środa, 26 listopada 2014

"Maria Antonina. Z Wiedna do Wersalu" Juliet Grey


Odrobinę mi wstyd. Często już tak mam. Właściwie od początku października, a może i nawet wcześniej gdzieś głęboko w podświadomości kłębi się to znienawidzone uczucie, którego nazawa zaczyna się na w...

Nie będę się tłumaczyć,bo jaki to ma sens. Nie będę zapewniać co jak i kiedy napiszę, bo nie wiem. Cierpię na studiowanie. Dokładnie. Najlepszy okres życia spędzam między książkami, ale nie chcenie o nich czytać. Uwierzcie mi na słowo. 

Dodatkowo zostawiłam w rodzinnym mieście ukochaną bibliotekę, a do innej jakoś nie mam ochoty poczłapać. Nowości nie czytam, bo nie mam czasu. Odgrzewam stare kotlety, bo tak łatwiej i przyjemniej, po całym dniu na uczelni dobra strawa książkowa nie jest zła. Ważne, żebym nie musiała myśleć. Dobrze, że są chociaż weekendy w domu. W azylu i czymś co zdecydowanie sprzyja lekturze. 
"Niech inne kraje prowadzą wojny, ty, szczęśliwa Austrio, żeń się."
Tak udało mi się sięgnąć po powieść Juliet Grey, po opowieść o Marii Antoninie, królowej, która musiała przejść bardzo długą drogę, by stać się idealną Delfiną. Zostałam całkowicie urzeczona tą młodą osóbką. Autorka stworzyła naprawdę miłą i sympatyczną postać, aż boję się czytać kolejne części, bo przecież wiemy jak to się skończy. 

Starałam się nie zwracać uwagi na zakończenie znanej historii Rewolucji Francuskiej, ale nie da się czytać o wielkiej Marii Antoninie nie patrząc na nią przez pryzmat jej poczynań w "czasie rzeczywistego panowania". 
"Jeśli istniał jakiś sposób, aby zadowolić wszystkich , chciałam go poznać ."
"Z Wiednia do Wersalu" to takie małe preludium całej opowieści. Wstęp, który miał za zadanie ukazanie młodej niewinnej dziewczynki, która nagle zostaje wrzucona w sidła zła, a może raczej sidła francuskiego dworu. Przypominało to troszeczkę drogę Marii Stuart, ale to już inna historia. Chociaż łączy je jeden aspekt. Młode i dość naiwne panienki nagle muszą dorosnąć. Dostają męża, pałac, piękne suknie, ale cena jest o wiele wyższa. Maria Antonina zapłaciła bólem zębów nosząc aparat czy też drętwieniem karku przez wielkie fryzury, ale opłacało się. 

Na oczach czytelnika niesforna Marysia, biegająca po wiedeńskim ogrodzie, przeradza się w piękną, dostojną Marię, którą nagle zaczynają łączyć z mężem nie tylko interesy. Książka Grey jest ciekawą i dość pouczającą lekturą. Minusem może jest język, który ni jak pasował mi do całej otoczki, ale przecież o to chodzi. O jego prostotę, by lektura była jak najmilsza i jak najbardziej zrozumiała. 
"Opanowana bezmyślnym pragnieniem zdobycia czegoś pięknego , nie pomyślałam o konsekwencjach . Przez zwykłą chciwość zniszczyłam coś , co podziwiałam "
Chęć sięgnięcia po kolejną część powinna być dla was najlepszą rekomendacją! 

Książka: "Maria Antonina. Z Wiedna do Wersalu" Juliet Grey wyd. Bukowy LAs 2013

niedziela, 9 listopada 2014

"Wszystko zależy od przyimka" Bralczyk, Miodek i Markowski w rozmowie z Jerzym Sosnowskim




Tylko się nie śmiej. Znowu pomyślą, że jesteś wariatką. Proszę Cię. Tak mniej więcej mówiłam sobie przez całą podróż, kiedy na moich nogach spoczywała bardzo przesympatyczna książka "Wszystko zależy od przyimka", a ja starałam się szybciutko przez nią przebrnąć, bo zdawałam sobie sprawę, że nie będę miała czasu.
"Psychologicznie byłoby nie do zniesienia, gdybyśmy nie mogli czasem powiedzieć "Weź se to i daj mi spokój!"
Musicie sobie wyobrazić minę ludzi w przedziale, gdy pod nosem sobie chichotałam. Zaskoczę was może tym bardzo, ale czytanie o języku wcale nie musi być nudne! Ba staje się nawet ogromną przyjemnością!

Nie spodziewałam się, że kiedyś sięgnę po taką powieść, a może raczej rozmowę rzekę, bo właśnie taką formę przyjmuje całe to dzieło. Trzech znanych językoznawców Miodek, Markowski i Bralczyk prowadzą sobie "luźną gadkę" z dziennikarzem Jerzym Sosnowskim i w ten sposób wciągają czytelnika w świat języka polskiego. 
"Czy wulgaryzmy to błędy językowe? Nie, chyba że ktoś wyraz na "ka" zapisze przez o z kreską. Wówczas to błąd ortograficzny. Wulgaryzmy to błędy kulturowe"
Naprawdę "Wszystko zależy od przyimka" kojarzy mi się z taką małą lekką pogadanką. Wyobraźcie sobie stół i pięć krzeseł. Dziennikarz zadaje pytanie, Oni odpowiadają, a ty cichuteńko siedzisz i robisz notatki. Ba nawet Ci to ułatwią, bo co ciekawsze informację "zaznaczą" na zielono. 

Ciężko opisać tematy jakie zostały poruszone, bo mam wrażenie, że wszystkie. Zaczynając od lekkich zagadnień do skończywszy na ciężkim kalibrze. Początek czyta się lepiej, bo łatwiej wszystko zrozumieć. Mniej tam fachowości i zagmatwania, więcej luzu i humoru, ale to raczej naturalne, że im dalej brniemy w językoznawstwo tym jest trudniej.
"Język ma gorączkę. Ze wszystkim przesadzamy. Nie można się już czymś interesować, nie można mieć zainteresowań, tylko pasję trzeba mieć. Nie możemy się czymś niepokoić, tylko od razu nas to bulwersuje"
"Wszystko zależy od przyimka" to jednak nie suchy podręcznik! To naprawdę przemiła przygoda. Rozmówcy Sosnowskiego są przemili i sympatyczni. Opowiadają o języku z taką gracją i lekkością, że czytelnik wcale nie czuje, że czytając czegoś się uczy i to jest chyba najpiękniejsze! 

Jestem bardzo wdzięczna pewnej Pani, że dostałam od niej książkę. Co prawda przez chwilę żałowałam, że nie poszłam na filologię polską, bo ONI tak pięknie mówią o języku, ale później pomyślałam, że dzięki temu czytanie takich dzieł może być moją pasją i to bardzo mi odpowiada. 
Dlatego bardzo polecam "Wszystko zależy od przyimka", bo to wielka kopalnia wiedzy, nawet dla najbardziej opornych!

Książka: "Wszystko zależy od przyimka" Bralczyk, Miodek i Markowski w rozmowie z Jerzym Sosnowskim wyd. Agora 2014 str.288