej pamiętnik lub dziennik ze złotymi myślami. Autorka w zabawny sposób przedstawiła nam  złote myśli, które powinny winikać w nas jak woda w gąbkę. 

Niektóre z nich były naprawdę interesujące. Głównym tematem jej okazał się samorozwój i akceptacja siebie. Podróżnicza opowiada o tym, że bez polubienia najważniejszej osoby, jaką jesteśmy my sami nic nie osiągniemy. Można się łudzić i próbować, ale w ostateczności tak przegramy z góry już ustaloną walkę. 

Ciekawym rozwiązaniem w "Planecie dobrych myśli"  są przesympatyczne rysunki i żółte kartki. Początkowo nie byłam przekonana do takiej formy piśmiennictwa. Wydawała się bardzo dziwna i nie w moim stylu. Chociaż coś od początku mnie do niej przyciągało. I tak skusiłam się na nią gdy tylko zobaczyłam wystający grzbiet. Sama nie wie czy to była dobra decyzja... Teoretycznie jest jest to zła książeczka, ale w praktyce znalazłam w niej kilka ciekawych rad czy też złotych myśli. Coś nie do końca się zgrałam chyba z poglądami Beaty Pawlikowskiej

Powiem tak jest to specyficzna książka. Coś na ząb taka mała przekąska... ponieważ tak naprawdę "Planeta dobrych myśli" nie wniosła nic do mojego życia. Specjalnie nie zapamiętam "dobrych myśli", ale...zawsze jest jakieś ale. Spędziłam z tą pozycją miłe popołudnie i często na mojej twarzy gościł uśmiech. Dlatego mimo wszystko polecam. Może akurat wy znajdziecie tam jakąś dobrą, złotą radę?